MEN zgubiło zdolnych

aktualizacja: 19.11.2013, 10:00
W gimnazjach z dodatkowych zajęć z języka polskiego dla uzdolnionych k...
W gimnazjach z dodatkowych zajęć z języka polskiego dla uzdolnionych korzystało ponad 9 proc. uczniów w 2010 r. i zaledwie 2,2 proc. w roku ubiegłym (na zdjęciu jedno z gimnazjów w Kielcach)
Foto: Fotorzepa, MW Michał Walczak

Coraz mniej utalentowanych uczniów otrzymuje wsparcie od szkoły. To uboczny efekt jednej z reform duetu Hall–Szumilas.

Takie wnioski płyną z monitoringu wdrażania reformy programowej, które prowadzi Ośrodek Rozwoju Edukacji, agenda podległa Ministerstwu Edukacji. Z ich analiz wynika, że na przestrzeni trzech lat odsetek uczniów szkół podstawowych, który uczęszczał na zajęcia dla uczniów zdolnych, zmniejszył się z blisko 34 proc. w 2010 r., czyli rok po wejściu w życie reformy, do 20 proc. w roku 2012.
Jeszcze bardziej wyraźny trend spadkowy widoczny jest w gimnazjach. Tam w 2010 r. w zajęciach matematycznych dla uczniów uzdolnionych brało udział ponad 8 proc. uczniów, dwa lata później już tylko 2,5 proc. W dodatkowych zajęciach z języka polskiego w 2010 r. brało udział ponad 9 proc. gimnazjalistów, w 2012 r. już tylko 2,2 proc.
Tomasz Derecki, który opisał to zjawisko na łamach wydawanego przez ORE czasopisma „Trendy", zwraca uwagę, że szczególnie niepokoi fakt, że na etapie przejścia ze szkoły podstawowej do gimnazjum wielu uczniów wcześniej uznanych za uzdolnionych znika w systemie.
Eksperci, z którymi rozmawialiśmy, wskazują, że reforma programowa wprowadzona w 2009 r. do szkół przez ówczesną minister edukacji Katarzynę Hall oraz jej zastępczynię Krystynę Szumilas, pozostawia wiele do życzenia w kwestii indywidualnej pracy z uczniem.
Derecki przypomina, że reforma zinstytucjonalizowała proces nauczania uczniów uzdolnionych i tych, którzy wymagają wsparcia, bo nie radzą sobie z nauką. – Powstał wówczas system pracy z uczniem ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, ale w ślad za nim poszła biurokracja – wskazuje Derecki.
W jego ocenie nałożenie na nauczycieli obowiązku dokumentowania pracy z uczniami o specjalnych potrzebach edukacyjnych mogło zniechęcić pedagogów do podejmowania takiego zobowiązania. Derecki zaznacza jednak, że w tym roku szkolnym do szkół weszły przepisy, które zdjęły z nauczycieli część biurokracji.
Wiele wskazuje na to, że nie sprawdza się też wprowadzony wraz z reformą programową system, zgodnie z którym wraz z przejściem z jednego poziomu kształcenia na drugi za uczniem miała iść informacja o tym, że jest on osobą uzdolnioną. Odsetek korzystających z tego typu zajęć w gimnazjach jest o wiele niższy niż w szkołach podstawowych.
Zdaniem metodyka Doroty Dziamskiej może mieć na to wpływ dziurawa podstawa programowa. – Nad programem nauczania w danych typach szkół pracowały osobne zespoły i z tego, co wiem, zabrakło koordynacji. Coraz częściej docierają do mnie informacje, że na jednym etapie kształcenia wymagana jest wiedza czy umiejętności, których nauka została pominięta na poprzednim etapie – wyjaśnia Dziamska.
Wskazuje, że uczniowie, którzy wcześniej doskonale rokowali, nagle, z powodu luk programowych, zaczynają radzić sobie słabiej z danym przedmiotem.
– Przypominam, że nowa podstawa programowa została przygotowana bardzo szybko, a przed wprowadzeniem jej do szkół nie przeprowadzono żadnego pilotażu, który mógłby odsłonić jej ułomności – mówi Dziamska.
Jak zwykle nie bez znaczenia pozostają finanse. Każdy uczeń objęty dodatkowymi zajęciami to także dodatkowy koszt dla szkoły, a właściwie gminy, która musi za to zapłacić. Włodzimierz Sacewicz, przewodniczący Towarzystwa Szkół Twórczych, wylicza, że zapewnienie jednemu uczniowi tylko dwóch dodatkowych godzin nauki tygodniowo z jednego przedmiotu to roczny wydatek rzędu 3,5 tys. zł.
Wydaje się, że Ministerstwo Edukacji liczyło na to, iż szkoły zrealizują te zadania w ramach tzw. godzin karcianych, czyli dodatkowych dwóch godzin pracy, które każdy nauczyciel musi wypracować ponad obowiązkowe 18-godzinne pensum. – Tu jednak pojawił się problem, bo organizacja pracy szkół podstawowych w związku z wprowadzaniem do nich sześciolatków coraz częściej odciąga nauczycieli od pracy pedagogicznej do opieki nad dziećmi w świetlicy – opowiada Dziamska.
Marek Golka z XIII LO w Szczecinie, najlepszy w Polsce nauczyciel fizyki, nie ma wątpliwości, że polskie szkolnictwo coraz bardziej zaniedbuje system pracy z uczniami zdolnymi.
Wskazuje, że ze szkół znikają laboratoria i zajęcia laboratoryjne, a to przecież najważniejszy sposób zachęcania młodych ludzi do rozwijania zainteresowań kierunkami ścisłymi. Brakuje pieniędzy na takie zajęcia.
– Każda cywilizacja rozwija się dzięki jednostkom wybitnym, jeżeli będziemy na nich oszczędzali, to stracimy lokomotywy, które są w stanie rozruszać naszą gospodarkę czy naukę. Efekty łatwo przewidzieć – mówi Golka.
O komentarz do obserwacji, jakie poczyniło ORE, poprosiliśmy resort edukacji. Nie odpowiedział na nasze pytania.
Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

Reforma edukacji
Edukacja Szkoła we mgle

POLECAMY

KOMENTARZE