Teatr

Jak prowokować inteligentnie

materiały prasowe
W spektaklu „Mistrz i Małgorzata", który Ondrej Spisak przywiózł do Polski, pełno jest niespodzianek. Nie zawsze przyjemnych.

Trudno nie wyrazić oburzenia „Mistrzem i Małgorzatą" pokazanym na Gliwickich Spotkaniach Teatralnych przez Teatro Tatro ze Słowacji. Widzowie tłoczyli się w niewielkim namiocie w parku, musieli też poddać się kontroli, przechodząc przez specjalne bramki. Całe zamieszanie spowodowane było tym, że spektakl postanowił obejrzeć prezydent Słowacji. A kiedy jeden z krytyków słowackich dał wyraz oburzeniu takim traktowaniem polskiej publiczności, został siłą usunięty.

Aktorzy poszli na całość i ku osłupieniu widzów przed finałem wybiegli z namiotu nago. Rozrzucanie wśród publiczności banknotów o nominale 500 euro nie zrekompensowało tego pożałowania godnego faktu. Zwłaszcza że, jak się okazało, banknoty były fałszywe. Warto dodać, że za całym wydarzeniem stoi reżyser Ondrej Spisak.

Pozwoliłem sobie na tę prowokację na wstępie recenzji słowackiego „Mistrza i Małgorzaty", bo cały spektakl zrealizowany jest w podobnym duchu. A przedstawienie jest wyborne, przewrotne, inteligentne.

Ondrej Spisak, sięgając po utwór Bułhakowa, poradził sobie znakomicie. Nieoczekiwane odwiedziny „prezydenta", które były częścią scenariusza, miały w Polsce dodatkowy smaczek, bo wpisały się w czas kampanii. Wizyta Wolanda w teatrze Variete obnażała zaś absurd rzeczywistości oraz demaskowała ludzką naturę.

Spisak udowodnił, że cynizm, głupota, chciwość i chytrość są obecne w każdej epoce. Pokazanie spektaklu w cyrkowym namiocie tylko uwypukliło ponadczasową clownadę. Ten reżyser zdaje sobie sprawę, że pytania o hierarchię wartości, o moralność są w dzisiejszych czasach dziwne. Stąd rozmowa Jeszui z Piłatem rozgrywana była za pomocą wielkich kukieł. Postaci z zupełnie innego świata.

W spektaklu pojawia się Stalin – symbol cynizmu i zła grany przez samego reżysera z uśmiechem. Spisak przerzuca też widzów za pomocą wehikułu czasu w obecne lata i w nieodległą przyszłość, wykazując, że głupota, jaka ogarnęła mieszkańców Moskwy po seansie czarnej magii, rozprzestrzenia się na następne pokolenia. Dziś obejmuje świat pozornych wartości, modnych celebrytów, reality show.

Na uwagę zasługuje świetny zespół aktorski, a dodatkową niespodzianką był udział polskiego reżysera Łukasza Kosa jako mistrza czarnej magii z cudzoziemskim akcentem.

Na końcu tej opowieści było naprawdę gorąco. Jedyna rzecz, przed którą przestrzegam nie tylko zespół Teatro Tatro: Nie strzelajcie do recenzentów. To nieprawda, że dobry krytyk to martwy krytyk.

—Jan Bończa-Szabłowski

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL