REKLAMA

"Rzeczpospolita" ustaliła

Nie mógł lądować w takiej mgle

Piotr Kubiak, Izabela Kacprzak 10-05-2010, ostatnia aktualizacja 10-05-2010 01:50
Tu-154
autor: Seweryn Sołtys
źródło: Fotorzepa
Tu-154

Za lądowanie przy widzialności poniżej 500 m dowódcy załogi Tu-154 groziłyby zarzuty prokuratorskie

36-letni kpt. Arkadiusz Protasiuk (ponad 3,5 tys. godzin w powietrzu), pilot klasy mistrzowskiej, który był dowódcą załogi prezydenckiego samolotu, był jednym z najlepszych pilotów 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego. Ale nawet on nie miał uprawnień (patrz ramka), by lądować przy takiej widoczności, jaka panowała w Smoleńsku – ustaliła „Rz”.

ok. 350 m wynosiła widzialność na lotnisku Siewiernyj 10 kwietnia rano

– Nikt z pilotów nie mógłby tam lądować w takich warunkach – podkreśla rozmówca „Rz” związany z wojskiem.

Dlaczego więc rozpoczął procedurę podchodzenia do lądowania? Jak spekulują nasi rozmówcy, albo nie otrzymał precyzyjnego komunikatu od rosyjskiego kontrolera lotniska, że widoczność z powodu mgły jest mniejsza niż 500 m, albo go nie zrozumiał. Ich zdaniem w innym przypadku, zamiast podchodzić do lądowania, od razu poleciałby na inne lotnisko.

Bo nawet jeśli udałoby mu się wylądować, złamałby przepisy, za co grożą sankcje dyscyplinarne aż do skreślenia z listy personelu latającego, a nawet prokuratorskie zarzuty narażenia na niebezpieczeństwo wielu osób. – Na pewno miał tego świadomość i nie ryzykowałby. Nie wiadomo, co się właściwie działo na pokładzie. Trudno spekulować – twierdzą rozmówcy „Rz” związani z wojskiem.

Kpt. Grzegorz Pietruczuk z 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego zastrzega, że pilot miał prawo wykonać próbę podejścia do lądowania, by się przekonać, jakie są warunki.

Czy Protasiuka spotkałaby kara, gdyby udało mu się wylądować? Ppłk Robert Kupracz, rzecznik Sił Powietrznych: – Musimy poczekać na wyniki pracy komisji (badającej przyczyny katastrofy – red.). Nie wiemy, czy złamał przepisy. 1200 m to widzialność, przy której Protasiuk mógł lądować w Smoleńsku

Piloci specpułku są szkoleni do lądowania w ściśle określonych warunkach. Na podstawie minimalnych wartości podstawy chmur, widzialności, maksymalnych wartości wektora wiatru określonych dla danego typu samolotu wyznacza się tzw. warunki minimalne pilota do lądowania. Uwzględnia się przy tym konkretne procedury podejścia do lądowania, wykorzystywane pomoce nawigacyjne i systemy lądowania. 10 kwietnia widzialność w Smoleńsku – jak ujawnił prokurator generalny Andrzej Seremet – sięgała 300 – 400 m, a lotnisko Siewiernyj nie było wyposażone w ILS (system naprowadzania), lecz jedynie NDB (system naprowadzania przez radiolatarnie). Kpt. Protasiuk mógł więc na nim lądować tylko, gdyby widzialność wynosiła co najmniej 1200 m.

Komentując tę sytuację gen. Anatol Czaban, szef szkolenia Sił Powietrznych WP, mówi: – Widzialność poniżej 500 m jest zdecydowanie poniżej minimum pilota.

Jak „Rz” ujawniła we wtorek, polska załoga, która wystartowała z Okęcia o 7.27, miała dane na temat warunków atmosferycznych na lotnisku Siewiernyj z godz. 5 rano. O godz. 8 depesza synoptyczna była alarmująca: „widzialność do 500 m, niebo niewidoczne”. Ale tej informacji ani Centrum Hydrometeorologii Sił Zbrojnych, ani Centrum Operacji Powietrznych nie przekazało pilotom Tu-154. Samolot rządowy był już bowiem w rosyjskiej strefie powietrznej i to rosyjski kontroler powinien podać polskim pilotom informacje.

Ale czy je podał? I czy były precyzyjne? Odpowiedź jest w zeznaniach kontrolera złożonych w rosyjskiej prokuraturze. Od kilku dni mają je nasi śledczy, ale Naczelna Prokuratura Wojskowa ich nie ujawnia.

Kontroler lotów Paweł Pliusin mówił portalowi Life News, że proponował załodze prezydenckiego samolotu udanie się na zapasowe lotnisko, bo „widział, że pogoda zaczynała się pogarszać”. Nie stwierdził, że podał dokładne dane na temat warunków na lotnisku.

Dariusz Szpineta, szef szkolącej pilotów firmy Aviation Asset Management, przyznaje, że komunikaty od kontrolera są kluczowe dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Problemy techniczne maszyny bowiem wykluczono. – Kontroler przekazuje ścisłe informacje: o ciśnieniu, kierunku pasa, sile wiatru i widzialności – tłumaczy Szpineta. – Pilot musi je powtórzyć na znak, że przyjął informację. Ale musi powtórzyć tylko dane dotyczące ciśnienia i kierunku pasa.

Poprzednia
1 2
Rzeczpospolita
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.
Rekomenduj artykuł Oddano głosów:
Tu nas znajdziesz: Daj znać! DO GÓRY
Zamknij

Przeczytaj też: >>

F-16 za głośne dla Krzesin

Raport środowiskowy wykluczał lokalizację bazy myśliwców pod Poznaniem. Dokument został jednak utajniony >>