Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

W sieci opinii

Litania przedwyborcza

Anna Kozicka–Kołaczkowska
archiwum prywatne
Pięć salonów urody, „œwiaty” okien, materaców. Studio „paznokcia”. Rzšd smrodliwych second handów. Pusta budka z powybijanymi oknami z napisem pełnym jak najlepszej woli:„Cały rok œwieży pstršg”. Dworzec autobusowy. I już mamy kiosk z gazetami.
Nie takie to proste, przemierzajšc prowincję, nabyć po drodze prasę. Bo tutaj ma chyba tak być. Must be the music. W tej pipdówce w cišgu kilkunastu minut spotkałam na ulicy trzech właœcicieli kudłatych, białych piesków. Namacalny dowód, że rozradowane masy, które szalejš z uciechy na telewizyjnych widowniach, to prawdziwi ludzie, a nie awatary, w co tak często trudno uwierzyć. Takich, podczas konwencji prezydenckiej „pisowców" ma nudzić, zdaje się, częœć artystyczna, czyli „Polonez" Wojciecha Kilara, więc TVP Info daje im w tym czasie reklamę kapci żelowych i nadwiœlańskie info nie cierpišce zwłoki, czyli wieœci, że chora Zuzia poleci jednak do USA, i że w końcu wycięto chorš nerkę pechowcowi, któremu wczeœniej wycięto tę zdrowš. Wiadomoœci te uważane sš w TVP w dodatku za optymistyczne, bowiem na zielonej wyspie nikt nie ma zamiaru droczyć się o to, dlaczego Zuzia nie wyleczy się w Polsce, ni też dopytywać, dlaczego kontakt z państwowš służbš zdrowia jest œmiertelnym zagrożeniem. Dla TVP wszystko jest lepsze od dumy z poloneza. Tak mi się jakoœ wydaje, że w prowincjonalnych miasteczkach nie bez przyczyny niełatwo nabyć prasę, a i nie bez kozery w lokalach po niegdysiejszych księgarniach wiszš tam dziœ zatęchłe szmaty. O prasie mówię. Znaczy, nie o tym, co zazwyczaj wystaje z torby z zakupami pewnej pani, z którš pierwszy dzień znajomoœci wrył mi się w pamięć do końca życia. Tę poczciwš kobietę w ostatniej chwili zdšżyłam powœcišgnšć przed solennym przetarciem w higienicznym zapale moich obrazów mokrš œcierkš. Tak, ja też się cieszę, że taka pani jeszcze w ogóle umie czytać. „Bo tutaj jest jak jest, po prostu, I ty dobrze o tym wiesz" – œpiewał przed laty Paweł Kukiz. Zawsze drażniła mnie ta diagnoza. „Jest, jak jest" – to znaczy, jak? Nie cierpię asekuranctwa. Strach przed prawdš jest małoœciš, przyczynš naszej nędzy. Nie lubię tej obłej frazy „Jest jak jest", mocno zresztš ostatnio wdrukowanej w język ubogich, którym brakuje przymiotników. Marzę o artystach, którzy ujmujš rzeczy wprost. Bez kunktatorstwa. Jak niezapomniany Jan Kaczmarek w pięknej, przejmujšcej, pisanej, o dziwo, już w wiele lat po euforii „upadku komuny", poruszajšcej prawdš „Litanii":
„Ile jeszcze będzie nowych Rzeczypospolitych Wyniesionych z pęt niewoli na wolnoœci szczyty? Ile razy zmowa zmiecie nas rusko - teutońska, Wymazujšc z mapy œwiata dumne słowo „Polska"? (...) Ile groŸnych fal represji i pacyfikacji I samobójstw rozpaczliwych, hen, na emigracji?(...) Ile jeszcze zmarnowanych bez sensu okazji? Ile chamstwa i prostactwa rodem z dzikiej Azji? Ile wœciekłej nienawiœci, pychy i głupoty? Ile przez wyborczš urnę przepchanej miernoty? Ile nowych gabinetów jeszcze się przekręci z racji nieprawdopodobnej ich niekompetencji? Ilu głupków się wywyższy nad autorytety? Ilu się złodziei schowa za immunitety? (...)" Ten mšdry song powinien brzmieć w mediach jak memento, na okršgło, zwłaszcza przed wyborami, ale w całym ćwierćwieczu szalejšcej wolnoœci i demokracji jakoœ go nie słychać. Ponoć, przemknšł przez TVP tylko raz. Bo tutaj jest, jak jest. No właœnie, jak?
ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL