Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Niemyte dusze

Bogusław Chrabota
Fotorzepa, Tom Tomasz Jodłowski
Nie cierpię narkotyków, uważam je za uprzedmiotowione zło społeczne i nigdy nie znajdę w sobie na tyle tolerancji, żeby poprzeć jakikolwiek gest przyzwolenia na ich legalnš obecnoœć w życiu.
I tu właœciwie powinienem postawić kropkę, bo cóż więcej można w tej sprawie zadeklarować. Poglšd na tyle jasny, że nie domaga się dopowiedzeń, a jeœli zostawia przestrzeń na cokolwiek, to tylko na argumentację i parę obrazków. Otóż widziałem w życiu wielu narkomanów. Znam muzyków rockowych z mózgami tak przepalonymi marihuanš, że mało w nich jest już przestrzeni na twórczoœć, rodzinę, refleksję czy empatię, a w miejscu zwykle zarezerwowanym na wartoœci kwitnie w ich głowach jedno wielkie, wielopalczaste zioło. Coœ jak kieliszek wódki w mózgu pijaka w zaawansowanym stadium alkoholizmu. Co gorsze? Trudno powiedzieć, jedno i drugie złe. Mam kolegów z czasów liceum, z którymi kontakt jest możliwy już tylko przez lastrykowe płyty nagrobne na licznych cmentarzach. Zaczynali od czegokolwiek, choćby „trawy"; potem był tak zwany kompot, obrzydliwy wykwit PRL gotowany ze słomy makowej w brudnych garnkach. Jedna strzykawka, kilku chętnych; potem wspólny odlot i braterstwo krwi. Jedni z tego wyszli, inni nie. Detox w komunie nie należał do wyjštkowych przyjemnoœci; myœlę, że dalej nie należy, ale wtedy było jeszcze gorzej. Słuchałem tych historii nieraz; fakt, że większoœć narratorów należy już wyłšcznie do przeszłoœci. Dlaczego brali? Bo było modne? Bo brali Morrison, Richards i Joplin, by romantycznie balansować na krawędzi tożsamoœci i igrać z życiem? Piękniejsi przez to? A może dlatego, że urodę przeżyć po LSD tak cudnie pokazał Coppola w „Czasie Apokalipsy"? I tak wspaniale pisał o narkotykach Witkacy, wielki błazen i intelektualny hochsztapler, popularny kiedyœ wœród nastolatków, którzy zaczytywali się w jego bełkotliwej prozie. Czyż nie był oryginalny, modny, osobny? Nie cierpię Witkacego. Ujdš jeszcze portrety. Po prozie i dramatach nie zostało nic prócz gorzkiego poczucia wykoœlawionej rzeczywistoœci. A może moi rówieœnicy chcieli po prostu uciec od rzeczywistoœci, jak ich znudzeni œwiatem rówieœnicy z Nowego Jorku, Amsterdamu czy Londynu? Taki wiek, że się ucieka. Tamci jednak, „dewizowi", mieli dostęp do lepszych dragów niż moi kolesie z liceum. Tu kompot warzono i kompotem się zabijano. Tylko gloria i chwała były te same. Kolorowa aureola męczennika dokonujšcego autodestrukcji w imię buntu przeciw systemowi.
Dziœ jest inaczej. Z tamtego romantyzmu niewiele zostało. Dragi sš powszechnie obecne. Sš jak kosmetyki. Przygodš sš tylko przez chwilę. Potem pozornie pomagajš żyć. Zakładać codziennš maskę. Kryć się ze swoimi strachem, depresjš, powolnoœciš, nieœmiałoœciš, brakiem życiowego tempa czy motywacji. Więc ciach. Speed pomoże. Mała amfa ożywi. Marycha rozweseli. Crack nakarmi euforiš. Hera dopieœci. Przez chwilę. Tylko co potem? Co chwilę póŸniej? Kolejna dawka czy strach jeszcze większy, depresja głębsza, nieœmiałoœć jeszcze bardziej obezwładniajšca? Pal szeœć dorosłych. Ci wiedzš, co robiš, czy choć powinni wiedzieć. Strach, gdy z dragami zadajš się dzieci. Dziœ to tak powszechne, zwłaszcza w szkołach œrednich, że wyjštkiem, i to podejrzanym, stajš się placówki, w których narkotyków nie odnotowano. Dilerzy sš powszechnie identyfikowani i aż dziw bierze, że działajš z takš łatwoœciš. Młodzież wchodzi w narkotyki z ciekawoœci, którš szybko zastępuje przyzwyczajenie. Bo przecież łatwiej żyć z chemiš we krwi. Nieprawdaż? To wyniszczajšce, mówiš pedagodzy, bo dzieciaki zaprzyjaŸnione (może jeszcze nie uzależnione) z narkotykami tracš zainteresowanie naukš. Cała ich uwaga, cała koncentracja skupia się na narkotykach. I pienišdzach, bo dragi trzeba kupić. Gdzie w tym miejsce na naukę? Rozmawiałem z moimi przyjaciółmi pracujšcymi w szkołach. Narkotykami tylko straszyć!!! – mówiš. Uœwiadamiać, dokšd prowadzš!!! Posługiwać się zakazem. Zero tolerancji dla przyzwolenia! Żadnych głodnych historyjek a la Kamil Sipowicz: „patrzcie, też  brałem, a wyrosłem na ludzi". Bo jeœli Kamil wyrósł, to pewnie i ja wyrosnę, powtarza jeden z drugim i ryzykuje. Za bardzo ryzykuje! Nie mam wštpliwoœci. Jeœli ze względów kulturowych nie można zakazać alkoholu, walka z drugim z szatanów musi być bezwzględna i konsekwentna. Potrzeba w tej sprawie konsensusu klasy politycznej, a nie subtelnych wštpliwoœci, czy i jak, kiedy i za co, karać czy nie karać. Inaczej lšduje się na marginesie jak ów zdolny goœć, Janusz Palikot, który wchodził do polityki pod sztandarem walki z biurokracjš, a potem wylšdował jako autoparodia z pomarańczowym liœciem w klapie marynarki. Trochę wierzyłem temu dawnemu Palikotowi. Dzisiejszy mnie tylko irytuje. Walczmy z dragami, bo jeœli my ich nie pokonamy, one zrobiš to z nami.
ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL