REKLAMA
Tutaj jesteś: rp.pl » Wiadomości

Unia Europejska

Ile kosztuje unijny urzędnik

Katarzyna Zuchowicz, Wojciech Lorenz 06-01-2010, ostatnia aktualizacja 06-01-2010 22:07
Catherine Ashton, Jose Manuel Barroso, Herman Van Rompuy (PAP/EPF, AFP, REUTERS)
źródło: Rzeczpospolita
Catherine Ashton, Jose Manuel Barroso, Herman Van Rompuy (PAP/EPF, AFP, REUTERS)

Komisja Europejska chce podwyżek dla swoich pracowników. Gotowa jest nawet pójść do sądu

Decyzja zapadła jednogłośnie na porannym spotkaniu szefa Komisji Europejskiej Jose Manuela Barroso z unijnymi komisarzami. – Teraz o losach podwyżki zdecyduje trybunał w Luksemburgu – mówiła rzeczniczka Komisji Pia Ahrenkilde Hansen.

Podczas szczytu Rady Europejskiej w grudniu 20 państw, w tym Polska, Wielka Brytania i Niemcy, postanowiło zablokować podwyżkę o 3,7 procent, uznając, że w czasach kryzysu jest ona niemoralna, a pieniądze powinny zostać przeznaczone na budowę nowej unijnej służby dyplomatycznej.

– W krajach takich jak Łotwa czy Rumunia płace w administracji publicznej zostały obniżone od 20 procent – mówi „Rz" polski ambasador przy UE Jan Tombiński. Dodaje, że w Polsce płace na stanowiskach rządowych są zamrożone od 2000 roku. – Premier Donald Tusk uznał więc, że byłoby niewłaściwe poprzeć podwyżkę, niezależnie od tego, jakie są uwarunkowania prawne – mówi.

Także Brytyjczycy nie chcą słyszeć o wyższych pensjach. – Byli tak wściekli po skandalu z wydatkami naszych deputowanych, że dziś żaden polityk w Wielkiej Brytanii nie ośmieli się zasugerować podwyżek. Wybuchłaby chyba rewolucja – mówi „Rz" brytyjski komentator Ian Dale. Podwyżki nazywa skandalicznymi. – Unijni urzędnicy co roku podwyższają sobie pensje. Najwyższy czas, by ludzie uznali, że jest to kompletnie nie do przyjęcia – mówi.

Jednak Komisja Europejska uważa, że kraje członkowskie nie mogą polityczną decyzją zmieniać przepisów dotyczących podwyżek. W 1972 roku podobna sprawa trafiła do sądu. Wtedy rację przyznano Komisji.

Zarobki bossów

Media z oburzeniem donoszą, ile zarabiają najważniejsi przywódcy UE. Zgodnie z decyzją Rady UE z 1 grudnia 2009 roku przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso ma zarabiać co najmniej 281 tys. euro. (138 proc. najwyższej pensji unijnego urzędnika). Tyle samo ma otrzymywać prezydent UE Herman Van Rompuy, a nowa a nowa minister spraw zagranicznych UE Catherine Ashton może liczyć na 261 tysięcy. Do tego dochodzi kilkadziesiąt tys. euro różnych dodatków.

Dla porównania prezydent USA otrzymuje 400 tys. dolarów rocznie czyli 277 tys. euro. Prezydent Francji Nicolas Sarkozy – prawie 240 tys. a prezydent Finlandii Tarja Halonen około 120 tys. euro. Najsłabiej zarabiającym szefem rzadu w Europie zachodniej jest premier Hiszpanii Jose Zapatero, który zarabia około 90 tys. euro. Ale to i tak dwa razy więcej od premiera Słowacji, który inkasuje 42 tys.

– U nas każdy uważa, że za politykę biorą się tylko ci, którzy chcą zabezpieczyć swoje dzieci na następne 15 pokoleń – mówi „Rz" Magda Vasaryova, założycielka słowackiego Stowarzyszenia na rzecz Polityki Zagranicznej. Rozumie jednak tak wysokie pensje.

– To cena za porzucenie prywatnych biznesów, wyjazd z domu, utratę prywatności. A także za wymuszenie lojalności – mówi. I dodaje: – Te kwoty nigdy nie będą sprawiedliwe, jeśli będziemy patrzeć na to oczami osób, które codziennie pracują w sklepie. Dla nich ktoś, kto nie wykonuje pracy fizycznej, po prostu nie pracuje – dodaje.

Prawo sprzed recesji

Oburzenie jednak nie maleje. – Ostatni spór o podwyżki pokazuje, jak oderwani od rzeczywistości są unijni biurokraci. Kraje członkowskie powinny bronić swojego stanowiska, aby zwyciężył zdrowy rozsądek – mówi „Rz" Stephen Booth z Open Europe.

Bruksela argumentuje, że uzgodniony w 2004 roku mechanizm obliczania pensji, który bierze pod uwagę m.in. średnie zarobki urzędników w ośmiu najbogatszych państwach UE, jest prawnie obowiązującym przepisem. Z wyliczeń wynika, że w tym roku prawie 50 tys. urzędników i członków Parlamentu Europejskiego przysługuje podwyżka w wysokości 3,7 procent. Kraje członkowskie były gotowe się zgodzić jedynie na wzrost o 1,85 procent. W efekcie w połowie grudnia urzędnicy zastrajkowali.

– Dura lex sed lex. Przepisy trzeba stosować, nawet jeśli okazały się nieżyciowe. Rządy powinny rok temu zaproponować zmiany i dać Komisji czas na ich wprowadzenie, a nie budzić się z ręką w nocniku – mówi „Rz" Piotr Kaczyński z Centre for European Policy Studies.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

Telewizje kuszą internautów

Stacje mogą odnieść dziś sukces tylko we współpracy z Internetem. Tam ich programy ogląda już 15 proc. użytkowników >>