W sieci opinii

Narodziny mistrza?

Dlaczego rdzennie japońska dyscyplina sportu nie dysponuje obecnie odpowiednio silną kadrą krajowych zawodników?
Sumo to Japonia. Japoński duch, estetyka, nawiązania do narodowej religii i kwintesencja podejścia do życia. Jednak od lat w tym sporcie najwięksi mistrzowie, tzw. yokozuna pochodzą spoza kraju.
Od 1998 roku najwyższą rangę uzyskują jeden po drugim jedynie cudzoziemcy. Po Amerykaninie z Hawajów kolejno czterech Mongołów dotarło na szczyt w sumo. Jeden z nich, Hakuho, tworzy obecnie historię japońskiego sportu wygrywając rekordowo wiele głównych turniejów. Ostatnie, letnie zawody niespodziewanie przerwały jego passę. Hakuho przegrał o jedna walkę (z 15, które trzeba stoczyć podczas każdego turnieju) za dużo i musiał uznać wyższość innego zawodnika o ringowym pseudonimie Terunofuji.
Nowy zwycięzcą naprawdę nazywa się Ganerdene Gantulga, ma 23 lata i pochodzi... także z Mongolii. Wygrana pozwoliła mu na awans do wyższej rangi w sumo, tzw. oozeki. Następnym krokiem może być już tylko tytuł yokozuny. Przed młodym zawodnikiem oczywiście wciąż pozostaje długa i trudna droga do najwyższego zaszczytu, jednak pierwsza rysa na pomnikowej obecnie postaci Hakuho pojawiła się wraz z przegraną w początkowej fazie turnieju. Mongolski super mistrz pierwszego dnia niespodziewanie przegrał ze swoim mniej utytułowanym rodakiem, Ichinojo, ostatniego zaś równie nieoczekiwanie musiał uznać wyższość innego yokozuny z Mongolii, Harumafuji. Kolejne lipcowe zawody w Nagoi Terunofuji rozpocznie już jako nowo promowany oozeki. Po usłyszeniu decyzji federacji zawodnik z pokorą obiecał dalsze doskonalenie swoich działań na ringu oraz poza nim. Droga do zostania yokozuna nie wymaga bowiem jedynie zwycięstw, ale także nieposzlakowanego charakteru i moralności. Terunofuji zwiastuje jeszcze nowszą falę potencjlanych mistrzów, którzy mogą wnieść do rdzennie japońskiego sportu kolejną falę świeżości. Jest bowiem pierwszym oozeki urodzonym po 1989 roku, czyli za czasów rządów obecnego cesarza Akihito. Dla Japończyków to tzw. era Heisei, ponieważ za każdym razem, gdy nowy władca rozpoczyna rządy, numerowanie lat rozpoczyna się od zera. Japończycy nie powinni mieć nic przeciwko wobec zawłaszczenia swojej dyscypliny na rzecz zagranicy. Już raz zrobili tak z baseballem sprowadzonym z zagranicy. Sport z USA został przeformatowany na przestrzeni lat na japońskie realia, a zawodnicy wprowadzeni w tryby machiny, która inaczej niż na Zachodzie, nie wybacza najmniejszych błędów. Kto wie, czy sumo naszpikowane zawodnikami z zagranicy nie stanie się dyscypliną o lżejszym kalibrze niż obecnie.
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL