Zamrożony ukraiński konflikt

aktualizacja: 27.10.2014, 01:00

Rosja uzyskała w rozgrywce ?o Ukrainę większość spośród zakładanych pierwotnie celów geopolitycznych. Zdobyła nawet nieformalne prawo weta ?co do losów teoretycznie ?suwerennego państwa ?– zauważa politolog.

Europa weszła w starcie z Rosją o Ukrainę. Ale czy ma pomysł, jak je zakończyć? Kryzys można wykorzystać do wzmocnienia Europy – zwiększając bezpieczeństwo energetyczne i kierując gospodarkę w stronę technologii niskoemisyjnych. Niezbędne jest też bardziej realistyczne spojrzenie na politykę wschodnią.
Kryzys związany z Ukrainą unaocznił specyfikę europejskiego podejścia do polityki wschodniej. Jej podstawą było dążenie do ekspansji korzyści gospodarczych, w tym poszerzanie rynków zbytu na sąsiadów Unii Europejskiej. Unia promowała też wartości demokratyczne i prawa człowieka, ale największy nacisk położyła na integrację gospodarczą, podobnie jak to ma miejsce w UE. Narzędziem politycznym najpierw było poszerzenie wspólnoty, a następnie polityka sąsiedztwa i inicjatywa Partnerstwa Wschodniego oraz umowy stowarzyszeniowe zawierane m.in. z Gruzją, Mołdawią i Ukrainą.
Moskwa odnosi się przede wszystkim do argumentu siły – kto jest potęgą, choćby regionalną, ten dyktuje warunki. Europejczycy mogą uznać taką logikę za barbarzyństwo, ale nie wolno im jej lekceważyć
Niezależnie od intencji decydentów europejskich ich działania pociągały skutki geopolityczne. „Zachód odrywał kawałek po kawałku z dawnej rosyjskiej sfery wpływów" – jak to ujął Aleksander Lukin z Akademii Dyplomatycznej rosyjskiego MSZ.

Naiwność ?i spóźnione działania

Warto przypomnieć, że celem polityki europejskiej wobec Ukrainy było podpisanie umowy stowarzyszeniowej wraz z jej ważną częścią gospodarczą. Była to zresztą bezpośrednia przyczyna wybuchu kryzysu politycznego w listopadzie 2013 roku. Odmowa podpisania tej umowy przez byłego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza i chęć zawarcia porozumienia z Rosją (tj. Wspólnej Przestrzeni Gospodarczej obejmującej także Białoruś i Kazachstan) stały się zarzewiem wybuchu niezadowolenia społecznego w Kijowie. Trudno nie zauważyć, że aktywiści Majdanu byli wspierani przez USA i niektóre państwa Unii Europejskiej.
Ekspansja gospodarcza i polityczna na wschód była dość ochoczo podejmowana przynajmniej przez część członków Unii dopóty, dopóki korzystali ze wsparcia geopolitycznego USA i nie napotykali silniejszego oporu Rosji. Zjednoczona Europa – lub raczej najważniejsze dla jej polityki państwa członkowskie – nie były przy tym ani skłonne, ani nawet zdolne do podjęcia otwartej konfrontacji geopolitycznej z Rosją, zwłaszcza na płaszczyźnie militarnej. Co więcej, nie chciały ponosić kosztów poważnego kryzysu w relacjach z Moskwą, szczególnie w dłuższej perspektywie czasu. Takie podejście osłabia politykę europejską w stosunku do bardziej zdeterminowanych aktorów międzynarodowych dysponujących szerszym wachlarzem instrumentów i bardziej scentralizowanymi strukturami zarządzania.
Można wymienić także inne słabości strony europejskiej. Członkowie UE nie mogli przez dłuższy czas porozumieć się między sobą, czy Rosja jest bardziej ich rywalem geopolitycznym czy raczej niezbędnym sojusznikiem dla zbudowania siły ekonomicznej i politycznej na arenie światowej. W podejściu wielu państw UE do Rosji widać było przy tym wyraźnie tendencję do ochrony interesów gospodarczych szczególnie wrażliwych w sytuacji słabości ekonomicznej Europy.
Działająca w logice „pokojowego mocarstwa" Unia przyjmowała za rzecz oczywistą, że prawo międzynarodowe jest nienaruszalne i że na znaczeniu tracą klasyczne spory geopolityczne. Świadczy to albo o naiwności, albo o głębokim niezrozumieniu podejścia rosyjskiego. Moskwa odnosi się przede wszystkim do argumentu siły – kto jest potęgą, choćby tylko regionalną, a nawet nieco przyblakłą, ten może dyktować warunki gry. Europejczycy mogą uznać taką logikę za barbarzyństwo, ale nie wolno im jej lekceważyć. Raczej należałoby przemyśleć własne słabości lub zrezygnować z nadmiernych ambicji w polityce wschodniej.
Strona europejska wydawała się zaskoczona przebiegiem zdarzeń na Ukrainie. Jej kolejne posunięcia były mocno spóźnione i dostosowujące się przez większość kryzysu z jednej strony do działań rosyjskich, z drugiej do amerykańskich. Warto przypomnieć, że bardziej zdecydowane sankcje antyrosyjskie udało się podjąć po długotrwałych sporach wewnętrznych i dopiero pod wpływem nieoczekiwanego wydarzenia, jakim było strącenie samolotu pasażerskiego z obywatelami Unii na pokładzie. Europejskie instytucje polityki zagranicznej okazały się mało efektywne, co przede wszystkim wynikało z rozbieżnych interesów w Unii. Europie zabrakło spójnej strategii antykryzysowej oraz kalkulacji różnych scenariuszy wychodzenia z kryzysu.

Strefa buforowa

Warto zwrócić uwagę, że zanim doszło do konfrontacji militarnej i wymiany sankcji gospodarczych między Zachodem a Moskwą, można było prawdopodobnie załagodzić spór w mniej kosztowny sposób. Przed eskalacją konfliktu Rosja proponowała różne opcje, poczynając od rządu koalicyjnego na Ukrainie złożonego z przedstawicieli zachodnich i wschodnich regionów. Sugerowała jej federalizację oraz dyskusję o ochronie mniejszości rosyjskojęzycznej. Być może była możliwa „opcja fińska", a więc zachowanie neutralności Ukrainy między Rosją a Zachodem, ale przy zachowaniu integralności terytorialnej tego państwa i otwarciu na współpracę gospodarczą zarówno z Zachodem, jak i Wschodem.
Zdaniem Johna Mearsheimera – wybitnego znawcy stosunków międzynarodowych – najmniej bolesnym sposobem zakończenia konfliktu jest właśnie stworzenie z Ukrainy strefy buforowej między Zachodem a Rosją. Wymagałby to uznania przez obie strony, że Kijów nie będzie wchodził do żadnych paktów politycznych i militarnych. Zdaniem uczonego zarówno Europa, jak i USA powinny zająć się ważniejszymi problemami, choćby związanymi z kryzysem w strefie euro lub wyzwaniem chińskim, aniżeli trwonić siły na spory z Rosjanami.
Bez wątpienia wszystkie strony konfliktu poniosą koszty wynikające z jego eskalacji, a będą one tym większe, im dłużej będzie trwało wstrzymanie ostatecznych rozstrzygnięć w sprawie Ukrainy. To nie przypadek, że strefa euro znalazła się na skraju trzeciej już w ostatnich latach recesji.
Jak dotąd największym sukcesem strony europejskiej jest zawieszenie działań zbrojnych w najbliższym sąsiedztwie granic UE. Europa ma wciąż nadzieję na to, że uda się jej przeforsować podstawową korzyść całej zawieruchy, jaką jest rozciągnięcie wspólnego rynku na wschód i wykorzystanie ukraińskiego rynku zbytu oraz taniej siły roboczej dla pobudzenia własnej gospodarki. Dodatkowym i dość niespodziewanym skutkiem omawianego kryzysu może być podjęcie bardziej zdecydowanych działań na rzecz dywersyfikacji źródeł energetycznych w Europie oraz przekierowanie gospodarki w kierunku technologii niskoemisyjnych i odnawialnych źródeł energii. Będzie to korzystne zwłaszcza dla tych państw UE, które dysponują odpowiednimi technologiami i możliwościami inwestycyjnymi wsparcia takich zmian.
Rosja – jak się wydaje – uzyskała w dotychczasowej rozgrywce większość spośród zakładanych pierwotnie celów geopolitycznych. Przejęła kontrolę nad ważnym ze względów strategicznych Krymem, a także nad częścią wschodniej Ukrainy. Uzyskała daleko idącą autonomię dla dwóch ukraińskich regionów, która z biegiem czasu będzie się zapewne zwiększała. Oznacza to faktycznie podział Ukrainy. Bardziej drastyczny aniżeli wcześniej rozważana federalizacja.
Jednocześnie zamrożenie tego konfliktu (a więc bazujące jedynie na zawieszeniu broni) stwarza stronie rosyjskiej duże możliwości blokowania porozumień między Ukrainą a Zachodem. Nie tylko tych polityczno-wojskowych – członkostwo w UE i NATO jest w tej sytuacji niemożliwe, ale nawet gospodarczych, o czym świadczy odroczenie wdrażania umowy stowarzyszeniowej (na razie) do początku 2016 roku. Rosja uzyskała w ten sposób nieformalne prawo weta co do losów teoretycznie suwerennej Ukrainy.

Czy Kreml zatęskni ?za Zachodem?

Jednak na dłuższą metę i Rosja może odczuć wiele negatywnych konsekwencji analizowanego kryzysu. Przede wszystkim wówczas, kiedy Europa uwolni się od zależności od dostaw surowców, zwłaszcza gazu, od wschodniego sąsiada.
Innym skutkiem jest wzrastająca zależność od Chin, które w sytuacji ochłodzenia relacji Moskwy z Zachodem stają się głównym dostarczycielem kapitału dla Rosjan oraz odbiorcą rosyjskich surowców. Może to mieć poważne konsekwencje geopolityczne, zwłaszcza kiedy będzie się pogłębiać dotychczasowa nierównowaga potencjałów – demograficznego, gospodarczego i militarnego – na korzyść Państwa Środka. Chińczycy są równie sprawni co Rosjanie w wykorzystywaniu narzędzi gospodarczych do wywierania presji geopolitycznej. Mogą też skorzystać z kazusu ukraińskiego do upominania się o prawa blisko trzymilionowej chińskiej diaspory mieszkającej w Rosji. Kreml może więc jeszcze kiedyś zatęsknić za bliższymi relacjami geostrategicznymi z Zachodem.
Autor jest profesorem ?w Instytucie Europeistyki ?Uniwersytetu Warszawskiego

POLECAMY

KOMENTARZE