W sieci opinii

Litania przedwyborcza

Anna Kozicka–Kołaczkowska
archiwum prywatne
Pięć salonów urody, „światy” okien, materaców. Studio „paznokcia”. Rząd smrodliwych second handów. Pusta budka z powybijanymi oknami z napisem pełnym jak najlepszej woli:„Cały rok świeży pstrąg”. Dworzec autobusowy. I już mamy kiosk z gazetami.
Nie takie to proste, przemierzając prowincję, nabyć po drodze prasę. Bo tutaj ma chyba tak być. Must be the music. W tej pipdówce w ciągu kilkunastu minut spotkałam na ulicy trzech właścicieli kudłatych, białych piesków. Namacalny dowód, że rozradowane masy, które szaleją z uciechy na telewizyjnych widowniach, to prawdziwi ludzie, a nie awatary, w co tak często trudno uwierzyć. Takich, podczas konwencji prezydenckiej „pisowców" ma nudzić, zdaje się, część artystyczna, czyli „Polonez" Wojciecha Kilara, więc TVP Info daje im w tym czasie reklamę kapci żelowych i nadwiślańskie info nie cierpiące zwłoki, czyli wieści, że chora Zuzia poleci jednak do USA, i że w końcu wycięto chorą nerkę pechowcowi, któremu wcześniej wycięto tę zdrową. Wiadomości te uważane są w TVP w dodatku za optymistyczne, bowiem na zielonej wyspie nikt nie ma zamiaru droczyć się o to, dlaczego Zuzia nie wyleczy się w Polsce, ni też dopytywać, dlaczego kontakt z państwową służbą zdrowia jest śmiertelnym zagrożeniem. Dla TVP wszystko jest lepsze od dumy z poloneza.
Tak mi się jakoś wydaje, że w prowincjonalnych miasteczkach nie bez przyczyny niełatwo nabyć prasę, a i nie bez kozery w lokalach po niegdysiejszych księgarniach wiszą tam dziś zatęchłe szmaty. O prasie mówię. Znaczy, nie o tym, co zazwyczaj wystaje z torby z zakupami pewnej pani, z którą pierwszy dzień znajomości wrył mi się w pamięć do końca życia. Tę poczciwą kobietę w ostatniej chwili zdążyłam powściągnąć przed solennym przetarciem w higienicznym zapale moich obrazów mokrą ścierką. Tak, ja też się cieszę, że taka pani jeszcze w ogóle umie czytać. „Bo tutaj jest jak jest, po prostu, I ty dobrze o tym wiesz" – śpiewał przed laty Paweł Kukiz. Zawsze drażniła mnie ta diagnoza. „Jest, jak jest" – to znaczy, jak? Nie cierpię asekuranctwa. Strach przed prawdą jest małością, przyczyną naszej nędzy. Nie lubię tej obłej frazy „Jest jak jest", mocno zresztą ostatnio wdrukowanej w język ubogich, którym brakuje przymiotników. Marzę o artystach, którzy ujmują rzeczy wprost. Bez kunktatorstwa. Jak niezapomniany Jan Kaczmarek w pięknej, przejmującej, pisanej, o dziwo, już w wiele lat po euforii „upadku komuny", poruszającej prawdą „Litanii":
„Ile jeszcze będzie nowych Rzeczypospolitych Wyniesionych z pęt niewoli na wolności szczyty? Ile razy zmowa zmiecie nas rusko - teutońska, Wymazując z mapy świata dumne słowo „Polska"? (...) Ile groźnych fal represji i pacyfikacji I samobójstw rozpaczliwych, hen, na emigracji?(...) Ile jeszcze zmarnowanych bez sensu okazji? Ile chamstwa i prostactwa rodem z dzikiej Azji? Ile wściekłej nienawiści, pychy i głupoty? Ile przez wyborczą urnę przepchanej miernoty? Ile nowych gabinetów jeszcze się przekręci z racji nieprawdopodobnej ich niekompetencji? Ilu głupków się wywyższy nad autorytety? Ilu się złodziei schowa za immunitety? (...)" Ten mądry song powinien brzmieć w mediach jak memento, na okrągło, zwłaszcza przed wyborami, ale w całym ćwierćwieczu szalejącej wolności i demokracji jakoś go nie słychać. Ponoć, przemknął przez TVP tylko raz. Bo tutaj jest, jak jest. No właśnie, jak?
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL