Kultura

Zmarł Waldemar Świerzy

Praca Waldemara Świerzego
materiały prasowe
W Warszawie zmarł na raka artysta światowej klasy Waldemar Świerzy, jeden z twórców słynnej polskiej szkoły plakatu. Miał 82 lata.
Jeśli ktoś nawet nie znał tego nazwiska, z pewnością miał kontakt z jego sztuką. Waldemar Świerzy towarzyszył nam przez sześć dekad – od początku lat 50. kiedy to ukończył studia na Wydziale Grafiki w rodzinnych Katowicach, gdzie działała wówczas filia krakowskiej ASP.
Zobacz galerię zdjęć Był bowiem autorem ponad półtora tysiąca plakatów, a także licznych okładek książkowych czy płytowych. Jakże znakomite były na przykład jego plakatowe wizerunki Beatlesów czy Rolling Stonesów w czasach, gdy zdobycie zdjęć tych idoli graniczyło w Polsce z cudem. A jeśli ktoś ma w domu pierwsze wydanie bestsellerowego „Imienia róży" Umberto Eco, niech zajrzy teraz do niego i zobaczy, że okładkę zaprojektował Waldemar Świerzy.
Dla młodych Polaków, dla których plakat kojarzy się komputerowo rysowanymi podobiznami gwiazdorów, reklamującymi kolejne tytuły, hasło: polska szkoła plakatu może brzmieć niezrozumiale. Należy wszakże wiedzieć, że w drugiej połowy XX wieku była ona artystyczną potęgą, którą Waldemar Świerzy współtworzył obok Jana Leśnicy, Henryka Tomaszewskiego, Romana Cieślewicza czy Józefa Mroszczaka, u którego studiował. Do artystycznej czołówki wszedł przebojem. Już jego plakaty z lat 50. do filmu „Czerwona oberża" z groteskową wydłużoną twarzą francuskiego aktora Fernandela czy amerykańskiego przeboju kinowego „Bulwar zachodzącego słońca" zyskały ogromne uznanie. Dziś zaliczane są do światowej klasyki plakatu. A inny jego plakat z tego okresu dla zespołu „Mazowsze" został powielony w milionie egzemplarzy. Jako jeden z pierwszych wprowadził do plakatu elementy malarstwa. W latach 60. inspirował się pop-artem, potem secesją, komiksem, malarstwem naiwnym, sztuką ludową. Korzystał z różnych źródeł, a przy tym zawsze pozostawał sobą. W anonimowej dla odbiorcy sztuce ulicy, jaką jest plakat, potrafił zachować to, co najcenniejsze: własny styl. Jego prace są łatwo rozpoznawalne, a przecież nigdy siebie nie powielał. Imponująca jest lista jego sukcesów w świecie – począwszy od Grand Prix im. Toulouse-Lautreca na Międzynarodowej Wystawie Plakatu Filmowego w Wersalu w 1959 r. za plakat do „Czerwonej oberży" aż po nagrody zdobywane w wielu krajach w tym w konkursie plakatów filmowych magazynu „Hollywood Reporter" w Los Angeles, za prace do „Ziemi obiecanej" i „Psów wojny". Miał wystawy indywidualne w kilkudziesięciu krajach. Jego prace znajdują się m.in. w zbiorach Museum of Modern Art (MoMA) w Nowym Jorku, Stedelijk Museum w Amsterdamie, Staatliche Musseen w Berlinie, w Ermitażu w Petersburgu, Institute of Contemporary Art w Londynie czy Musee de la Publicite w Paryżu. Najważniejsza dla niego była jednak ogromna sympatia, z jaką przyjmowali jego sztukę zwykli ludzie. Bo Waldemar Świerzy był po prostu bardzo lubiany. W szarzej rzeczywistości PRL pokazywał barwny świat swojej wyobraźni, w każdej epoce i w każdym kraju obdzielał zaś innych sympatią, bo on kochał świat. Jednym z jego ostatnich przedsięwzięć był poczet królów polskich, który zaczął malować w 2006 roku. – Matejkowski poczet polskich władców tak się przyjął, że dziś nie wyobrażamy sobie innego – powiedział wtedy. – A ja postanowiłem go sobie wyobrazić. Chciałem mieć na obrazach prawdziwych ludzi. I taki właśnie był Waldemar Świerzy, który w swej twórczości niczego nie fałszował. Co najwyżej dodawał trochę osobistego ciepła, którego miał tyle w sobie dla innych. Jacek Marczyński      
Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL