Publicystyka
Historia zamiatana pod dywan
Żydzi za wszelką cenę starają się przełamać stereotyp, że podczas Holokaustu szli jak owce na rzeź. Niestety często robią to kosztem prawdy – pisze dziennikarz „Rz”
Skomentuj na blog.rp.pl/zychowicz
Józef Mackiewicz napisał kiedyś, że w Polsce w stosunku do Żydów występują tylko dwie skrajne postawy: filosemityzm albo antysemityzm. Dla reprezentantów pierwszego każdy Żyd jest bohaterem pozytywnym. Dla reprezentantów drugiego każdy Żyd jest postacią negatywną. Nikt natomiast w Polsce nie mówi i nie pisze o Żydach jak o ludziach. O narodzie takim samym jak każdy inny, w którym są jednostki wielkie i są podłe, ale zdecydowana większość niczym specjalnym się nie wyróżnia.
Wyświetlany właśnie w kinach „Opór” Edwarda Zwicka już wywołał dyskusję na temat postawy Tewjego Bielskiego i innych żydowskich partyzantów działających na terenach okupowanej Polski. Byłoby źle, gdyby debatę tę (jak to bywało w przeszłości) zdominowali zwolennicy antysemityzmu i filosemityzmu. Wszelkie „izmy” mają bowiem tendencję do generalizacji i uproszczeń kosztem prawdy.
W przypadku Bielskiego spór ten przebiega mniej więcej tak: dla filosemitów Bielski jest dzielnym, szlachetnym bohaterem, który stworzył w lesie oddział partyzancki i uratował
1,2 tysiąca Żydów. Dla antysemitów jest zdegenerowanym bandziorem, którego jedynym dokonaniem były splądrowane polskie wsie oraz masakra w Nalibokach. Sowiecka pacyfikacja, w której brali udział jego ludzie i w której zginęło około 130 osób.
Dyskusja prowadzona w ten sposób jest jałowa. Obie strony każdego wydarzenia czy zjawiska historycznego wytwarzają bowiem własne źródła i relacje, które reprezentują ich punkt widzenia. Opieranie się tylko na jednym z nich, powoduje, że otrzymujemy wykrzywiony obraz. Tylko poprzez skonfrontowanie obu punktów widzenia możemy się zbliżyć do prawdy.
Jaka jest więc prawda o Bielskim? Taka, że – podobnie jak setki podobnych mu żydowskich partyzantów – był jednocześnie i bandytą, i bohaterem.
Wyzwanie dla reżysera
Właśnie ta niejednoznaczność jest w historii Bielskiego najbardziej fascynująca. Człowiek, który do historii przeszedł jako zbawca 1,2 tysiąca Żydów (czyli mniej więcej tylu, ilu uratował dysponujący znacznie większymi możliwościami niemiecki przedsiębiorca Oskar Schindler), jednocześnie nie wahał się wykonywać mrożących krew w żyłach czynów. Jego „dokonania bojowe” to pasmo pacyfikacji, mordów, gwałtów i grabieży okolicznej ludności.
Jaki to wspaniały temat na film! Jakie wyzwanie dla scenarzysty, reżysera czy wreszcie aktora, aby odwzorować tragizm tej postaci i targające nią sprzeczności. Szczytny cel, jaki przyświecał Bielskiemu podczas zakładania oddziału, i postępująca z czasem demoralizacja. Co zrobiły z tego człowieka dzikie warunki panujące w lesie, ustawiczne zagrożenie życia, dostęp do broni, nieograniczona władza nad ludźmi, alkohol. Czy my w takich warunkach zachowywalibyśmy się inaczej?
Bitwy, których nie było
Opowieść o Bielskim to także opowieść o żądzy przeżycia, która pcha go do pierwszych rabunków. Podczas kolejnych akcji zaopatrzeniowych pojawia się żądza zysku i zobojętnienie na śmierć innych ludzi. Moment, w którym pociągnięcie za spust nie robi już żadnego wrażenia. Szczególnie gdy po drugiej stronie lufy znajduje się przedstawiciel innej grupy etnicznej. Rywal w walce o przetrwanie.
To wreszcie opowieść o ludziach wtłoczonych między dwa mroczne totalitaryzmy XX wieku. Bielski skazany przez jeden z nich na zagładę, zgodził się na kolaborację z drugim. Nie mniej straszliwym. Podporządkowuje swój oddział zgrupowaniu sowieckiej partyzantki i jego – oddelegowani do jej szeregów – ludzie biorą udział w działaniach o charakterze ludobójczym. A więc upodabniają się do swoich wrogów i prześladowców.
Co z tym wspaniałym tematem zrobił Edward Zwick? Sknocił. Popełnił błąd, o którym mowa na początku. Ograniczył się do źródeł żydowskich i opowiedział o Bielskim tylko z jednej perspektywy. Efektem jest kicz z papierowymi postaciami będącymi karykaturami pierwowzorów. Filmowy Tewje to wspaniały bohater bez skazy. Każdy jego czyn jest słuszny i sprawiedliwy. Już chyba grany przez tego samego Daniela Craiga James Bond jest bardziej wielowymiarową postacią.














