Świat

Winne dwa totalitaryzmy

Lech Kaczyński przy krzyżu upamiętniającym pomordowanych w Hucie Pieniackiej za zbrodnię obwinił dwa totalitaryzmy
PAP
65 lat po masakrze w Hucie Pieniackiej. Uroczystości usiłowali zakłócić ukraińscy nacjonaliści
– To była piękna wieś, 172 gospodarstwa, pośrodku kościół, szkoła, dookoła sady. Szukam tych miejsc dzisiaj, gdzie się podziały? Gdzie są nasi bliscy? Gdzie kościół? Gdzie szkoła? – mówiła w sobotę Małgorzata Gośniowska-Kola, szefowa Stowarzyszenia Huta Pieniacka. Gromadzi ono rodziny Polaków zamordowanych we wsi 65 lat temu.
Prezydenci Polski i Ukrainy, dawni mieszkańcy, rodziny ofiar i przedstawiciele polskich organizacji z ziemi lwowskiej zgromadzili się w sobotę przy granitowym krzyżu i cmentarzu, gdzie kiedyś była wieś, a teraz jest puste pole. Uczcili pamięć zabitych. 28 lutego 1944 r. blisko 1000 Polaków z podlwowskiej Huty Pieniackiej wymordował oddział Niemców i Ukraińców. Według polskich historyków prawdopodobnie był to pododdział 14. Ochotniczej Dywizji SS „Hałyczyna” („Galizien”), w której służyli Ukraińcy, wspierany przez partyzantów UPA. Mogła to być też złożona z Ukraińców jednostka policyjna pod dowództwem Niemców.
Prezydent Lech Kaczyński mówił w sobotę o okrucieństwie zbrodni, obwiniając dwa totalitaryzmy, które „za pomocą propagandy i kłamstw” przeciwstawiły sobie Polaków i Ukraińców. Wzywał do pojednania, kończąc słowami modlitwy, które wypowiedział wcześniej w zniszczonej w Polsce ukraińskiej wsi Pawłokoma: „Odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Podobne było wystąpienie ukraińskiego prezydenta Wiktora Juszczenki. – Jestem głęboko przekonany, że Ukrainiec na wieczność podał rękę przyjaźni i porozumienia Polakowi. Przeszłość nie powinna zabierać nam szans – dowodził. Do pojednania wzywali też duchowni rzymskokatoliccy, greckokatoliccy i prawosławni. Małgorzata Gośniowska-Kola, dziękując prezydentom za obecność, nawoływała do powiedzenia prawdy o tamtych czasach. Ale podczas oficjalnych uroczystości nikt nie powiedział wprost, kto jest winien tej zbrodni. Kilkaset metrów dalej zebrali się w sobotę nacjonaliści spod znaku radykalnego ugrupowania Swoboda. Stanęli przy dębowym krzyżu oplecionym cierniowym drutem i z napisem, że upamiętnia on Ukraińców zabitych przez „polskich szowinistów i radzieckich partyzantów”. Podczas przemówień Kaczyńskiego i Juszczenki ok. 300 zwolenników Swobody machało niebieskimi flagami z żółtym wizerunkiem dłoni z trzema wyciągniętymi palcami (symbolizującym ukraińskie godło – Tryzub), śpiewało pieśni i krzyczało: „Sława Ukrainie!”. – Polaków zamordowali Niemcy, nie Ukraińcy – mówili działacze Swobody. – Babcia mi opowiadała, to byli Niemcy – przekonywał młody mężczyzna w skórzanej kurtce. A starsza kobieta wołała: – Naszych chłopców z UPA też tu nie było, tylko przebrani Rosjanie, enkawudziści. Lokalne władze przygotowały odpowiedź na akcję Swobody: tłum z pomarańczowymi flagami Naszej Ukrainy i plakatami, m.in. „Juszczenko – nasz prezydent”, z zapleczem w postaci namiotów z napojami i jedzeniem. Między tymi grupami stanął trzeci tłum: milicjantów po cywilnemu. Gdy nacjonaliści ruszyli ku cmentarzowi, milicja zagrodziła im drogę. Do starć nie doszło, bo ludzie z flagami Swobody się wycofali.
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL