Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Muzyka

Już nie muszę rozrabiać

Martyna Jakubowicz
Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Jest czas, kiedy człowiek zajmuje się życiem intensywnie, żeby zaistnieć. A ja już nie muszę myœleć o tym, co ludzie młodzi – co tu jeszcze można nowego narozrabiać w sprawie sławy, jakiego znaleŸć partnera na życie, jak utrzymać rodzinę i wychować dzieci.
Gdzie pani teraz mieszka? Martyna Jakubowicz: Na łonie natury.
W domach z betonu nie ma wolnej miłoœci? To już stare dzieje. Za dużo się namieszkałam w malutkiej dziupli w bloku, gdzie latem jest goršco, a zimš – za chłodno. Zbyt wiele nocy przespałam w autobusach i hotelach. Dlatego zostałam ogrodnikiem. Mam kawał ziemi do obrobienia. Przyroda jest piękna, a to, co zbudował człowiek – tylko fasadš. Inne jest rzeczy sedno. Jakie? Jest czas, kiedy człowiek zajmuje się życiem intensywnie, żeby zaistnieć. A ja już nie muszę myœleć o tym, co ludzie młodzi – co tu jeszcze można nowego narozrabiać w sprawie sławy, jakiego znaleŸć partnera na życie, jak utrzymać rodzinę i wychować dzieci. Im mamy więcej lat, tym silniejsze jest przekonanie, że wartoœci materialne, o które się zabijaliœmy – nie sš szczególnie istotne. Lepiej pamiętać, że każdy z nas w każdej chwili może zostać odwołany. A może pani się wyspecjalizowała w wycišganiu unijnych dotacji dla rolników? Kombinatoryka finansowa jest mi obca. Wieœ to sposób na życie, a nie na zarabianie. Uprawiam ogród, ale wcišż jestem muzykiem, gram koncerty i to doœć intensywnie. Jakie pysznoœci pani hoduje w ogrodzie? Mam duży sad i warzywniak. O wszystkie roœlinki trzeba dbać, trzeba je nawozić. Można sobie iœć na grzšdkę i narwać koperku, który całkiem inaczej pachnie niż ten ze sklepu. Brzoskwinki i gruszeczki sš pyszne, już nie mówišc o kompotach czereœniowych, które pija się zimš. Sšsiedzi wiedzš, kto nieopodal ich siedliska uprawia grzšdki? Dawno przestałam być wiejskim oryginałem. Coraz więcej Polaków ucieka z miast, szczególnie ludzie wolnych zawodów. Internet jest wszędzie – można pracować pod drzewkiem. Cieszę się, że znalazłam dom i spokój – a za chwilę się okaże, że wszyscy do nas zjadš i zrobi się tu miejscowoœć weekendowa. Ale nie martwię się na zapas. Obsadzam dom i ogród gęstymi krzakami. Nie będzie mnie widać. A co paniš tak naprawdę pocišgnęło na wieœ? Nie mam ochoty opowiadać o szczegółach, ale zaczęłam mieć kłopoty ze zdrowiem. Musiałam zmienić tryb życia i koniec. Chyba prowadzenie klubu, kiedy postanowiła pani zostać bizneswoman, tak paniš wykończyło i zdołowało? Pewnie tak. Artyœci majš inne spojrzenie ma œwiat niż biznesmeni. Dla nas zderzenie z rzeczywistoœciš bywa okrutne. Okazało się, że nie jestem w fan klubie kapitalizmu. Mami tym, że jest dużo, ładnie i kolorowo. Ale ma mroczne strony. To system bezlitosny i okrutny, który wielu ludzi wyrzuca poza margines. Tym bardziej warto pamiętać, że pienišdz jest martwy i zdecydowanie większš wartoœć od niego ma ciężka praca człowieka. Sama nigdy nie kierowałam się chęciš zysku. Wolę tworzyć, niż zarobić. Skšd pomysł, żeby uczcić jubileusz albumem z piosenkami zaœpiewanymi przez innych? Nie chciałam znowu grać tych samych piosenek sama. Ile można? Miałam listę ulubionych i pod ich kštem wybierałam artystów. Zaskoczyła mnie Kasia Stankiewicz interpretacjš "Bab w Meksyku". Indios Bravos już weszli na listę przebojów Trójki. O to chodziło. Sama wykonałam "Œpiewam, choć brak mi słów" i okolicznoœciowe "Życzenia". Ale dalej piszę piosenki. Pewnie niedługo powstanie nowa płyta. Jak porównać poczštek lat 80. i nasze czasy? Lata 80. były paradoksalnie bardzo pięknym okresem. Trwała komuna, ale ludzie mieli ogromnš potrzebę wolnoœci, a koncerty rockowe były jej namiastkš. Grało się z kolegami i przyjaciółmi. Teraz myœli się najpierw, jaka ma być muzyka, i pod jej produkcję dobiera się wykonawców. Produkt się konsumuje, a opakowanie wyrzuca. Na szczęœcie sš artyœci idšcy własnš drogš. I to nie jest kwestia wieku. Trzeba mieć coœ do powiedzenia. Jestem fankš Kazika i Nosowskiej. Zespoły typu Perfect czy Dżem dawno nie nagrały piosenki, która by mnie poruszyła. Ale może taki już jest los mojego pokolenia. Też nie mam gwarancji, że moje nowe utwory kogoœ poruszš. Współpracowała pani z Ryszardem Riedlem i Ryszardem Skibińskim, którzy umarli zbyt wczeœnie. Byli ofiarami nieciekawych czasów? Na œwiecie wielu muzyków zmarło z powodu narkotyków, alkoholu i AIDS. Na tym tle polski rock się broni, nie dorobił się wielkiego cmentarza. Artyœci sš nadwrażliwi, płacš za sztukę życiem. Dlatego nie róbmy z Riedla i Skiby ofiar komuny. Sami wybrali sobie rodzaj życia i œmierci. Oczywiœcie PRL była nie do wytrzymania. Bez wódki ciężko było przeżyć. Ale bardziej wyniszczajšcy był koncertowy tryb życia. W nocy normalni ludzie œpiš, a muzykom po występie długo buzuje adrenalina, trzeba jš wypalić, więc jest impreza do rana, a wtedy trzeba wsišœć w autobus i jechać dalej. To czasami trwa kilka miesięcy, a czasami przez wiele lat. Masakra! Jak się pani udało doprowadzić do nagrania tak wyjštkowej płyty jak "Tylko Dylan" z piosenkami amerykańskiego barda? Z pomocš polskich wydawców może by się nie udało, ale wszystko załatwiał mój były mšż. Mieszka w Nowym Jorku, poszedł do firmy zajmujšcej się katalogiem Boba Dylana, przyniósł tłumaczenia piosenek z angielskiego na polski i z polskiego na angielski. Po dwóch tygodniach miałam zgodę w ręku. Większy kłopot mam z biletami na koncert Dylana w Stodole. Wszystko sprzedane! I pomyœleć, że kiedy był w Polsce pierwszy raz, mogłam rozpoczynać jego koncerty. Rozpadł mi się jednak zespół, a nie chciałam muzyków z łapanki. Co tam! Cieszę się tym, że płyta "Tylko Dylan" jest grana w radiostacjach w Stanach Zjednoczonych. Kiedyœ grała pani w Jarocinie, jak się pani czuła w Woodstock? Woodstock, z całym szacunkiem dla Jurka Owsiaka, jest dla młodzieży, która chce się bawić i skakać. Dla mnie ważniejszy był koncert na dużym festiwalu Colours of Ostrava. Myœlałam, że przyjdzie z dziesięć osób. Tymczasem okazało się, że zaprosił mnie prezydent miasta, który jest moim fanem, a namiot był pełen słuchaczy. Œpiewałam po polsku, a mimo to miałam trzy bisy. To mnie przekonało, że mogę wychodzić do ludzi i być sobš. Martyna Jakubowicz, zamiast sama sobie œpiewać na urodziny – poprosiła, żeby zarobili to jej goœcie. Goya wydobyła z przeboju „W domach z betonu..." dramat delikatnej kobiety w blokowisku. „Ardżuna i Krisznę" ciężko zagrało Lipali. Ewa Bem zmieniła dynamiczne „Żagle tuż nad ziemiš" w kameralne miłosne wyznanie. Wszystkie teksty sš piękne, ale ten o kuflu piwa, brudnej szmacie i œwiecie udajšcym kolorowy film – szczególnie. W interpretacji Hurtu „Młode wino" buzuje jak œwieży trunek doprawiony zadziornym punkiem i ska. Prosto i pięknie zaœpiewał „Balladę dla Misiaków" Krzysztof Kiljański. Gospodyni wykonała na deser „Życzenia", które sš modlitwš o chleb i mleko, a także „Œpiewam" – barwnš pocztówkę z jej rajskiego ogrodu. Nowa płyta Martyny to opowieœć o dojrzewaniu do szczęœcia.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL