Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Sport

Cudowna noc

Stefan Szczepłek
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Adidas zaprosił dziennikarzy, by przetestowali piłkę Brazuca.
Pierwsza myœl: idę. Znam wszystkie piłki mundiali ostatnich pięćdziesięciu lat, więc muszę poznać i tę. Druga myœl: nie idę. Nie będę się wygłupiał. Nie mam fragmentu kręgosłupa na odcinku L4-L5, mam natomiast biodro z tytanu, a w kieszeni skierowanie na test wysiłkowy. Ostatni mecz rozegrałem, kiedy redakcyjny kolega Michał Kołodziejczyk chodził do podstawówki, a Leo Messi miał pięć lat. Było to w roku 1992, podczas mistrzostw Europy w Goeteborgu. Dziennikarze Szwecji kontra Reszta Œwiata. Najpierw Bjoern Nordqvist sieknšł mnie w polu karnym, a potem wraz z Ralphem Edstroemem, w dowód uznania, znieœli mnie z boiska. Trzecia myœl: a właœciwie dlaczego mam nie iœć, skoro testy odbywajš się tuż obok domu, na moim Ursynowie.
Do wyboru miałem buty fioletowe, niebieskie, zielone i różowe. Wszystkie z bliżej nieokreœlonego tworzywa. Niestety, w moim rozmiarze były tylko różowe predatory. Różowe. Boże, jaki obciach. W dodatku sznurowane z boku, czego nie lubię. Ale jest przyjemnie, bo w szatni i na boisku sami koledzy. Podczas jednego z testów walili tak mocno, że gdybym stał na linii strzału, to urwaliby mi głowę. Ja, gdybym chciał tak samo, urwałbym sobie nogę. Potem graliœmy na małe bramki. Mnie przypadł przeciwnik na oko o 40 lat młodszy, mówię instruktorowi, że to nie ma sensu. A on mi na to, że jestem przecież doœwiadczony. Wychodzę więc (bo raczej nie wybiegam) na boisko i nagle dzieje się coœ niezwykłego. Człowiek sobie wszystko przypomina. Wiesz, jak się ustawić, gdzie zaatakować. Cała filozofia w takiej grze to podpuœcić przeciwnika, żeby strzelił i nie trafił. Wtedy już go mam. Kiedy do naszej redakcji „Piłki Nożnej" przychodzili piłkarze, poddawaliœmy ich prostemu testowi. W wšskim korytarzu, z odległoœci ok. 20 metrów musieli trafić piłkš między nogi krzesełka. Kazik Deyna i Benio Blaut trafili bezbłędnie. Ja też nie byłem ostatni, więc kiedy teraz rozpoczynałem grę, nie wdawałem się w dryblingi, które bym przegrał, tylko waliłem z daleka. Młody wyjmował piłkę z siatki, złoœcił się, ale miał zwód tylko w jednš stronę, więc odebranie mu piłki nie stanowiło problemu. – A nie mówiłem – rzucił instruktor. W grze czterech na czterech byliœmy w jednej drużynie z Michałem Kołodziejczykiem. Siedzimy obok siebie w redakcji i teraz wspólnie wygraliœmy. Duża przyjemnoœć. Szatnia piłkarska to jest najprzyjemniejsze miejsce na œwiecie. Powrót do niej po latach wyzwala niezwykłe emocje. Woda pita ze wspólnej butelki, porozrzucane korki, getry zdjęte na lewš stronę, ręczniki na biodrach, para docierajšca tu spod pryszniców. Rozmowy. Zapach potu połšczony z dezodorantem. Brakuje tylko maœci kamforowej, a czułbym się jak dawniej. Przez resztę dnia nogi nie chcš się podnieœć. Potem cudowna bezsenna noc, w której widzi się wszystkie swoje zagrania i walczy ze skurczami mięœni. Tak samo jak wtedy, gdy debiutowałem w Falenicy przeciw Józefovii. Pierwszy raz z numerem na koszulce (8) i w starych, ale prawdziwych, czarnych, skórzanych korkach po Mańku Wróblu, który poszedł do wojska albo siedzieć. Nie pamiętam, miałem wtedy 15 lat. Fajna ta Brazuca.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL