W sieci opinii

Rafał Tomański: Lider na szczycie

Rafał Tomański
Fotorzepa
Wbrew pozorom nie będzie chodziło o przywódcę kraju, który wziął udział w ważnym spotkaniu.

W Korei Północnej rzeczywistość brana jest bardzo dosłownie. Ludzie z pewnością by się przeciwko niej buntowali, jednak trudno dotrzeć do ich prawdziwych emocji, ponieważ skutecznie zajmuje się nimi cenzura. Lider ma zdecydowanie najlepiej, bo może absolutnie wszystko. Gdyby tylko takie porównanie przyszło mu do głowy, mógłby postawić się w jednym szeregu z Ludwikiem XIV. W końcu aktualny przywódca KRLD, Kim Dzong Un króluje swojego narodowi niczym wspominany Król Słońce.

Zdobycie góry

Według oficjalnej propagandy aktualny Kim-przywódca umiał prowadzić samochód w wieku zaledwie trzech lat. Talent musiał odziedziczyć po ojcu. Kim Dzong Il podobno podczas pierwszej w życiu partii golfa trafił 11 dołków za pierwszym podejściem. Doskonałość ma się w genach i nawet, gdyby młody Kim chciał się jej z jakiegoś niesłychanego powodu pozbyć (na pewno dla dobra ukochanego narodu), z pewnością nie byłby w stanie. Czy chce, czy nie, musi wieść życie przywódcy idealnego.

Kilkanaście godzin temu północnokoreańskie media poinformowały, że Kim Dzong Un wspiął się na najwyższą górę kraju, Pektu. Z wysokości 2744 metrów n.p.m. przywódca miał stwierdzić, że taka wędrówka dostarcza więcej energii niż broń jądrowa. Porównanie jak zwykle dla Korei Północnej aktualne, ponieważ Pjongjang nieustannie stosuje psychozę strachu wobec Japonii oraz południowego sąsiada. Młody Kim ładował swoje akumulatory stojąc na szczycie wśród zalegającego tam śniegu za plecami mając wschodzące słońce.

Wizyta na tym akurat szczycie jest dla kraju ważniejsza niż wzięcie udziału w jakimkolwiek międzynarodowym. Góra Pektu uchodzi za symbol graniczący z religijnym, przez lata przekonywano naród, że sam Kim Dzong Il miał urodzić się w obozie partyzanckim na terenie Pektu. Oficjalna wersja głosiła, że podczas narodzin poprzedniego przywódcy w samym środku srogiej zimy zakwitły kwiaty, a ptaki przemówiły ludzkim głosem, jednak wiadomo, że była to jedynie propagandowa historyjka.

Poszerza horyzonty

Pektu wraz ze swoim głównodowodzącym miały odwiedzić podobno setki pilotów wojskowych i wysokich rangą żołnierzy. Przed kilkoma dniami media KRLD informowały o rewolucyjnym sposobie zmiany lotniczego kamuflażu samolotów An-2. Nie byłoby na pozór nic w tym dziwnego, w końcu kraj straszy systematycznie wystrzeliwanymi rakietami oraz pogłoskami o posiadanej broni atomowej, jednak „rewolucyjna" technologia polegała na pomalowaniu samolotów na niebiesko od dołu i na zielono od góry. Tak, jak robi się to od dekad na całym świecie, by utrudnić wykrycie maszyn. An-2 zaś to konstrukcja sprzed blisko 70 lat, dwupłatowiec produkcji radzieckiej, który delikatnie mówiąc odstaje od nowoczesnych odrzutowych myśliwców. Północnokoreańska armia bez cienia ironii przekonywała jednak o tym, że to dzięki tym samolotom pomalowanym na nowy sposób lotnictwo będzie w stanie prowadzić rozpoznanie za południową granicą.

Kim Dzong Un nie jest zbyt często zapraszany na jakiekolwiek inne szczyty, zatem nic dziwnego, że od czasu do czasu musi zdobyć sobie jakiś we własnym zakresie. Sytuacja jednak prawdopodobnie ulegnie zmianie 9 maja, ponieważ przywódca KRLD spodziewany jest na moskiewskiej paradzie z okazji 70. rocznicy zakończenia II wojny światowej. Tej samej, którą bojkotują liderzy zachodnich państw oraz Polska.

Nie dojdzie do spotkania Kima z prezydent Korei Południowej, ponieważ do Moskwy zamiast Park Geun-hye ma pojechać odpowiedni przedstawiciel Seulu. Będzie prezydent Chin, premier Japonii zdecydował się odrzucić zaproszenie Władimira Putina. Wiadomo natomiast, że młody Kim będzie miał czym lecieć, od niedawna bowiem dysponuje nowym odrzutowcem do prywatnego użytku. W odróżnieniu od swojego ojca Kim Dzong Un nie boi się latać i przed zdobyciem góry dał sobie zrobić zdjęcie za sterami lotniczej nadziei swojego kraju... czyli Antonowa drugiego.

Źródło: W Sieci Opinii

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL