Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

W sieci opinii

CNN, sztuczne wyspy i mityczna kraina

Rafał Tomański
Fotorzepa
Forum dialogu Shangri-La, którego kolejna edycja odbyła się właœnie w Singapurze była okazjš do załagodzenia regionalnych sporów. Czy zadanie się udało?

Shangri-La w rzeczywistoœci nie istnieje. To wymyœlona kraina umieszczana w poezji i starożytnej literaturze, która działa na wyobraŸnię. Buddyjscy mnisi, niedostępny Tybet, tajemnice, bogactwa, wszechobecne szczęœcie – słowem, miejsce, do którego każdy przeniósłby się w mgnieniu oka. Sęk w tym, że ta kraina to jedynie marzenie.

Coœ, czego nie ma

Forum dialogu o tej samej nazwie, w którym biorš udział państwa regionu Azji i Pacyfiku, odbywa się w jak najbardziej namacalnej formie co roku w Singapurze. W 2015 już po raz 14. najwięksi i najważniejsi przedstawiciele rzšdów, którym czasami bywa nie po drodze, spotkali się, by dojœć do wzajemnych porozumień. Jak to w mitycznej krainie szczęœliwoœci być powinno, wystarczyłby teoretycznie jeden niewielki krok, by zapanowała powszechna zgoda, jednak – warto to jeszcze raz podkreœlić - Shangri-La to w warunkach azjatyckich utopia. Kończšcy się właœnie szczyt przyniósł coœ odwrotnego. Singapurska policja była zmuszona zastrzelić mężczyznę, który usiłował przedrzeć się samochodem przez posterunek. Zatrzymano także dwóch pasażerów auta, którzy wraz z kierowcš rozpoczęli podejrzany rajd, gdy funkcjonariusze poprosili o otwarcie bagażnika do rewizji. Zgodnie z pierwszymi informacjami znaleziono przy nich narkotyki oraz sprzęt do ich zażywania, singapurska policja na razie nie łšczy incydentu z samym szczytem.

Nieprzewidziane zdarzenie kładzie się jednak dodatkowym cieniem na forum, którego uczestnicy spotkali się, by następnie wrócić do swoich państw bez wypracowania żadnego porozumienia. Co więcej, ich wypowiedzi pozornie jedynie dšżyły do zgody. W rzeczywistoœci główni aktorzy azjatycko-pacyficznego sporu czyli USA i Chiny jeszcze silniej okopały się na swoich pozycjach.

Ostre słowa USA

Amerykanie w osobie sekretarza obrony, Ashtona Cartera podtrzymały swoje stosunkowo nowo wypracowane stanowisko krytykujšce postępowanie Pekinu na terenie morza Południowochińskiego. Waszyngton od kilkunastu dni w bardzo ostrych słowach ostrzega Chińczyków przed rozszerzeniem swoich wpływów za poœrednictwem sztucznych wysp budowanych na nie swoich wodach. Dwa archipelagi (Spratly i Paracele) stanowiš szczególnie problematyczne terytorium, co do którego m.in.  Wietnam i Filipiny zgłaszajš swoje roszczenia, natomiast na tym terenie trwa w najlepsze usypywanie kolejnych partii wybrzeży sztucznych morskich tworów. Na nic zdajš się protesty Stanów Zjednoczonych, coraz bardziej ostre uwagi admirałów, wysokich rangš dowódców VII Floty Pacyfiku U.S. Navy, a także deklaracje Australii o utrzymywaniu wspólnych patroli z Amerykanami na spornym morzu. Do grona krytyków postępowania firmowanego przez Pekin dołšczył w miniony pištek nawet Donald Tusk, który w imieniu całej Unii Europejskiej wyrażał zaniepokojenie decyzjami Chin wobec nielegalnej budowy wysp.

Chiny z kolei nie ustajš w tworzeniu własnej, równoległej rzeczywistoœci, w której tylko do nich należy prawo decydowania o losach większoœci morza Południowochińskiego. Co więcej admirał Sun Jianguo reprezentujšcy chińskš marynarkę wojennš z uœmiechem potwierdzał pokojowe zamiary swojego państwa i jednoczeœnie grzmiał w proteœcie wobec podważania praw Pekinu do zaludnianych wyspami terenów. Kilka razy padały argumenty o tym, że to dzięki Chinom bezpieczeństwo regionu ulega poprawie, można prowadzić bardziej skuteczne akcje ratunkowe (morze Południowochińskie to jeden z najbardziej uczęszczanych szlaków handlowych na œwiecie) oraz badania naukowe. Strona amerykańska z kolei podkreœlała, że ostatnie prace nad sztucznymi wyspami powiększyły chińskie terytorium w rejonie wysp Spratly czterystukrotnie. Wysłannicy Pekinu twierdzš, że nie chcš zatrzymywać się jedynie na odzyskiwaniu z morza kolejnych terenów, ale także rozważajš utworzenie kolejnej, drugiej już specjalnej strefy bezpieczeństwa lotów. Tzw. ADIZ (Air Defence Identification Zone) powstała pod koniec listopada 2013 roku naruszajšc granice terytorialne Japonii i Korei Południowej. Wówczas, by wyrazić swój sprzeciw wobec strefie kreœlonej z dnia na dzień przez Pekin, przez ADIZ przemieœciły się dwa nieuzbrojone bombowce B-52.

Dziennikarze bez granic

Przed kilkoma dniami odbył się kolejny lot takich „Superfortec”, ale na trochę innych zasadach. Po pierwsze zamiast ogromnych bombowców służšcych w amerykańskim lotnictwie już ponad 60 lat tym razem wysłano latajšcš stację nasłuchowš, samolot P8-A Poseidon. Ta nowoczesna maszyna wykorzystywana na co dzień do nasłuchiwania najmniejszych szmerów wydawanych przez łodzie podwodne tym razem miała na pokładzie także ekipę stacji CNN. Pierwszy raz Pentagon zgodził się na obecnoœć dziennikarzy, by podzielić się z opiniš publicznš tym, co niesie rzeczywistoœć w postaci chińskich działań na dalekim morzu.

Eksperyment powiódł się o tyle, że nie tylko amerykańskie, ale i œwiatowe media mogły usłyszeć komunikaty chińskiej armii, które wystosowano pod adresem amerykańskiego samolotu. „Opuœćcie teren natychmiast, by uniknšć niezrozumienia zamiarów”, „Zagraniczny samolocie wojskowy, tu mówi chińska marynarka. Zbliżacie się do naszej strefy bezpieczeństwa wojskowego, opuœćcie bezzwłocznie teren” – gdy słyszy się takie słowa, trudno zachować spokój, jednak stworzenie materiału zlecono profesjonalistom. Lot nad atolem Fiery Cross przyniósł nowe rozdanie w grze o morze Południowochińskie. Nagle rola Stanów Zjednoczonych stała się namacalna i konkretna. Zapewnienia strony chińskiej powtarzane tymi samymi co w cišgu ostatnich 12 miesięcy słowami, budzš większy niepokój niż wczeœniej. Wiadomo, że obie strony wystarczajšco mocno będš obstawać przy swoim dšżšc do coraz bardziej nieuchronnego incydentu o skutkach potencjalnie dużo groŸniejszych niż kolejny reportaż w tej czy innej stacji telewizyjnej.

Do oœmiu razy sztuka

Kapitan Mike Parker, dowódca zwiadowczych samolotów P8 i P3, które patrolujš teren Azji i Pacyfiku, przyznał przed kamerami CNN, że wcišż zachodzi w głowę, co może być ostatecznym celem Pekinu w sporach na morzu Południowochińskim. W cišgu ostatnich dwóch lat poprzez budowanie sztucznych wysp Chiny powiększyły swój teren o 8 kilometrów kwadratowych. Wcišż pojawiajš się nowe partie usypywanego przez barki i pogłębiarki terenu.  Misja zwiadowcza się udała, chińskie wojsko oœmiokrotnie wzywało P8 do wycofania się znad wysp, wokół których kršżyła masa chińskich jednostek. Rzeczniczka chińskiego MSZ mówi o amerykańskim błędzie w postaci lotu nie nad swoim terenem. Chiński minister obrony idzie o krok dalej i prezentuje Białš Księgę działań na spornym terenie oskarżajšc Stany Zjednoczone o igranie z ogniem.

Azja Południowowschodnia przyniesie œwiatu incydent, którego skutki będš katastrofalne. Sytuacji można by uniknšć, jednak wymaga to pracy ponad ludzkie możliwoœci. Należałoby bowiem stworzyć na ziemi mitycznš krainę Shangri-La, a nie tylko udawać, że raz do roku można znaleŸć jej fragment w jednym z hoteli w Singapurze.

ródło: W Sieci Opinii

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL