Świat

Pierwsza runda dla Rosji

Sekretarz stanu USA John Kerry i szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow
AFP
Putin postawił na swoim: Ukraina zostanie zdecentralizowana, a Kreml zyska wpływ na jej konstytucję.
Jeszcze dziś późnym popołudniem wydawało się to mało realne. A jednak po siedmiu godzinach negocjacji w Genewie między szefami dyplomacji USA, Rosji, UE i Ukrainy udało się uzgodnić wspólne oświadczenie, które ma umożliwić "deeskalację" kryzysu za naszą wschodnia granicą.
- To jest dobra robota. Chcieliśmy uzgodnić  nie tylko słowa ale konkretne kroki, które natychmiast rozładują sytuację - powiedział po spotkaniu sekretarz stanu USA, John Kerry. Porozumienie przewiduje, że wszystkie nielegalne grupy paramilitarne zostaną rozbrojone a zajęte przez nie budynki publiczne - uwolnione. Jednocześnie sprawcy rozruchów będą mogli liczy na amnestię, choć ta nie obejmie osób podejrzanych o najcięższe zbrodnie.
Nad wykonaniem tych punktów porozumienia ma czuwać misja OBWE, której obserwatorzy już są na Ukrainie. Wkrótce dołączą do nich nowi z Rosji, USA i krajów Unii Europejskiej. Ta część umowy spełnia przede wszystkim oczekiwania władz w Kijowie i Zachodu. W ostatnich dniach to bowiem rosyjscy separatyści zajmowali budynki publiczne w przynajmniej dziesięciu miastach Obwodu Donieckiego. To także oni, jako jedyni poza regularną armią i milicją, byli uzbrojeni w profesjonalną broń. John Lough, ekspert londyńskiego Chatham House, ostrzega jednak w rozmowie z "Rz": - Kto w praktyce wypełni tą część umowy? Rosja osiągnęła mistrzostwo w prowadzeniu dywersyjnych działań poprzez nieformalne grupy - przypomina. Znacznie bardziej niepokojący jest jego zdaniem ostatni punkt porozumienia. Zakłada on ustanowienie "przejrzystego, uwzględniającego interesy każdego i możliwego do rozliczenia procesu konstytucyjnego", w którym mają wziąć udział "wszystkie regiony Ukrainy". - Diabeł tkwi w szczegółach. Umowa z Genewy jeszcze nie oznacza, że Ukraina przekazała w ramach federalizacji takie kompetencje regionom, które de facto oddadzą Rosji wpływ na decyzje podejmowane w Kijowie. Ale zgoda na to, aby Rosja miała wpływ na przyszłą konstytucję Ukrainy jest niebezpieczna. Dla mnie Putin wygrał może jeszcze nie cały mecz, ale z pewnością pierwszą rundę tej rozgrywki z Zachodem - uważa John Lough. W umowie słowo "federalizacja" co prawda się nie pojawia. Ale szef rosyjskiej dyplomacji Sergiej Ławrow na konferencji prasowej tym się nie martwił. - Nie użyliśmy żadnych terminów (na określenie przyszłego ustroju Ukrainy - red.) bo są federacje, w których prawa regionów są ograniczone i są kraje tylko w nazwie jednolite, w których regiony mają bardzo duże znacznie" - tłumaczył. John Kerry rozmawiał w czwartek telefonicznie z premierem Ukrainy Arsenijem Jaceniukiem, który miał go zapewnić, że zrobi, co się tylko da, aby uwzględnić w nowym ustroju interesy wszystkich regionów i grup etnicznych. Putin już od wielu dni forsował taką reformę ukraińskiej konstytucji, dzięki której poszczególne obwody uzyskają prawo do współtworzenia polityki zagranicznej całego kraju. To pozwoliłoby Kremlowi na blokowanie dalszej integracji Ukrainy z Unią Europejską, a tym bardziej z NATO. Nie jest też wykluczone, że obwody mogłyby dzięki temu rozpisać referenda w sprawie przyłączenia się do Rosji. – Rokowania dyplomatyczne nie mogą doprowadzić do zalegalizowania rosyjskich aneksji terytorialnych – ostrzegła tuż przed spotkaniem w Genewie Julia Tymoszenko. Kerry podkreślił, że jeżeli porozumienie nie zostanie wprowadzone w życie, w szczególności, gdy idzie o rozbrojenie grup paramilitarnych, to Stany Zjednoczone "nie będą miały wyboru i zaostrzą sankcję wobec Rosji". To jednak wydaje się mało prawdopodobne, bo Ameryce nie udało się przekonać Unii do wprowadzenia poważnych restrykcji. Przed konferencją w Genewie amerykańskie media mówiły więc tylko o możliwości wydłużenia listy współpracowników Putina objętych zakazem wjazdu do USA i zamrożeniem aktywów na terenie Ameryki. A to nie jest coś, czym Kreml zbytnio się przejmuje. Znacznie większy wpływ na rokowania w Genewie miało natomiast wystąpienia telewizyjne Putina w czwartek rano, w którym nie wykluczył bezpośredniej interwencji zbrojnej na Ukrainie, jeśli konfliktu nie uda się rozwiązać metodami dyplomatycznymi. - Zachód ma zdecydowanie mniejsze możliwości wpływania na sytuację na Ukrainie, niż Rosja. Kształt porozumienia w Genewie to odzwierciedla - uważa Lough. Na miejsce konferencji wybrano genewski hotel Intercontinental, ten sam, w którym pięć lat temu ówczesna sekretarz stanu USA Hillary Clinton przedstawiła Ławrowowi, już wówczas szefowi rosyjskiej dyplomacji, czerwony guzik mający symbolizować „reset" w rosyjsko-amerykańskich stosunkach. Nikt nie spodziewał się takiego finału amerykańskiej pojednawczej inicjatywy.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL