Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Edukacja

MEN zgubiło zdolnych

W gimnazjach z dodatkowych zajęć z języka polskiego dla uzdolnionych korzystało ponad 9 proc. uczniów w 2010 r. i zaledwie 2,2 proc. w roku ubiegłym (na zdjęciu jedno z gimnazjów w Kielcach)
Fotorzepa, MW Michał Walczak
Coraz mniej utalentowanych uczniów otrzymuje wsparcie od szkoły. To uboczny efekt jednej z reform duetu Hall–Szumilas.
Takie wnioski płynš z monitoringu wdrażania reformy programowej, które prowadzi Oœrodek Rozwoju Edukacji, agenda podległa Ministerstwu Edukacji. Z ich analiz wynika, że na przestrzeni trzech lat odsetek uczniów szkół podstawowych, który uczęszczał na zajęcia dla uczniów zdolnych, zmniejszył się z blisko 34 proc. w 2010 r., czyli rok po wejœciu w życie reformy, do 20 proc. w roku 2012. Jeszcze bardziej wyraŸny trend spadkowy widoczny jest w gimnazjach. Tam w 2010 r. w zajęciach matematycznych dla uczniów uzdolnionych brało udział ponad 8 proc. uczniów, dwa lata póŸniej już tylko 2,5 proc. W dodatkowych zajęciach z języka polskiego w 2010 r. brało udział ponad 9 proc. gimnazjalistów, w 2012 r. już tylko 2,2 proc. Tomasz Derecki, który opisał to zjawisko na łamach wydawanego przez ORE czasopisma „Trendy", zwraca uwagę, że szczególnie niepokoi fakt, że na etapie przejœcia ze szkoły podstawowej do gimnazjum wielu uczniów wczeœniej uznanych za uzdolnionych znika w systemie.
Eksperci, z którymi rozmawialiœmy, wskazujš, że reforma programowa wprowadzona w 2009 r. do szkół przez ówczesnš minister edukacji Katarzynę Hall oraz jej zastępczynię Krystynę Szumilas, pozostawia wiele do życzenia w kwestii indywidualnej pracy z uczniem. Derecki przypomina, że reforma zinstytucjonalizowała proces nauczania uczniów uzdolnionych i tych, którzy wymagajš wsparcia, bo nie radzš sobie z naukš. – Powstał wówczas system pracy z uczniem ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, ale w œlad za nim poszła biurokracja – wskazuje Derecki. W jego ocenie nałożenie na nauczycieli obowišzku dokumentowania pracy z uczniami o specjalnych potrzebach edukacyjnych mogło zniechęcić pedagogów do podejmowania takiego zobowišzania. Derecki zaznacza jednak, że w tym roku szkolnym do szkół weszły przepisy, które zdjęły z nauczycieli częœć biurokracji. Wiele wskazuje na to, że nie sprawdza się też wprowadzony wraz z reformš programowš system, zgodnie z którym wraz z przejœciem z jednego poziomu kształcenia na drugi za uczniem miała iœć informacja o tym, że jest on osobš uzdolnionš. Odsetek korzystajšcych z tego typu zajęć w gimnazjach jest o wiele niższy niż w szkołach podstawowych. Zdaniem metodyka Doroty Dziamskiej może mieć na to wpływ dziurawa podstawa programowa. – Nad programem nauczania w danych typach szkół pracowały osobne zespoły i z tego, co wiem, zabrakło koordynacji. Coraz częœciej docierajš do mnie informacje, że na jednym etapie kształcenia wymagana jest wiedza czy umiejętnoœci, których nauka została pominięta na poprzednim etapie – wyjaœnia Dziamska. Wskazuje, że uczniowie, którzy wczeœniej doskonale rokowali, nagle, z powodu luk programowych, zaczynajš radzić sobie słabiej z danym przedmiotem. – Przypominam, że nowa podstawa programowa została przygotowana bardzo szybko, a przed wprowadzeniem jej do szkół nie przeprowadzono żadnego pilotażu, który mógłby odsłonić jej ułomnoœci – mówi Dziamska. Jak zwykle nie bez znaczenia pozostajš finanse. Każdy uczeń objęty dodatkowymi zajęciami to także dodatkowy koszt dla szkoły, a właœciwie gminy, która musi za to zapłacić. Włodzimierz Sacewicz, przewodniczšcy Towarzystwa Szkół Twórczych, wylicza, że zapewnienie jednemu uczniowi tylko dwóch dodatkowych godzin nauki tygodniowo z jednego przedmiotu to roczny wydatek rzędu 3,5 tys. zł. Wydaje się, że Ministerstwo Edukacji liczyło na to, iż szkoły zrealizujš te zadania w ramach tzw. godzin karcianych, czyli dodatkowych dwóch godzin pracy, które każdy nauczyciel musi wypracować ponad obowišzkowe 18-godzinne pensum. – Tu jednak pojawił się problem, bo organizacja pracy szkół podstawowych w zwišzku z wprowadzaniem do nich szeœciolatków coraz częœciej odcišga nauczycieli od pracy pedagogicznej do opieki nad dziećmi w œwietlicy – opowiada Dziamska. Marek Golka z XIII LO w Szczecinie, najlepszy w Polsce nauczyciel fizyki, nie ma wštpliwoœci, że polskie szkolnictwo coraz bardziej zaniedbuje system pracy z uczniami zdolnymi. Wskazuje, że ze szkół znikajš laboratoria i zajęcia laboratoryjne, a to przecież najważniejszy sposób zachęcania młodych ludzi do rozwijania zainteresowań kierunkami œcisłymi. Brakuje pieniędzy na takie zajęcia. – Każda cywilizacja rozwija się dzięki jednostkom wybitnym, jeżeli będziemy na nich oszczędzali, to stracimy lokomotywy, które sš w stanie rozruszać naszš gospodarkę czy naukę. Efekty łatwo przewidzieć – mówi Golka. O komentarz do obserwacji, jakie poczyniło ORE, poprosiliœmy resort edukacji. Nie odpowiedział na nasze pytania.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL