W sieci opinii

Mądry Polak po szkodzie

Rafał Tomański
Fotorzepa
Czy w sześciu sekundach można zmieścić wszystko?

Shawn Mendes w tym roku skończy 17 lat. Od kilkunastu miesięcy jest gwiazdą dzięki coverom znanych piosenek, które zamieszcza w serwisie Vine. W ciągu swojej krótkiej kariery zdobył nominację do młodzieżowych nagród, które zgodnie z biegiem czasu i postępem technologii społecznościowych rozszerzają się o takie kategorie jak największa gwiazda Twittera, czy najbardziej popularny muzyk Vine'a, tzw. Viner. 14 kwietnia 2015 roku jego debiutancka płyta „Handwritten" zadebiutowała na prestiżowej liście amerykańskiego Billboardu. Pierwszy singiel z krążka, „Life of the Party" sprawił, że Mendes stał się najmłodszym w historii artystą, który w zestawieniu dotarł do czołowej dwudziestki piątki. 12 kwietnia ubiegłego roku miał 15 lat 11 miesięcy i 4 dni.

Szybka kariera

W wywiadzie dla New York Timesa młody człowiek przyznaje, że w grudniu ubiegłego roku znalazł się na urodzinowym przyjęciu Taylor Swift, popularnej obecnie amerykańskiej wokalistki młodego pokolenia (rocznik 1989). Bawił się razem z Jayem Z, Beyonce i Justinem Timberlake'iem, choć jego kariera trwała kilka muzycznych epok krócej niż sława jego nowych popularnych znajomych. „Handwritten" Mendesa sprzedało się w ponad 100 tys. egzemplarzy, pobrano je w formie elektronicznej blisko 5 mln razy, wszystkie materiały video zamieszczane przez kandydata na gwiazdę zebrały do tej pory łącznie 367 mln wyświetleń. Nic więc dziwnego, że chłopak nie ma zbyt wiele czasu na cokolwiek innego. Mówi, że ostatni raz udał się do szkoły w poprzednim roku, a od momentu, gdy stał się popularny, uczy się korespondencyjnie i – jak przystało na człowieka wypromowanego przez internet - online.

Obecne czasy sprzyjają szybkiemu uzyskiwaniu popularności i nie ma się temu trendowi, co dziwić, jednak najbardziej nietypowym w tej historii pozostaje fakt, że materiały video, dzięki którym Mendes zdobył popularność, miały zaledwie 6 sekund długości. Tylko tyle bowiem można nagrywać na potrzeby serwisu Vine. Losowo odsłuchiwane klipy Mendesa składają się z jednej, chwytliwej części znanego utworu, są dobierane tak, by odbiorca od razu wiedział, że trafił na prawdziwy talent. Ma chwytać za serce, oddziaływać na emocje, szokować młodym wiekiem wykonawcy i jeszcze być znane. Wszystko w ciągu sześciu sekund, które teraz są w stanie otworzyć drogę do sławy.

Era skrótów

Vine to filmowy Twitter. Skrótowość w nagrywanej postaci, która w sześciu sekundach ma zawrzeć jak najwięcej. Ba, nawet wszystko, bo przecież post ma gromadzić vine'owe polubienia i być na tyle wspaniały, by udostępnianiom nie było końca. Sześć sekund pełni rolę 140 znaków wymaganych przez Twitter i świadczy o nadejściu nowej epoki.

Umiejętności nie mają znaczenia. Każdy z sześciosekundowych fragmentów Mendesa jest praktycznie taki sam. Nawet utwory, po które sięga, brzmią jak jeden długi, tylko pocięty na kawałki. Wyjątkowość rzekomo gwarantowana przez dokładanie wszelkich starań w napakowanie sześciu sekund treścią równowartą własnemu życiu i na dokładkę jeszcze kilkorga innych osób zamienia się w jedną wielką, cyfrową uniformizację. Lapidarność przekazu sygnowanego przez Vine na własne życzenie pozbawia wykonawcę siły oddziaływania, a nie dodaje mu jej dodatkowy wymiar. Mendes nie staje się dzięki temu nagle odkrytym talentem, a jedynie losowo wybranym przez społecznościowy widownię obiektem zachwytu. Nowa, cyfrowa era potrafi szybko stworzyć gwiazdę i nakręcić na nią popyt. Nie ma za to żadnego przełożenia na prawdziwą wartość, którą powinna jednocześnie zapewniać.

Popularność kogokolwiek stworzona przy pomocy sześciosekundowych materiałów powinna budzić wątpliwości i przywoływać relacje z social media do stanu nie budzącego wątpliwości. Ze strony odbiorców będzie to wymagało pomyślenia i chwili refleksji, jednak takiego stanu nie ma co się obawiać. Nie można opierać kultury i relacji panujących w nowej rzeczywistości na bazie ulotności i podnosić wagę nieumotywowanej niczym skrótowością. By osiągnąć prawdziwą wartość dobrze jest się każdego dnia doskonalić, a nie jedynie opierać na chwili mody i trendu.

Zmierzch wzorów

Dowodem na to, że pracowitość i przyzwoitość przynosi efekty był profesor Władysław Bartoszewski. Działał przez całe życie wyznaczając nowe granice ludzkiej aktywności. Dla wielu pełnił funkcję sumienia oraz strażnika moralności. Czemu zatem nie można było skorzystać z jego ogromnej siły i chęci szerzenia dobrych relacji za życia? Dlaczego w żadnych mediach, które obecnie jednym głosem wspominają profesora, nie znalazło się miejsce na jakikolwiek „poranek" czy „pięć minut rozmowy z" prowadzony przez niego? Powtarzane od kilku dni słowa uznania wobec Bartoszewskiego są próbą kreowania własnej postaci na tym, czego sam dokonał. Żył długo, jednak nie skorzystano z jego umiejętności na tyle, by mógł dotrzeć nie tylko do polityków najwyższego szczebla, ale i do zwykłych ludzi.

Dzisiejsze wspomnienia o profesorze to kolejna wersja zdjęcia z rąsi czy autopromocyjnego wpisu na Facebooku. W swojej skrótowej formie, która w mediach przybierze wymiar okresu od pojawienia się informacji o śmierci Bartoszewskiego do maksymalnie krótkiego czasu po jego pogrzebie, każdy chce zawrzeć wszystko, co może powiedzieć o nim, by podbudować swój wizerunek. Gdyby jednak intencje były szczere, można byłoby wspominać całe cykle telewizyjnych czy radiowych audycji z nim jako cyklicznym gościem bądź prowadzącym, które służyłyby kolejnym. Pozostają jedynie 63 audycje-kalendarium Powstania Warszawskiego nadawane w Polskim Radiu oraz zestaw niekończących się powiedzonek i ripost. 93 lata życia Bartoszewskiego porównuje się do sześciu vine'owych sekund, w których ma się zmieścić wszystko. Porównywanie dwóch jednostek tego samego wymiaru pokazuje absurd nadchodzący wraz z nowymi czasami. Życie jest zbyt złożonym tworem, by podlegać skrótom. Niezależnie, co na ten temat powiedzą w danej chwili popularni specjaliści od marketingu.

Źródło: W Sieci Opinii

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL