Nowe technologie

Dzieci i tablety

Fotorzepa, Magda Starowieyska Magda Starowieyska
Cyfrowa rewolucja dotyka każdego, także dzieci. Jak dbać o najmłodszych użytkowników gadżetów?
Rząd przeznacza miliony na walkę z cyfrowym wykluczeniem, czyli dba o to, by w miarę każdy obywatel miał równy dostęp do najnowszych technologii. Gadżety stają się coraz bardziej intuicyjne w obsłudze, tak bardzo, że radzą sobie z nimi nawet dzieci w wieku dużo poniżej przedszkolnego. Niektóre są tak przyzwyczajone do obcowania z treściami na dotykowych ekranach tabletów czy smartfonów, że chcą w podobny sposób powiększać dwoma palcami stronę papierowego magazynu.

Brońmy rodziców...

Tego trendu nie da się odwrócić. Nie ma w nim nic złego, bo postęp technologiczny daje wiele dobrego. Trzeba jedynie zadbać o bezpieczeństwo dzieci. A także ich rodziców. W połowie stycznia 2014 roku amerykańska Federalna Komisja Handlu nakazała koncernowi Apple wypłacić ponad 32,5 mln dolarów rodzicom, których dzieci nieświadomie dokonywały szeregu mikropłatności w grach od AppStore. Mechanizm od Apple wymaga podania danych do karty kredytowej podczas pierwszego uruchomienia nowego urządzenia, potem dokupywanie kolejnych aplikacji, czy usprawnień do nich wymaga tylko kilku kliknięć. Dla dzieci to nic nie znaczące komunikaty, po których dostaje się wreszcie upragnione super bronie dla super bohaterów w super grach. Rodzice zostają z rachunkiem na dziesiątki tysięcy dolarów.
Wprowadza się odpowiednie „okienka dostępowe", w których można dokonać płatności w takim sklepie z aplikacjami. Z punktu dostawców aplikacji jest po co bić się o każdą minutę takiego przedziału czasowego. Według badań w listopadzie 2013 roku 98 procent przychodów androidowego Google Play oraz 92 procent AppStore pochodziło z mikropłatności dokonywanych w darmowych aplikacjach. Apple utrzymało piętnastominutowy czas do robienia zakupów po podaniu danych z karty płatniczej, ale aplikacje muszą przy każdym takim procesie informować posiadacza telefonu, że przez tyle minut można dokonywać każdej płatności.

...tradycyjnych producentów zabawek...

Producenci zabawek, którzy zaczynali w czasach przed pojawieniem się iPhone'a i spółki, muszą szukać nowych pomysłów na dotarcie do małych klientów przylepionych do cyfrowych gadżetów. Playmobil i Lego bronią się jak mogą. Pierwsi stawiają obecnie na serie figurek powiązanych z mundialem w Brazylii, a Duńczycy z Lego z kolei podbijają nieskończenie chłonne rynki azjatyckie. Konkurencja jednak nie śpi. Francuzi z Lexibook chcą dotrzeć ze swoimi tabletami do dwulatków. Oczywiście tablety wyposażone są w rozmaite mechanizmy kontroli rodzicielskiej – można ustalić nawet dzienny limit korzystania z urządzenia. Tablet Nabi 2 może dopasowywać się do wieku dziecka, a do tego wytrzyma upadek z 2 metrów. Stworzyła go kalifornijska firma Fuhu, która w ciągu 3 ostatnich lat zanotowała wzrost o 42 148 procent! Na gadżetach dla dzieci naprawdę można zarobić. Robb Fujioka i bracia Hui to weterani komputerowego sprzętu i konsultingu IT. Tablety Nabi sprzedają się jak szalone, a rodzice chwalą przyjazne dzieciom wzornictwo i niezawodność. Tabletom towarzyszy cała gama dodatków: kolorowe etui, plecaki, samochodowe ładowarki, których kabel sięgnie do tylnego siedzenia, a nawet naklejki- literki, którymi dziecko może podpisać swój gadżet. Jeden taki alfabet kosztuje 25 dolarów i, gdy w imieniu pociechy są dwie takie same literki, rodzic musi zapłacić podwójnie. Na tym Fuhu zarabia, bo zysk na pojedynczym tablecie to jedynie od 5 do 10 dolarów. Tablety dla dzieci ma w swojej ofercie Samsung, Apple przekonuje, że iPad Mini świetnie leży w dziecięcej dłoni. Własny sprzęt sprzedaje nawet Tesco. W końcu taki tablet to znakomity pomysł nie tylko do zabawy, ale i do nauki. Lepiej nosić do szkoły lekki gadżet, w którym zmieści się kilkadziesiąt encyklopedii i jeszcze będzie miejsce na notatki.

...oraz dzieci

Polacy pracują nad takimi e-podręcznikami. Cyfrowe podręczniki mają być częścią rządowych koncepcji wprowadzania gadżetów do szkół. Firma Young Digital Planet stworzyła pod koniec 2012 roku pierwszy dopuszczony przez MEN e-podręcznik do matematyki. Ale wciąż trzeba liczyć się ze zdaniem ekspertów. Ci z państwowego Ośrodka Rozwoju Edukacji (ORE) ostrzegają, że w tym cyfrowym wydaniu szkoły więcej jest korzyści dla producentów oprogramowania niż dla uczniów. O podobnych kwestiach mówią także amerykańscy naukowcy zajmujący się zastosowaniem komputerów w edukacji nie chcą, by wykorzystaniu tabletów i komputerów towarzyszyła aura lekarstwa na wszystko. Nie wiadomo, czy nadmierne korzystanie z cyfrowego sprzętu nie odbije się negatywnie na zdrowiu dzieci, czy pojawią się podręczniki o dostatecznie dobrej jakości oraz, czy głównymi beneficjentami tej sytuacji nie będą koncerny IT. Żeby przez nieuwagę nie wyrosło nam pokolenie kopiuj-wklej, trzeba dbać o kreatywność dzieci już od małego. Marek Przystaś z firmy Duckie Deck, polskiego producenta oprogramowania dla dzieci, który z powodzeniem radzi sobie w Dolinie Krzemowej, mówi: - Dostosowanie tabletów pod najmłodszych użytkowników było głównym celem powstania studia Duckie Deck. Prostota obsługi tabletu bardzo mocno przełożyła się na obniżenie wieku, w którym sięgamy po raz pierwszy po urządzenie. Półtora roczne dzieci korzystają już z aplikacji. Naszym zadaniem jest sprawić, aby rodzice mieli dostęp do treści gotowych i przemyślanych pod kątem najmłodszych. Prawdziwym zastrzykiem energii są e-maile od użytkowników, nauczycieli wychowania przedszkolnego czy terapeutów dzieci autystycznych. Kochają nasze gry i to jest największa siła napędowa.
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL