W sieci opinii

Stanisław Remuszko: Sondaż prawdę ci powie

Stanisław Remuszko
Fotorzepa
Wprowadzić euro do Polski czy nie wprowadzać? Jeśli zaś tak, to kiedy? Odpowiedzi padają różne.

„Polska musi się zdecydować - albo idzie do strefy euro, albo zostanie członkiem drugiej kategorii w Unii Europejskiej" – uważa zastępca redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej" pan Bartosz Węglarczyk. Wtóruje mu inny redakcyjny tuz, pan Marcin Piasecki, który tytułowo wymienia najpoważniejszy argument za przyjęciem unijnej waluty nad Wisłą: „Dołączenie do strefy euro, kolejny spaw scalający Polskę i najbogatsze najbardziej stabilne państwa świata, nie zaszkodziłoby bezpieczeństwu Polski, tylko je wzmocniło".

Problem polega na tym, że euro w Polsce nie chce aż 70% Polaków. Jak wprowadzić euro wbrew ich woli?

Skąd wiadomo o tych siedemdziesięciu procentach? Z najnowszego sondażu CBOS (koniec kwietnia, losowa próba 1027 respondentów). Komunikat jest napisany tak klarowną polszczyzną, że po prostu z przyjemnością go zacytuję: „Sprzeciw wobec przyjęcia przez nasz kraj wspólnej europejskiej waluty deklaruje 70% dorosłych Polaków. Za wprowadzeniem euro opowiada się jedna czwarta (25%). Co ciekawe, sprzeciw wobec przyjęcia euro jest nie tylko częstszy, ale także bardziej kategorycznie wyrażany niż akceptacja (odpowiedzi „zdecydowanie nie" są częstsze niż „raczej nie", podczas gdy w przypadku deklaracji aprobaty jest odwrotnie)".

To może tylko jacyś zramolali starcy albo niedojrzała młodzież tak myśli? CBOS nie pozostawia złudzeń: mniejsza czy większa, ale zawsze wyrazista niechęć do euro przeważa we wszystkich analizowanych kategoriach społeczno-demograficznych.

Skoro tydzień temu pisałem w tym miejscu, że sondaż nieprawdę ci powie, to skąd wiadomo, że akurat ten sondaż głosi prawdę? Ano stąd, że pytanie o euro nie należy do pytań intymnych (religia, polityka, seks), więc ankietowani odpowiadali szczerze.

A skąd wiadomo, że odpowiedzi udzielone cały miesiąc temu są aktualne dziś? A z życiowego i socjometrycznego doświadczenia. Pod wpływem ekscytującego wyborczego teleturnieju „1 z 10" przed pierwszą turą, wielomilionowa telewizyjna widownia była w stanie zmienić swoich faworytów w może i z dnia na dzień, ale poglądy WALUTOWE (własna kieszeń) rodacy mają solidnie ugruntowane. Ewoluują one bardzo powoli, z roku na rok o zaledwie parę procent. Zainteresowanych szczegółami odsyłam do źródła (badanie CBOS nr 299).

Może więc po prostu rządząca koalicja powinna pominąć te siedem z dziesięciu opinii, przejść nad nimi do porządku dziennego? Po pierwsze, nie bardzo to widzę, jeśli zarazem rząd chce jeszcze wygrać jakieś powszechne wybory (na przykład parlamentarne). Po drugie, negatywny stosunek do przyjęcia euro jest nie tylko powszechny wśród przeciwników członkostwa Polski w UE (99%), lecz i bardzo rozpowszechniony wśród jego zwolenników (67%)"!

Dodam swoje prywatne trzy grosze. Uważam, podobnie jak prezydent-elekt, że historyczna złotówka jest w dużej mierze wartością pozaekonomiczną. Jest wartością także patriotyczną – trochę tak jak nasze barwy, godło i hymn. Niewykluczone, że z czasem Suweren zgodzi się zrobić narodowe czejndż many, ale w najbliższym pięcioleciu na to raczej się nie zanosi...

Masz pytanie do autora? remuszko@gmail.com

Źródło: W Sieci Opinii

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL