Muzyka

Postrzępiony smyczek

Christian Scott zdobył w Polsce nowych wielbicieli
Rzeczpospolita, Marek Dusza m.d. Marek Dusza
Porywający koncert inauguracyjny Nigela Kennedy’ego na Bielskiej Zadymce Jazzowej, który był też bohaterem nocnego jam session
Niewiele brakowało, by w klubie festiwalowym doszło do spotkania dwóch mistrzów spontanicznej improwizacji: Nigela Kennedy’ego i Jamesa Cartera. Ten drugi zszedł do hotelowej restauracji na kolację, ale na wieść o planowanym jam session pobiegł do pokoju i wrócił z saksofonem.
Przyłączył się do grupy studentów katowickiej akademii muzycznej i zaczęła się doskonała zabawa. Muzycy kochający jazz spotkali się w luźnej, niezobowiązującej atmosferze. Gdy dołączyli też pianista i trębacz z zespołu Cartera, poczuliśmy się jak w nowojorskim klubie. Wszyscy czekali na Nigela Kennedy’ego, ale jego zestaw elektrycznych przystawek i wzmacniaczy uruchamiano zbyt długo jak na cierpliwość i siły Cartera. Była już bowiem 3 nad ranem. Wytrwałość słuchaczy została nagrodzona, bo w końcu Kennedy ze swoimi muzykami zagrał ekstrawagancką wersję „Hey Joe” Hendriksa. To był deser do głównego dania wieczoru, jakim stał się koncert kwintetu Nigela w klubie Klimat. Tam właśnie na bis zagrał jedną z najciekawszych i mało znanych kompozycji Hendriksa „Third Stone from the Sun”.
Kennedy opracował własny styl łączący klasyczną wirtuozerię z bluesowymi i folkowymi akordami. A w młodych polskich muzykach ma świetnych kompanów, którzy uskrzydlają jego poczynania na scenie. W Bielsku wykonał kilka utworów z nowej płyty „A Very Nice Album”. Największe brawa otrzymał za melodyjne „Nice Bottle of Beaujolais, Innit?” i brawurowe „Invaders”, w którym aż postrzępił smyczek. Kennedy pisze tematy łatwo wpadające w ucho, włącza w nie melodie folkowe, również nasze, góralskie. Rozbawił wszystkich melodeklamacją na temat zakupów z żoną Agnieszką. A schodząc ze sceny, zawołał „Cracovia pany!”. Kto zna tylko przedostatnią płytę amerykańskiego trębacza Christiana Scotta „Anthem”, pełną odnośników do r’n’b, mógłby się zdziwić zmianą stylistyki jego kwintetu na koncercie w Bielsku. Ten artysta, będący nadzieją współczesnego jazzu, tkwi mocno w nowoorleańskiej tradycji. Ale jego muzyka brzmi nowocześnie, są w niej echa Wyntona Marsalisa, Terrence’a Blancharda, Nicholasa Paytona, Dave’a Douglasa, ale i zgiełk nowojorskiej ulicy. Scott to jazzowy erudyta, co słychać w jego solówkach. Oryginalność jego muzyki to również zasługa aranżera i gitarzysty Matta Stevensa. Na tym koncercie wytrwali tylko najzagorzalsi zwolennicy jazzu, ale każdy wychodził z przekonaniem, że odkrył dla siebie nową gwiazdę. Była to przecież pierwsza wizyta Scotta w Polsce. [i]Więcej informacji o bielskiej imprezie: [link=http://www.zadymka.pl]www.zadymka.pl[/link][/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL