Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Muzyka

Śpiewajšcy kontrabas

Legendarny kontrabasista Ron Carter dał prawdziwy popis
Fotorzepa, Marek Dusza m.d. Marek Dusza
Bielska Zadymka jazzowa. Ron Carter zaskoczył publicznoœć nowatorskim podejœciem do kompozycji Milesa Davisa
Jego program „Dear Miles” zaprezentowany w sobotę w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej miał przede wszystkim osobiste przesłanie. – Byliœmy przyjaciółmi. Rozmawialiœmy o wszystkim – o życiu, sporcie, polityce. Rzadziej o tym, co wtedy graliœmy – powiedział Carter „Rz”. – Dopiero teraz uznałem, że mogę na nowo odczytać jego muzykę, napisać do niego list. Carter ma w swym kwartecie genialnych muzyków, z którymi współpracuje od kilku do kilkunastu lat. Sš wirtuozami i doskonale wyczuwajš intencje lidera, a co najważniejsze, odczytujš tradycję w nowoczesny sposób. Klasš dla siebie byli pianista Stephen Scott i czarodziej instrumentów perkusyjnych Rolando Morales-Matos. Chociaż program zawierał tylko kilka „przebojów” firmowanych niegdyœ przez zespoły Milesa, Scott wplatał w swe improwizacje znacznie więcej standardów Davisa. Improwizujšc, odchodził daleko od tematu, zmieniał tempo, a kiedy wyczuwał, że publicznoœć może zgubić wštek, wtršcał kilka nut charakterystycznej melodii.
Morales-Matos otoczył się kręgiem kilkudziesięciu instrumentów perkusyjnych: dzwonków, rurek, bębenków i tarek. Dobierał je z wielkš starannoœciš, by urozmaicić brzmienie. Carter musi te „przeszkadzajki” bardzo lubić, bo zagrał z nim dwa pasjonujšce duety i „pozwolił” na długi popis solowy w zamykajšcym koncert latynoskim „Caminando”. Można się było przyjrzeć, z jakš maestriš Ron Carter szarpie struny kontrabasu. Potężny instrument w jego wielkich dłoniach był jak zabawka. Carter gra nie tylko palcami prawej dłoni, jak wszyscy basiœci, ale również lewej, co daje mu znacznie większe możliwoœci improwizatorskie. Jakże piękne melodie wygrywał! Każda nuta wydobyta z instrumentu stworzonego po to, by odmierzał rytm, œpiewała. Znakomitym wstępem do jazzowej uczty, jakš w sobotę sprawił wszystkim laureat nagrody Anioł Jazzu, był występ tria amerykańskiej pianistki Lynne Arriale. Sięgnęła po tematy z kręgu muzyki pop, jak „Wrapped Around Your finger” Stinga i „All Together Now” Beatlesów, ale większš frajdę sprawiła miłoœnikom jazzu, oryginalnie interpretujšc standard „A Night In Tunisia” Dizzy Gillespiego. Jej elegancka i subtelna gra urzekała w balladach. Myœlę, że powtarzane w kuluarach okreœlenie, że to „kobieca pianistyka”, było krzywdzšce dla artystki umiejšcej grać dynamicznie i różnorodnie. W sobotę poznaliœmy też laureatów konkursu, zespół Mainstreet Quartet pianisty Witolda Janiaka. Zagrali muzykę łatwo wpadajšcš w ucho, atrakcyjnš również dla słuchaczy nieosłuchanych z jazzem. Prawdziwym finałem Bielskiej Zadymki Jazzowej był koncert w zmrożonym i zasypanym œniegiem schronisku na Szyndzielni. Nie mogło być lepszej recepty na chłód niż goršce rytmy francuskich Cyganów z zespołu Pad Brapad Moujika. Słowem, dla każdego coœ specjalnego. Jak zawsze na Bielskiej Zadymce Jazzowej. podyskutuj z autorem [mail=m.dusza@rp.pl]m.dusza@rp.pl[/mail]
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL