W sieci opinii

Facebookowa jatka

Aleksandra Galewska
archiwum prywatne
Niemen – rzeka płynąca przez Białoruś, Litwę i Rosję. Długość rzeki to 937 km. Dzieli się na dwa główne ramiona – Gilga i Russ, uchodzi ośmioramienną deltą do Zalewu Kurońskiego. Dzięki systemowi kanałów posiada połączenie z dorzeczem Dniepru, Wisły i z rzeką Pregołą. Czesław – staropolskie imię męskie, prawdopodobnie oznaczające „tego, który oczekuje sławy”.

Historię naszą rozpoczniemy od standardowego „dawno, dawno temu". Dawno, dawno temu, w nocy, z soboty na niedzielę, do Facebooka zasiadła pewna niewiasta. Natalia miała na imię i emocją targana do klawiatury podeszła. Natalia miała tatę muzyka, Czesława Niemena, który nie musiał długo sławy oczekiwać. Artystę każdy znał i szanował, a po śmierci muzyk stał się jeszcze większym, jeszcze bardziej uwielbianym, docenionym i szanowanym. Podobnie jak stało się z amerykańskim bardem, Michaelem Jacksonem. Natalia ma jednak jedną rzecz, która nie pozwala nam twierdzić, że jest znana tylko dzięki tacie. Wspaniały głos i wrażliwość muzyczną.

W każdym razie Natalia śpiewała na początku pop, później chrześcijańskie pieśni, nagrane wraz z zespołem New Life'm, a później oznajmiła, że dzieci to jej kariera i odeszła na bok, realizować się jako matka. Być może był to plan na chwilę, ponieważ w 2013 i w 2014 roku zaśpiewała na festiwalu w Opolu piosenkę „Dziwny jest ten świat" Wiadomo Kogo, jak również współprowadziła SuperDebiuty w 2014 roku właśnie.

W 2015 roku wszystko się zmieniło. Natalia Niemen postanowiła zesłać gromy. Cała ta burza, która przeszła nad Polską w festiwalowy weekend, to z powodu jej gniewu, wywołanego festiwalem w Opolu.

Natalia na Facebooku napisała, że jarmark i żenada, że upadek kultury, telewizja ma publikę za durniów, że TVP powinna edukować. Potem jest już tylko ciekawiej, ponieważ po rozwinięciu komentarzy widzimy dyskusję z „hejterami", którzy zarzucają Natalii zazdrość, że jej tam nie ma, brak kariery, która wywołuje frustrację, lansowanie się na zmarłym ojcu i tak dalej.

Wydaje mi się, że wokalistka popełniła jeden błąd – wdała się w dyskusję z osobami, które mają inne zdanie. I to w bardzo emocjonalny sposób. Zdradzając między innymi sprawy osobiste, takie jak to, że ojciec wcale jej nie wspierał, że nie mogła liczyć na pomoc w sprawach kariery.

Facebook nie jest miejscem na rzeczową dyskusję. Tam możemy się co najwyżej poprzerzucać komentarzami, żeby podnieść sobie ciśnienie. Nikt tam nie zostawi komentarza po to, by ewentualnie zrozumieć inne racje czy dać się przekonać. Więcej sensu ma publiczna, rzeczowa rozmowa jeden na jeden. Super, gdyby udało się to zrobić przed kamerami, jeśli oczywiście celem jest chęć naprawienia tego, co się w muzyce popsuło. A to już inna kwestia. Osobiście mam negatywny stosunek do polskich festiwali, ale nie uważam, żeby moja opinia była nadrzędna. Wiem, że są ludzie, którzy potrzebują innego rodzaju muzyki i rozrywki i nie uważam się za muzycznego zbawiciela, choć bardzo dużo rzeczy mi przeszkadza, o czym na prawo i lewo opowiadam. Jednak zbijanie hejterów na Facebooku jest bezcelowe - to jest jak z osami. Zabijesz jedną, przyleci całe stado i, układając się w wielką strzałę, skieruje się prosto na naszą pupkę, by zemścić się za siostrę. Tak przynajmniej było w bajkach.

Uważam, że dyskusja na temat poziomu muzycznego, misyjności TVP, sensu ciągnięcia kolorowych jarmarków tylko z powodu sentymentu, szukanie alternatywnych rozwiązań nie powinna odbywać się na Facebooku. Tam TVP szuka gości do śniadaniowych programów, wytwórnie muzyczne na podstawie wklejek na wallach wiedzą, kto jest popularny wśród takiej a takiej grupy wiekowej, muzycy wylewają swoje żale. Lepiej byłoby potraktować się poważnie i spróbować znaleźć kompromis. Oczywistym jest, że TVP nie zrezygnuje z komercyjnego charakteru imprezy, wszak musi się to podobać większości. Natomiast organizując już imprezę można by odświeżyć jej format i rzeczywiście trochę ten strych posprzątać, ponieważ zapraszanie ciągle tych samych osób na scenę jest smutnym obrazem rzeczywistości muzycznej, która tak zupełnie nie wygląda. Naukowcy odkrywają kolejne cząsteczki, samochody na ładowarkę, sportowcy poprawiają swoje „życiówki", a z tego, co widzimy w telewizji, nikt poza Marylą i Perfectem nie jest wart naszej uwagi. Jest milion muzyków w Polsce, którzy chętnie pomogliby w odświeżeniu odcienia tej muzycznej szarości, ale lęki ze strony organizatorów i trzymanie się sprawdzonej formuły wpływają na ogólne wrażenie, że robi się Polaków w trąbę. Nikt jednak nie przejmie się łkaniem na Facebooku. Działajmy, zróbmy protest pod tęczą! Pod tęczową nutką! Niech w Warszawie stanie pomnik Nieznanego Muzyka! Partytura w skale, Nieznany Utwór Andrzeja Cierpiącego! Żartowałam...

Co mi jeszcze przeszkadza to to, że Natalia jest nawróconą chrześcijanką i jakoś nie do końca pasuje mi obraz studiującego Pismo Święte chrześcijanina siedzącego non stop na Facebooku. Wiem, że to, co piszę, może to na pierwszy rzut oka dla niewtajemniczonych źle wyglądać, ale z tego, co miałam okazję podpatrzeć, to nawróceni budują swoje życie głównie na Słowie Bożym i jedną stopą są już w Niebie niebieskim. Bóg sam ostrzegał, że na Ziemi będzie masakra i beznadzieja, więc nie rozumiem teraz tej zaciętości w komentowaniu. Po drugie – każdy ma prawo do swojego zdania, więc tym bardziej osoba, która rozumie więcej, doznała oświecenia i widzi sens życia, czyli nawrócony, nie powinien przejmować się tak błahymi sprawami, jak hejtowanie na Facebooku. Po trzecie – w głowie mam obraz chrześcijanina mądrego i pokornego, a tu ani pokory, ani finezji. Językowej i argumentacyjnej, ale to już mój odbiór. A argument powtarzany w ripostach w kółko, że zamiast tej maskarady muzycznej, można by wstawić lepszych - jest przecież wybitny i niedoceniony Krzyś Zalewski, Maja Kleszcz i inne osoby, które przecież miały swoje pięć minut w telewizji. No z deszczu pod rynnę. Taka chęć zrobienia rewolucji, ale tymi samymi klockami. Mam domek, ale jest beznadziejny. Wstawię inne lego-drzwiczki. O! Zupełnie inaczej!

Nie rozumiem, czy Natalia Niemen chce wychowywać dzieci, tworzyć skomplikowane formy muzyczne, a nie piosenki, jak sama napisała, chwalić Pana pieśniami chrześcijańskimi, prowadzić festiwal w Opolu, na którym później nie zostawia suchej nitki, czy być dyrektorem artystycznym komercyjnych imprez. Skoro prowadziła koncert w Opolu, poznała organizatorów. Skoro ich zna, mogłaby spróbować się porozumieć, a nie prowadzić na fanpejdżu kłótnioszki jak jakieś nastolatki na stronach poświęconych kotkom i pieskom. To wszystko jest jakieś takie niesmaczne i przyznam szczerze, że odczuwam po zapoznaniu się z tą aferą niepokój i lęki, jakie odczułam po rzuceniu okiem na line up festiwalu. Wiem o co chodzi Natalii Niemen, ale przybija mnie do krzyża beznadziei język i sposób prowadzenia dyskusji. Tym bardziej, że jeszcze w zeszłym tygodniu latałam w chmurach po przeczytaniu jednym tchem świetnie napisanej książki Andrzeja Saramonowicza „Chłopcy", która sprawiła, że odzyskałam wiarę w to, że ludzie myślą, mają nieograniczony horyzont, oryginalny punkt widzenia, wyobraźnię i umiejętność przewidywania skutków swojego działania. I nagle wszystko jebło.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL