Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Ekonomia

Moje sny się spełniły

Krzysztof Zanussi
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Barbara Hollender rozmawia z Krzysztofem Zanussim. Dwa dni temu skończył 70 lat. Przybyło mu kilogramów, siwych włosów i doœwiadczeń, ale nie zmieniła się jego wielka ciekawoœć œwiata. I nadal broni inteligenckiego etosu.
[b]Panie Krzysztofie, no i stuknęła panu siedemdziesištka...[/b] Potwornoœć! Wiedziałem, że to się ludziom przydarza, ale dlaczego właœnie mnie? [b]Taka rocznica skłania do podsumowań? [/b]
Mam œwiadomoœć, że pokonuję pewien próg statystyczny, jestem blisko granicy przeżywalnoœci mężczyzn w Polsce. Ale jednoczeœnie noszę w sobie głupie złudzenie, że jeszcze sporo mi się uda zrobić. Mam różne plany i poczucie, że wiem, z czym się zmagam. Wiem, kto jest moim przeciwnikiem, a kto sprzymierzeńcem. Nie czuję się w œwiecie zagubiony. [b]Kim chciał pan zostać w dzieciństwie?[/b] Księdzem, ale nie wyszło. A potem już nie myœlałem, jakie chcę mieć życie. Zastanawiałem się, jakiego mieć nie chcę. I zrobiłem wszystko, by nie skończyć pod budkš z piwem albo w zarękawkach, do których czułem awersję. Widziałem, jak męczyła się moja matka, która była projektantkš mebli, a musiała pracować w planowaniu i statystyce. Spędzała noce na mozolnych obliczeniach, z których nic nie wynikało, bo dostarczane dane były sfałszowane. Jako syn przedwojennych "krwiopijców" zostałem wyrzucony z ogólniaka i skierowany do szkoły rzemieœlniczej. Jednak miałem w sobie determinację, żeby się nie zdeklasować. Uczyłem się języków i marzyłem, by robić w życiu coœ pięknego. [b]Pana sny się spełniły... [/b] Wręcz fantastycznie. Zwłaszcza w ostatnich 20 – 30 latach mam ogromnie dużo stymulujšcych bodŸców, podróży, spotkań, rozmów. Poruszam się w wielu œrodowiskach. To wszystko jest tak ciekawe, że stanšłem przed innym problemem: nie nadšżam, by te doœwiadczenia przetworzyć. [b]Kiedy patrzy pan wstecz, jakie najszczęœliwsze chwile pan wspomina?[/b] Czuję się nieustajšcym szczęœciarzem. Naturalnym losem artysty jest bezrobocie, a ja stale pracuję. Robię filmy i na dodatek nie mam w dorobku żadnego tytułu kłopotliwego, o którym chciałbym zapomnieć. Radoœć dajš mi też spotkania z ludŸmi. [b]Spotyka się pan z "możnymi" tego œwiata. Ktoœ z nich wywarł na pana szczególny wpływ?[/b] Mógłbym sporzšdzić snobistyczny katalog prezydentów i premierów, z którymi miałem okazję długo rozmawiać. Chirac, Schroeder, Jelcyn, Putin, tylu innych... Ale politycy to najczęœciej ludzie, którym atrakcyjnoœci dodaje władza. Sami bywajš mało interesujšcy. Oczywiœcie poza kilkoma, takimi na przykład jak Vaclav Havel, ale on ma właœciwie inny zawód. Ciekawsze sš spotkania z naukowcami, artystami. Najbardziej szczycę się przyjaŸniš, jaka łšczyła mnie z dwoma kolegami – Krzysztofem Kieœlowskim i Andriejem Tarkowskim. Z Tarkowskim byliœmy bardzo różni, ale mieliœmy podobne ideały i podobny stosunek do sztuki. Z Krzysztofem też się czasem spinaliœmy. Pamiętam, jak krzyczał na mnie podczas jednej z naszych ostatnich rozmów. Oburzyło go, że w moim filmie mówi się o benzynowym samochodzie, a po ekranie jeŸdzi diesel. Dla jego duszy dokumentalisty było to niewybaczalne oszustwo. Ale byliœmy sobie wierni przez lata. Mimo że w czasie tej przyjaŸni nasze pozycje uległy zamianie, co zawsze bywa ryzykowne. Na poczštku ja byłem dla niego wzorem kariery œwiatowej, po czym nagle, po sukcesach "Dekalogu", "Weroniki" "Trzech kolorów", on mnie przeœcignšł. [b]Potrafił pan nie zazdroœcić?[/b] Zazdroœć rzecz ludzka, ale byłem w stanie nad niš zapanować i zepchnšć na drugi plan. [b]Tarkowskiego i Kieœlowskiego już nie ma. Czuje pan po nich pustkę?[/b] Po każdym człowieku zostaje pustka. Ale mam i inne bliskie dusze. W dawnych latach przyjacielem, któremu wiele zawdzięczam, był Edward Żebrowski, razem pisaliœmy scenariusze, dużo się od niego nauczyłem. Specjalne więzy łšczš mnie z Wojciechem Kilarem i z fizykiem, profesorem Sylwestrem Porowskim. Mocno został w mojej pamięci Jan Józef Szczepański, pisarz i najbardziej surowy krytyk moich filmów. Wœród ludzi dla mnie ważnych jest mnóstwo tych, których nazwiska nic nikomu nie powiedzš. Zaczynajšc od mojej szkolnej nauczycielki, która przesiedziała długie lata w stalinowskim więzieniu i jak się do mnie dobierała ubecja, radziła mi, jak postępować, by ten czas z godnoœciš przetrwać. Dużo od ludzi dostałem i teraz staram się czasem spłacać swój dług. [b]Dlatego pana dom jest zawsze pełen goœci niemal z połowy œwiata?[/b] Działam w fundacji pomocy dzieciom uzdolnionym. Co roku funduję u siebie w domu w Laskach obóz. To młodzież z prowincji, œwietni ludzie. Przyjeżdżajš też do mnie studenci z Rosji, młodzież z Zachodu, z Japonii. Mam otwarty dom, choć nie wiem, jak długo jeszcze moja żona wytrzyma to gotowanie i wożenie poœcieli do pralni. A co oni z tego wyniosš, zobaczymy. Ale wiem, że takie doœwiadczenia sš ważne. [b]Artysta powinien chłonšć œwiat? [/b] Kiedy studiowałem w szkole filmowej, Andrzej Munk kazał nam co tydzień przynosić swoje notatki – spostrzeżenia. Chciał nas nauczyć stałej obserwacji œwiata. I to mi zostało. Nie wolno wierzyć, gdy ktoœ mówi, że ciekawoœć to pierwszy stopień do piekła. Ciekawoœć to pierwszy stopień do mšdroœci. Trzeba być otwartym, stale zadawać pytania, nie warto przyjmować gotowych odpowiedzi i zwalniać siebie z obowišzku myœlenia. Czasem sami nie zdajemy sobie sprawy, jak bezkrytycznie przyjmujemy różne prawdy. [b]Kto był pana mistrzem w kinie? [/b] Bresson, oczywiœcie. I Bergman, którego zresztš póŸniej poznałem osobiœcie. Gdy zakładał Europejskš Akademię Filmowš, na pierwszym spotkaniu na dzień dobry powiedział nam, że cieszy się opiniš człowieka trudnego, po czym dodał: "Zasłużenie". [b]Był potworem, który wszystko podporzšdkowywał sztuce. Ale artyœci tak majš. Pan nie zamienia się czasem w potwora?[/b] Pewnie tak, jednak nie daję sobie na to przyzwolenia. Nie uznaję artystowskiej postawy człowieka, który uważa, że sztuka stawia go poza moralnoœciš i zwykłš przyzwoitoœciš. [b]Przez całe życie jest pan wierny etosowi inteligenckiemu. W dzisiejszym œwiecie to niemal niemodne.[/b] To prawda, inteligent nie jest teraz przedmiotem pożšdania. Na moich oczach inteligencja przekształca się w klasę œredniš. Ten awans widać w każdym banku. Tam często sš ludzie, którzy zatrzymali się i nie chcš równać do wyższych standardów. To, co osišgnęli, całkowicie ich satysfakcjonuje. Walczę z tym, wypominam im, że sš w pół drogi. Dlatego tak mnie nie lubiš. Nigdy nie zranię nikogo, w kim wyczuję pragnienie dalszego rozwijania się. Ale jeœli widzę butę zwycięskich półinteligentów, uderzam. [b]Powiedział pan kiedyœ, że wiek XX dał ludziom wolnoœć i ważne, co z niš zrobimy. Pan swojš wykorzystał?[/b] Nie mam do siebie wielkich pretensji, ale wchodzę w wiek, w którym widzę, ilu rzeczy już nie zrobię. To mnie przygnębia. Kiedyœ odkładałem jakieœ ksišżki do przeczytania, najpierw na wakacje, potem na stare lata. Stare lata przyszły i dalej czasu nie ma. Ale przynajmniej mam wrażenie, że żyję intensywnie. [b]Nie za intensywnie?[/b] Może, tylko czy jest na to miara? [b]Nie wysiada pan z samolotu, a jak akurat nie kręci pan filmu albo nie reżyseruje w teatrze, to jedzie pan do Parlamentu Europejskiego lub na spotkanie z klasš 5b ze szkoły w Nowosybirsku. Nie umie pan odmawiać.[/b] A jak miałbym wybierać? Kto mi powie, że wystšpienie w Brukseli jest więcej warte niż rozmowa z dziećmi na Syberii? Czasem ważne też, ile dajemy z siebie innym. Niedawno odczułem satysfakcję, gdy młody rosyjski biznesmen wyznał mi, że zapamiętał słowa, jakie przed laty, w czasie wieczoru autorskiego powiedziałem w jego szkole. O tym, że człowiek musi budować życie jak warkocz. [b]A sam, przeplatajšc te sploty warkocza, nie boi się pan rozdrobnienia?[/b] Boję się, przyjaciele wytykajš mi, że zajmuję się zbyt wieloma rzeczami i dlatego nie robię swojego opus magnum. Ale różnorodnoœć zajęć jest mojš tarczš ochronnš. Gdy spada ma mnie łomot, mam dokšd uciec. Jeżeli tutaj recenzent napisze, że nie umiem reżyserować, to jadę do Włoch, Niemiec, Grecji i tam przyjmujš mnie życzliwie. Ostatnio usłyszałem od krytyków tyle złych słów, że gdybym nie miał odskoczni, pomyœlałbym, że to już koniec. [b]Czuje się pan czasem chłopcem do bicia?[/b] Tak, choć ma to również dobre strony. Myœlałem już, że jestem na drodze do zajezdni i nikomu nie zagrażam. Ale widocznie zagrażam, co bardzo mnie odmłodziło. [b]A jednak ta krytyka pana boli?[/b] Oczywiœcie. Ale jednoczeœnie daje mi wolę walki. Może gdybym poczuł się autorytetem, spoczšłbym na laurach. A tak stale muszę potwierdzać, że jeszcze w tym nowym œwiecie jestem przydatny. [b]Pan przecież dobrze się czuje wœród młodych. [/b] Szukam z nimi powinowactwa i nawet je znajduję. Częœciej niż 15 lat temu. Spotykam dziœ chłopców i dziewczyny z niezwykłymi pomysłami na życie... Ale z drugiej strony boję się ich dezaprobaty, wiem, że w swoim buncie przeciw establishmentowi chętnie by mnie odrzucili. Dlatego muszę ich rozbroić, przekonać, że więcej nas łšczy, niż dzieli. Mimo że oni pijš napoje z butelki, a ja zawsze ze szklanki, że żujš gumę, której ja nigdy nie żuję, i używajš słów, jakich nigdy nie używam. [b]Wróćmy do tej siedemdziesištki. Nie sšdzi pan, że artysta dojrzewa jak dobre wino?[/b] Czasem tak. Ale stare wino potrafi się też skwasić. I ja znam wielu skwaszonych twórców. Skleroza nie omija nikogo. Uczucia gasnš. [b]Boi się pan staroœci?[/b] Tak, najbardziej degradacji psychicznej. Bo z niedołężnoœciš ciała można jakoœ żyć, ale jak rozum zaczyna wysiadać, to tragedia. [b]A gdyby mógł pan cofnšć czas, co by pan zmienił w swoim życiu? [/b] Dużo wczeœniej założyłbym rodzinę. Znaliœmy się z żonš przez lata i za póŸno się zeszliœmy. Szkoda. Z rzeczy bardziej prozaicznych: zadbałbym o formę fizycznš. Teraz za te zaniedbania płacę. Moje wyczyny na Kasprowym trzy miesišce temu doprowadziły do tego, że uszkodziłem sobie biodro, kolano i kręgosłup. [b]Pan jeŸdzi na nartach? Panie Krzysztofie, nie umiem wyobrazić sobie pana w swetrze.[/b] Czasem go noszę, choć rzeczywiœcie bardzo rzadko. Ale zawsze lubiłem narty. Także pływam i jeżdżę konno. Pomaga mi to utrzymać tuszę w ryzach, czemu nie sprzyja wyborna kuchnia mojej żony. [b]Co jest najważniejsze w życiu?[/b] Równowaga. Bo nawet miłoœć i przyjaŸń sš możliwe tylko wtedy, gdy człowiek sam nie jest rozchwiany, gdy uczucie nie staje się tylko chwytaniem się drugiego człowieka, lecz partnerstwem. [b]A czego panu życzyć?[/b] Utrzymywania się nadal w pozycji pionowej. Chciałbym umrzeć stojšc. [ramka]Krzysztof Zanussi (ur. 1939) reżyser, scenarzysta, szef Studia Filmowego TOR Studiował na wydziałach: Fizyki UW (1955 – 59), Filozofii UJ (1959 – 62) i Reżyserii PWSFTviT w Łodzi (1960-1966). Najważniejsze filmy: "Struktura kryształu", "Życie rodzinne", "Za œcianš", "Iluminacja", "Barwy ochronne", "Spirala", "Rok spokojnego słońca", "Dotknięcie ręki", "Cwał", "Życie jako œmiertelna choroba przenoszona drogš płciowš", "Suplement", "Persona non grata". [/ramka]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL