Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Ornitolog chce latać

Fotorzepa, Bartosz Siedlik
- Pożegnałem się z publicystykš politycznš jako niezależny komentator - mówi Marek Migalski, kandydat PiS do europarlamentu w rozmowie z Małgorzatš Subotić
[b]Rz: „Szkoda mi Migalskiego” – tak prof. Jadwiga Staniszkis skomentowała w „Rz” to, że startuje pan w eurowyborach. Co pan na to?[/b] Mnie też trochę szkoda Migalskiego sprzed dwóch miesięcy. Pożegnałem się z publicystykš politycznš jako niezależny komentator. [b]Czyli jako naukowiec-politolog?[/b]
Naukowcem pozostaję, chcę pisać ksišżki. Ale moi słuchacze czy widzowie muszš wiedzieć, że jestem częœciš sceny politycznej, uczestnikiem politycznego sporu, a nie jego niezależnym obserwatorem. Jest mi o tyle żal, że w rankingu „Wprost” najbardziej wartoœciowych komentatorów zajšłem drugie miejsce, za profesor Staniszkis. Ale mam nadzieję, że w tym nowym wcieleniu czynnego uczestnika sporu politycznego osišgnę co najmniej tyle co w komentatorstwie politycznym. [b]Co pana podkusiło?[/b] Pierwsza odpowiedŸ, że to Diobeł, jak to się mówi u nas na Œlšsku. Oczywiœcie żartuję. Myœlę, że ten, który mi podszeptywał, był raczej reprezentantem mocy dobra, a nie zła. [b]Jak konkretnie brzmiały te podszepty?[/b] Miałem poczucie bezsiły. Byłem coraz bardziej znanym i szanowanym komentatorem polityki, tyle że zupełnie nic z tego nie wynikało. Często kompletnie ręce mi opadały. Na przykład tuż przed wyborami parlamentarnymi w 2007 roku mówiłem, że frekwencja będzie wysoka. Dlatego, że jest ostry konflikt polityczny, a konflikt zwiększa uczestnictwo w wyborach. Potem szedłem do domu i słyszałem innych komentatorów, którzy powtarzali jak mantrę, że ten konflikt zniechęci wyborców tak, że do urn pójdzie 20 – 30 procent ludzi. [b]To o co chodzi? Ludzie pana wtedy posłuchali i poszli do wyborów.[/b] Pani przecenia moje wpływy i ironizuje. Nie wzywałem do pójœcia do wyborów. Analizujšc rzeczywistoœć, przewidywałem to, co nastšpi. W tym byciu po drugiej stronie najbardziej wytršcało mnie z równowagi, że komentatorstwo polityczne jest tak naprawdę moralizatorstwem. Jadwiga Staniszkis – podobnie jak Paweł Œpiewak, jak Jarosław Flis – jest jednym z tych nielicznych komentatorów, którzy nie moralizujš. Analizujš rzeczywistoœć, takš jaka jest. [b]Gdy zaczynał pan coœ komentować, zawsze wiedziałam, że weŸmie pan stronę PiS, jeœli tylko sš ku temu jakiekolwiek podstawy. [/b] Taka ocena jest często powtarzana, ale zupełnie nieudowodniona. Bo co to znaczy stanšć po stronie PiS? [b]Jeżeli sš dwie możliwoœci analizy i stawiania tez, pan chyba zawsze wybierał tę sprzyjajšcš PiS, bronišcš tej partii? [/b] To spieszę z przykładem. Gdy pojawiły się tzw. taœmy Beger, 90 procent komentatorów toczyło pianę z ust, oburzajšc się i pokazujšc swoje moralne uwznioœlenie. Mówili, że to, co zobaczyli, było okropne, po prostu obrzydliwe i jaki to jest koniec demokracji. Byłem jednym z niewielu, który podszedł do mediów i powiedział: – Tak wyglšda polityka, tak politykowano wczeœniej i tak będzie się politykować w przyszłoœci. Mówiłem też, dlaczego Jarosław Kaczyński zdecydował się na to, jaki ma cel. [b]Czyli znowu bronił pan zachowania polityków PiS?[/b] Nie, opisywałem rzeczywistoœć, starajšc się odkryć przed słuchaczami mechanizmy rzšdzšce w polityce i motywy wszystkich, którzy w tej historii brali udział. Od Renaty Beger po ministra Lipińskiego i dziennikarzy TVN. Chciałem, by ludzie bez oburzania się na którškolwiek ze stron wiedzieli, jak jest. Bo komentatorstwo polityczne powinno być po pierwsze opisem, jak jest. Po drugie wytłumaczeniem, dlaczego tak jest. I po trzecie próbš prognozy, ku czemu to może prowadzić. Ta rola komentatora jest najtrudniejsza. [b]Jak z tymi rolami radzš sobie pana zdaniem występujšcy publicznie politolodzy?[/b] 90 procent komentatorów ani nie opisuje rzeczywistoœci, ani jej nie tłumaczy. A najgorzej jest z prognozowaniem. Nawet jeœli próbujš, to im się kompletnie nie udaje. Ja też w prognozach parokrotnie się pomyliłem, ale każdemu może się zdarzyć. [b]Jeœli pan ma rację i komentatorzy nie analizujš ani nie wyjaœniajš, to co właœciwie robiš przed mikrofonami?[/b] Przede wszystkim taki komentator zachwyca się, że w ogóle jest. Na przykład Wawrzyniec Konarski wyglšda na tak zachwyconego samym faktem, że przemawia, że ktoœ go oglšda, że nie skupia się na tym, czy to, co mówi, ma w ogóle jakiœ sens. [b]Może powinien zatrudnić jakiegoœ specjalistę od wizerunku dla siebie?[/b] Też by go nie słuchał. Tak bardzo jest zakochany w sobie z wzajemnoœciš, że każdš uwagę potraktowałby jako atak na siebie i swojš rodzinę. Zdecydowana większoœć komentatorów zajmowała się w czasach rzšdów PiS oburzaniem się, prezentowaniem osobistego nastawienia. [b]Na czym to osobiste nastawienie miałoby polegać?[/b] Na mówieniu, jak obrzydliwy jest dla nich Jarosław Kaczyński, jak fatalnie się czujš, kiedy widzš „gęby” ludzi Samoobrony, jaki wstyd odczuwajš przed całš Europš, widzšc w rzšdzie Romana Giertycha. To nie jest opis rzeczywistoœci ani próba jej wytłumaczenia. Komentatorstwo w Polsce jest toczone rakiem emocjonalnoœci, egzaltacji. Wyjštek stanowi kilku fantastycznych komentatorów, częœć już wymieniłem. Dodałbym do tej grupy jeszcze Eryka Mistewicza. Oni próbujš zrozumieć rzeczywistoœć. Reszta się na tę rzeczywistoœć oburza albo się niš zachwyca. A to sš tylko emocje. [b]Wróćmy do „podszeptów”, które skłoniły pana do zmiany publicznej roli. [/b] Uważam, że jako polityk mogę zrobić więcej. Czułem się nie do końca wykorzystywany, miałem więcej wolnego czasu, niż powinien mieć 40-latek. Pani zarzuciła mi w formie pytania, że wiadomo było, co powiem, czyjš stronę wezmę. A ja miałem takie wrażenie w odniesieniu do innych komentatorów – wiedziałem, co kto powie. [wyimek]Byłem coraz bardziej znanym i szanowanym komentatorem polityki, tyle że zupełnie nic z tego nie wynikało. Często kompletnie ręce mi opadały[/wyimek] [b]Jadwiga Staniszkis jest nie do końca przewidywalna...[/b] Też potrafiłem chyba parę razy zaskoczyć. Natomiast gdy pielęgniarki okupowały urzšd premiera Kaczyńskiego, komentatorzy, o których mówię, głosili, że były one gestapowskimi metodami przesuwane na chodnik, że państwo pokazało swojš najgorszš, autorytarnš twarz. Dokładnie ci sami komentatorzy nabrali wody w usta – można powiedzieć, że włożyli buzię w kubeł, widzšc, jak traktuje się zwišzkowców protestujšcych przed Pałacem Kultury, gdzie debatował Donald Tusk z europejskimi kolegami. [b]Jak jest po tej drugiej, politycznej stronie?[/b] Teraz wiem, że ktoœ, kto nigdy nie był w polityce, nie jest jej w stanie zrozumieć. Trzeba się otrzeć o politykę, aby przeniknšć jej mechanizmy. Paweł Œpiewak po dwuletnim romansie z politykš, gdy był posłem, jest jeszcze ciekawszym komentatorem niż przed. Ja po dwóch miesišcach bycia w polityce wiem o wiele więcej, o wiele więcej rozumiem. Gdy słucham komentarzy moich kolegów, dawnych partnerów z dyskusji w telewizyjnym studio, chce mi się strasznie œmiać. [b]Z czego chce się panu tak œmiać?[/b] Z tego, jak błšdzš, jak nie rozumiejš mechanizmów, o których debatujš. [b]Może pan jednak przeszedł na tę drugš stronę z doœć prozaicznych powodów? Miał pan kłopoty z pracš habilitacyjnš. Nie chciały jej przyjšć różne oœrodki akademickie, niektórzy sugerowali, że z powodów politycznych, z powodu pana zaangażowania po stronie PiS?[/b] Nadal chcę zrobić habilitację, i jš zrobię. Ale w jakimœ sensie ma pani rację. Poœrednio sprawa z mojš habilitacjš miała wpływ na przejœcie do œwiata polityki. Jarosław Kaczyński nigdy nie zwróciłby się do mnie z propozycjš startu w eurowyborach, gdyby nie to, że stałem się żywym dowodem na funkcjonowanie korporacyjnej solidarnoœci, z którš PiS walczy. Dzięki tej historii stałem się bardziej znany niż jako komentator polityczny. Ale nie była to ucieczka z pola walki. [b]Prof. Staniszkis uważa, że stał się pan teraz więŸniem politycznej polaryzacji, w której wszystko może być albo tylko białe, albo tylko czarne. [/b] Przyjmuję tę argumentację, przynajmniej po częœci. I œmieszš mnie zachowania innych naukowców, którzy również startujš do europarlamentu. [b]Poda pan jakieœ nazwiska?[/b] Proszę bardzo: Lena Kolarska-Bobińska, Magdalena Œroda, Kazimierz Kik. Oni do dzisiaj udajš niezależnych ekspertów. A podobnie jak ja startujš z list okreœlonych partii, firmujš te partie. Dajš partii twarz, ponoszš za to odpowiedzialnoœć i nie mogš być traktowani jako obiektywni. Oczywiœcie w swoim poprzednim wcieleniu ja też nie byłem w pełni obiektywny, bo nikt nie ma patentu na obiektywizm. To tak jak w rosyjskim porzekadle: „całej wódki nie wypijesz, wszystkich kobiet mieć nie będziesz, ale starać się trzeba”. Rasowy komentator stara się być obiektywny, ale przede wszystkim jest niezależny. To jest ten wyróżnik. Tego, co mówi, nie robi w interesie jakiejœ partii, za pienišdze jakiejœ partii i z potrzeby popierania jakiejœ partii. Dzisiaj w moim przypadku to się zmieniło. Kiedy dzwoni do mnie jakiœ dziennikarz z proœbš o komentarz, od razu na poczštku zaznaczam: proszę mnie podpisać jako kandydata PiS do europarlamentu, bo to się należy czytelnikowi. [b]To myœli pan, że dziennikarze sš tacy głupi, że sami nie wiedzš, iż należy to zrobić?[/b] Nie uwierzy pani, ale pięcio- czy szeœciokrotnie się zdarzyło, że zadzwonił do mnie dziennikarz, nie wiedzšc, iż startuję w wyborach. Zadziwia mnie, gdy widzę pana Trzaskalskiego bšdŸ Kostrzewę Zorbasa robišcych za niezależnych komentatorów, ekspertów w sprawach europejskich, choć sš kandydatami PO do europarlamentu. Oni nie majš wstydu w stosunku do widzów i czytelników. To oczywiste, że moje dzisiejsze analizy sš uwarunkowane politycznie. I na miejscu słuchacza teraz z większš uwagš słuchałbym profesor Staniszkis niż siebie. Chyba że chciałby mnie posłuchać jako kogoœ, kto działa na rzecz najlepszego wyniku PiS w wyborach. [b]Nie burzy się coœ w panu, że musi być pan teraz w takim sztywnym politycznym ordnungu?[/b] Nie muszę. [b]To chyba pan się nie zna na polityce.[/b] Jestem, bo chcę. Na szczęœcie polityka nie jest dla mnie jedynym Ÿródłem utrzymania. Nie jestem w sytuacji kogoœ, kto musi, bo jak nie, to zdechnie z głodu pod płotem. Wrócę wtedy do nauki i być może, tak jak Pawła Œpiewaka, media kupiš mnie z powrotem. [b]Tyle że Paweł Œpiewak bardzo szybko się zorientował, że w polityce najważniejsza jest zasada ordnung muss sein i że w tej politycznej piaskownicy nie chce się już bawić. Dlatego odszedł.[/b] Paweł Œpiewak, którego ogromnie cenię jako komentatora, a nade wszystko naukowca, być może nie potrafił sobie tej wolnoœci wywalczyć. Okazał się gorszym politykiem niż naukowcem i komentatorem. Sšdzę, że ja tę wolnoœć i podmiotowoœć będę potrafił sobie zdobyć. Tak samo jak potrafiłem wtedy, gdy byłem komentatorem, nie ulegajšc silniejszym, mainstreamowym podpowiadaczom i dziennikarzom. Na to, by to udowodnić, muszę mieć trochę czasu. [b]Sporo chyba jednak różni się polityka od politycznego komentowania?[/b] Różni się, bo nie każdy ornitolog potrafi latać. Widać, że œwietnemu ornitologowi Pawłowi Œpiewakowi kiepsko poszło z lataniem. Ale na przykład œwietny ornitolog Jarosław Gowin już sobie radzi. Przynajmniej szybuje. Bycie politykiem a bycie politologiem to dwa zupełnie różne œwiaty wymagajšce odmiennych przymiotów ducha, charakteru i intelektu. Bardzo proszę, by dziennikarze tę mojš przemianę uważnie œledzili. Nie jestem na tyle bezrefleksyjny, żeby w ogóle nie dopuszczać myœli, że ja w polityce po prostu polegnę. Wyborcy i dziennikarze muszš mi dać szansę, by to sprawdzić. [b]Co pan zobaczył po tej drugiej stronie lustra? Sam pan powiedział, że przez te dwa miesišce sporo dowiedział się o polityce.[/b] Od razu muszę zastrzec: to, że jestem już politykiem, oznacza, iż nie o wszystkim, co zobaczyłem, mogę pani opowiedzieć. [b]Tego się obawiałam.[/b] Trochę pani powiem. Jako komentator mogłem powiedzieć wszystko, co zaobserwowałem. Dzisiaj muszę dokonywać kalkulacji. Przede wszystkim zobaczyłem, jak bardzo niedocenianym elementem w analizach politycznych jest kwestia personalna. Emocje, osobowoœć poszczególnych osób, ich charaktery. Tego w analizach makropolitologicznych w ogóle się nie ujmuje. Przypominam sobie ksišżki, które czytałem, z których się uczyłem, o jakichœ megatrendach itp. A dzisiaj uważam, że nieuwzględnienie charakteru graczy absolutnie nie pozwala zrozumieć reguł gry. [b]To od jakiegoœ czasu, od wybuchu wojny PO – PiS jest już chyba prawdš objawionš?[/b] Jednak niezupełnie. W przypadku polityków już zaczyna się zwracać na to uwagę. A sš jeszcze charaktery dziennikarzy, którzy w tej grze też jakoœ uczestniczš. Dziennikarze nie sš tajnymi wysłannikami tajnych sił. To jak w tym dowcipie z Józkiem. Kurna, kogoœ nie lubiš. Albo jakiegoœ polityka, albo jakiejœ partii. I wtedy przedstawiajš go podle. [b]A jak kogoœ lubiš?[/b] Jak kogoœ lubiš, majš do niego słaboœć, to taki człowiek może powiedzieć głupotę, kretynizm albo banał i mimo to jest traktowany przychylnie. Tego tak wyraŸnie nie dostrzegałem wczeœniej. Podobnie jak innej kwestii: jak ważna jest struktura partyjna i gra zespołowa w ramach tej struktury. Może ona zupełnie przemodelować wynik jakiejœ batalii. Teraz rozumiem na nowo sformułowanie Richarda Arona „widz i uczestnik”. Widzem już byłem, teraz jestem uczestnikiem. Wiem, że będšc uczestnikiem, muszę też być widzem. Że musi być koniunkcja. I znacznie więcej dostrzegam. Tak jakby ktoœ nałożył mi okulary na oczy. [b]Pana pierwsza polityczna batalia, czyli kandydowanie do europarlamentu, rozgrywa się w trudnej dla pana sytuacji. Pana przeciwnikiem z Platformy na Œlšsku jest bardzo poważny gracz Jerzy Buzek. [/b] To fantastyczne wyzwanie dla beniaminka w polityce. Moja mama zawsze mi powtarzała: Marku, jak masz się z kimœ bić, to tylko z silniejszymi. Życzę Jerzemu Buzkowi, żeby został szefem Parlamentu Europejskiego. Ale przede wszystkim życzę mu, by jego partia wreszcie wystawiła oficjalnie jego kandydaturę. A ja nie zrobię niczego, co byłoby wobec Buzka zagrywkš nie fair. [i]rozmawiała Małgorzata Subotić[/i]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL