Rozmowa "Rz"
Cham, zniewaga i patos
- Jestem wielkim przeciwnikiem języka, którego używa Palikot. - mówi językoznawca Jerzy Bralczyk. A u Jarosława Kaczyńskiego ceni umiejętność mówienia, także bez kartek
Prokuratura umorzyła śledztwo w sprawie znieważenia Lecha Kaczyńskiego przez Janusza Palikota słowami „uważam prezydenta za chama”. Sąd podtrzymał jej decyzję uznając, że czyn posła PO „nie zawierał znamion przestępstwa”. I sąd, i prokuratura, powoływały się przy tym na pana opinię jako biegłego językoznawcy. Co pan im takiego napisał?
Jerzy Bralczyk: – Że z całą pewnością wypowiedź posła Palikota jest obraźliwa. Natomiast nie jest zniewagą.
Jaka to różnica?
Zniewaga dokonuje uszczerbku na honorze tego, do kogo się ją kieruje. A formę wypowiedzi Palikota oraz użyte słowo trudno za takie uznać. On nie powiedział wprost: „prezydent to cham”, tylko: „uważam go za chama”. Miało to więc charakter sprawozdania Palikota z jego własnego sądu. Słowo „cham” oznacza tylko, że ktoś zachowuje się po chamsku. Czy mogę ocenić czyjeś postępowanie jako chamskie? Mogę, to go nie znieważa.
I w ten sposób można się wykpić, że to nie była zniewaga?
On zdaje się o to dba, żeby nie można mu było tego zarzucić. Trudno przypisać oskarżenie słowom, które są użyte tak, że ukryta w nich obelga ma formułę umowną a nie dosłowną. Pamiętam felieton Krzysztofa Czabańskiego sprzed wielu lat, w którym użył takiej formuły: „nie napiszę, że ten i ten są tacy a owacy, bo mógłbym za to ponieść odpowiedzialność”. I wymienił kilkanaście nazwisk, a przy nich nieprzyjemne epitety, tyle że z zastrzeżeniem „nie powiem, że jest…”.
A wypowiedź Palikota o posłance PiS Grażynie Gęsickiej, że się sprostytuowała?
Podobna sytuacja. Słowo „prostytuować się” bywało używane już w XIX wieku w sensie przenośnym. Znaczyło nie tylko „być, stać się prostytutką”, lecz w powszechnie przyjętym znaczeniu: „pozbawiać się części swej godności dla korzyści materialnych”. Np. gdy prokurator dla korzyści przymykał oko na niegodziwe czyny.
Ta metafora użyta wobec kobiety ma chyba bardziej znieważający wydźwięk niż wobec mężczyzny?
Pewno tak. Proszę zrozumieć: jestem wielkim przeciwnikiem języka, którego używa Palikot. Bardzo mi się nie podoba. Tylko uważam, że nie powinniśmy tego osądu przesuwać na płaszczyznę karną. Nie jest to coś, za co Palikot może ponosić odpowiedzialność karną i dba, by tak było.
Czyli jest sprytniejszy, niż Andrzej Lepper, którego skazano za nazwanie Aleksandra Kwaśniewskiego największym nierobem?
Tak. On to powiedział dosłownie, jako zniewagę.
Czyli musimy znosić, że Palikot obraża przeciwników?
To jest państwa sprawa. Palikot jest przecież płodem mediów. Cokolwiek powie, jest wielokrotnie nagłaśniane. Politycy używają mocnych słów, by media ich zauważyły i udaje im się tym przyciągnąć uwagę. Palikot mógłby być przecież znany dzięki przewodniczeniu komisji Przyjazne Państwo, ale czy ktoś o tym myśli? Większość ludzi nawet nie wie, że nią kierował, jednak wszyscy wiedzą, kto to jest Palikot. Ma farta, że się nie nazywa Kowalski, bo byłoby mu trudniej. A on się nazywa wyraziście, nosi czuprynę, używa takich słów i przynosi gadżety. To już wszystko, co mediom potrzebne.
Ale to są atrybuty polityka czy błazna?
Dla mediów błaznowanie jest przecież częścią bycia politykiem. A na pewno jest powodem do podkreślania. Wielu polityków zawdzięcza swoją popularność ostrym sformułowaniom. Na to można przystać, jeśli jest połączone z innymi, głębszymi cechami. Tak jak w przypadku wicemarszałka Sejmu Stefana Niesiołowskiego, którego niewyparzony język jest włączony w ogólną formułę uprawiania polityki. Dlatego też, o ile potencjał polityczny nie sprzyja zachowaniom posła Palikota, o tyle zachowania Niesiołowskiego można zrozumieć. To poważny polityk. Tak jak z drugiej strony sceny – poseł Ludwik Dorn. Bardzo wyrazisty i oryginalny w sformułowaniach, ale jednak przez to przekazujący pewne treści.
A Jarosław Kaczyński?
Wysoko cenię jego umiejętność mówienia, także mówienia bez kartek, bo to jest trudna sztuka. A także jego oryginalność, wyrazistość i obserwowaną dawniej (podkreślam: dawniej!) poprawność językową. Natomiast mniej cenię jego agresywność. W ogóle nasi politycy, że aby stać się interesujący, sięgają do trzech baz językowych. Jedna z nich to patos.















