Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Piłka nożna

Życie po Wembley

AFP
Za ten zwycięski remis w 1973 roku Anglicy odgryŸli się tyle razy, że aż boli wspominać. Słonš zapłatš za bramkę Domarskiego i parady Tomaszewskiego były dekady porażek (z rzadka remisów) i poznawanie skutecznoœci kata Linekera, kata Shearera, kata Scholesa...
Po Wembley było najpierw 13 lat przerwy. Dopiero w meksykańskim Pucharze Œwiata w 1986 roku przyszło Polsce znów zagrać z Angliš, w rozgrywkach grupowych. Sytuacja była dla obu stron mało komfortowa, ale gorsza dla rywali z Wysp. Drużyna Bobby'ego Robsona miała za sobš porażkę z Portugališ i remis z Marokiem, trener Antoni Piechniczek potrzebował tylko punktu, by na pewno wyjœć z grupy. Zbigniew Boniek, Józef Młynarczyk, Stefan Majewski i inni przegrali jednak 0:3. Tajna broń Robsona, Gary Lineker, wtedy 26-letni napastnik Evertonu, zdobył wszystkie bramki do 36. minuty. Konsekwencje były takie, że Anglia zagrała sławny ćwierćfinał z Argentynš i „Ręka Boga" Diego Maradony mogła przejœć do historii futbolu. Lineker został królem strzelców (jako jedyny Anglik w kronikach mistrzostw œwiata) i podpisał kontrakt z Barcelonš za 2,8 mln funtów. A Polacy musieli zapomnieć o Mundialach na długie lata. Trzy lata póŸniej w Londynie w kolejnych eliminacjach MŒ trener Wojciech Łazarek też przegrał 0:3, a we wspomnieniach pozostaje znów bezlitosna skutecznoœć Linekera oraz długoœć włosów Romana Koseckiego, który wszedł w drugiej połowie, wiatr włosami robił, lecz wyniku nie zmienił. Zmienił się po tym meczu trener reprezentacji Polski, Łazarka zastšpił Andrzej Strejlau. Może, jak potem rozgłaszano, Strejlau nie miał piłkarskiego szczęœcia (braku fachowoœci na szczęœcie nikt nie œmiał mu zarzucić), ale odnotujmy rzecz ciekawš, z pięciu meczów z Anglikami zremisował trzy. Mówišc krótko, to on do dziœ ma drugi wynik po Kazimierzu Górskim.
Zaczšł od remisu 0:0 w paŸdzierniku 1989 roku w Chorzowie (el. MŒ), rok póŸniej jednak przegrał 0:2 w Londynie w eliminacjach ME. Rewanż w Poznaniu (1:1) był wspominany jako mecz, w którym Polacy przez kilkadziesišt minut byli już na mistrzostwach Europy, przeniósł ich tam gol Romana Szewczyka w 32. minucie (inny warunek, czyli przewaga Irlandii nad Turcjš, też był spełniony). Odnotujmy, że na bramkę dla Polski w meczu z Angliš czekano 18 lat i niespełna miesišc. Nie było to tak dawno, ale epoka jakby inna. Gazety donosiły, iż kadra Strejlaua odwiedziła przed spotkaniem Auto-Moto Show na targach i spotkała się z prezydentem miasta Wojciechem Szczęsnym-Kaczmarkiem. Dziœ kadra raczej nie odwiedza nikogo, a i trudno odwiedzić kadrę. Anglia, prowadzona w Poznaniu przez Grahama Taylora, tak naprawdę miała za cel remis. Taylor zastšpił Robsona w chwili, gdy wielu kluczowych futbolistów angielskich (polskie gazety pisały: synów Albionu) kończyło kariery i w wizji nowego szkoleniowca nie było dla nich miejsca. Nie grali Peter Beardsley i Chris Waddle, ale kapryœnemu trenerowi zostało tyle rozsšdku, by nie zapominać o Linekerze. On, mimo upływu lat, wcišż wiedział jak pognębić naszych piłkarzy. Pokonał Jarosława Bako na 12 minut przed końcem. Tyle dobrego, że była to jego ostatnia bramka wbita Polakom. Nowe eliminacje do MŒ'1994, a rywal znów ten sam. Strejlau zremisował w Chorzowie jeszcze raz 1:1. Narzekano, że był to mecz straconej szansy, a może nawet kilku szans, bo sam Marek Leœniak zmarnował ze dwie doskonałe okazje. Jednš z nich Dariusz Szpakowski skomentował „Aj, Jezus Maria! ", czego œwiat kibicowski już chyba nigdy nie zapomni. Gdy Ian Wright zdobył wyrównujšcego gola na 6 minut przed końcem, brak szczęœcia Andrzeja Strejlaua wydawał się udowodniony niezbicie, ale rewanż na Wembley i tradycyjne 0:3 dopełniły los trenera. Z tš porażkš zwišzał się komentarz telewizyjny Andrzeja Zydorowicza. Mała pociecha, że Anglia też nie awansowała do finałów w USA. Antoni Piechniczek wrócił, jak pamiętamy i prowadził reprezentację Polski przeciw Anglii w 1996 i 1997 roku. Wyszły z tego powrotu dwie porażki – 1:2 w Londynie i 0:2 w Chorzowie. Mit o œlšskim "kociole czarownic" rozwiał się jak dym. Z tych spotkań została tak naprawdę tylko bramka Marka Citki w siódmej minucie meczu na Wembley, choć i cały londyński mecz oceniano w sumie raczej dobrze. Bramka jak bramka, Henryk Bałuszyński doœrodkował, na polu karnym stał Krzysztof Warzycha, za nim Citko. Pierwszy nie dosięgnšł piłki, ale jš przepuœcił, zmylił obrońców. Drugi przyjšł, strzelił, David Seaman nie mógł nic zrobić. Stadion zamarł, Polacy jakby się zdziwili. Szok miejscowych trwał z kwadrans, w tym czasie można było wygrać ten mecz, ale skoro zagubienie Anglików nie zostało ukarane drugim golem, to sprawy wróciły powoli do normy. David Beckham posłał piłkę na pole karne, a tam polski bramkarz Andrzej WoŸniak stracił akurat raz jeden wyczucie odległoœci i tempa lotu piłki. Alan Shearer trafił właœciwie do pustej bramki. A potem drugi raz. Legenda Shearera krzepła, a u nas skromny chłopak z Białegostoku wygrywał plebiscyty popularnoœci przed wszystkimi medalistami igrzysk w Atlancie. Porażka porażkš, a polski gol na Wembley wyzwolił w ludziach głęboko ukryte tęsknoty za idolem. Uosobienie tych tęsknot, czyli Marek Citko, po latach mówił, że od tego gola wolał wspominać jak zagrał piłkę między nogami Paula Gascoigne'a czy kilka udanych dryblingów. Popularnoœci nie znosił, choć w pewnym sensie dała mu żonę. Niektórzy dziennikarze "Rz" jeszcze pamiętajš bardzo miłš blondynkę, dziennikarkę-stażystkę, która przyszła do działu sportowego poprosić telefon do piłkarza, bo chciała o coœ go zapytać. Daliœmy i wyszło coœ znacznie więcej, niż krótka rozmowa... Piechniczek w Chorzowie przegrał w znacznie gorszym stylu, Shearer znów zrobił swoje, zasłużony trener wrócił do Wisły, ale na mecze Polska — Anglia znów czekaliœmy bardzo krótko. tylko do eliminacji ME 2000. Poczštek drużyny trenera Janusza Wójcika był standardowy. Na Wembley rzšdził Paul Scholes. Strzelił trzy bramki (jednš z nich rękš). W tej sytuacji gol Jerzego Brzęczka, wujka Jakuba Błaszczykowskiego, nie miał nawet ułamka tej siły oddziaływania na wyobraŸnię, co bramka Citki. Trener Glen Hoddle został zastšpiony przez Kevina Keegana, nie wiedzieć czemu uznawanego krótko za objawienie œwiata trenerskiego na Wyspach. Keegan wygrał dzięki Scholesowi, a potem powiedział w żartach: – Jeden mecz, jedna wygrana, więc może powinienem teraz odejœć. W kolejnych czterech meczach pokonał tylko Luksemburg, więc może miał rację. Z Polskš zremisował w Warszawie na Łazienkowskiej 0:0, ale, niebyt efektownie, awans jednak zdobył. Mecz był z tych podwyższonego ryzyka, kamienie, butelki i race poszły w ruch, choć przy hymnie angielskim jeszcze odzywały się brawa. Grali u goœci Tony Adams, David Beckham, Paul Scholes, Alan Shearer, na zmianę wszedł Michael Owen, to była naprawdę niezła i droga paczka. Na trybunie honorowej siedli Lech Wałęsa, Jerzy Buzek, Maciej Płażyński, Joseph Blatter i Michel Platini – stary stadion Legii chyba nie miał już póŸniej takiego zestawu VIP-ów. Potem mówiono, że najważniejsi oficjele piłkarscy nie tyle chcieli podziwiać Polaków, co nie mogli sobie odmówić przyjemnoœci oglšdania jak odpadajš Anglicy. Polakom się udzieliło – mecz na Łazienowskiej oglšdało w telewizji 10 mln 140 tysięcy widzów. To rekord. Po remisie napięcie przygasło, choć szansa na awans jeszcze była, ale Polacy jš zmarnowali przegrywajšc decydujšcy mecz ze Szwecjš. Janusz Wójcik zakończył kadencję, a pięć lat póŸniej na Anglików ruszył ze swymi pomysłami trener Paweł Janas. Niby klęski nie poniósł (w Chorzowie i Manchesterze było po 1:2), lecz i do sukcesu było doœć daleko. Znów trochę szkoda, bo angielskie nazwiska jak zawsze straszyły, ale na boisku tak groŸnie nie było. W kadrze Anglików prowadzonej przez Svena-Gorana Erikssona szło ku przesileniu, era Szweda już się kończyła, krytyka prasy brytyjskiej rosła z meczu na mecz. Po spotkaniu w Chorzowie Anglicy odmówili spotkania z dziennikarzami. Polacy nie wykorzystali jednak nerwowoœci rywali, za wiele myœleli o obronie, za mało o ataku. Arkadiusz Głowacki strzelił bramkę samobójczš. Stefan Szczepłek napisał, że: – Różnice między futbolem angielskim i polskim jak były, tak sš. Piłkarze obydwu krajów kończyli inne szkoły. Tamta jest lepsza. Wypuszcza absolwentów z takim wykształceniem podstawowym, przy którym nie tylko Polacy wydajš się wagarowiczami. W rewanżu na Old Trafford było tylko trochę lepiej. Gra swobodniejsza, choć wynik ten sam, do tego ładny wolej Tomasza Frankowskiego i decydujšca bramka Franka Lamparda na 10 minut przed końcowym gwizdkiem, bo widać tradycja musi być. Wtedy jednak Polacy grali wiedzšc, że awansowali na mistrzostwa œwiata w Niemczech, więc ciœnienie było mniejsze. Ostatni mecz chyba wszyscy pamiętajš dobrze, rok temu zachęcajšcy remis 1:1, gole Kamila Glika i Wayne'a Rooneya na Narodowym, po dniu ulewy i zamieszania z zamykaniem dachu. Wtedy Waldemara Fornalika chwalono, teraz już prawie nikt go nie broni, choć on wiele gorszy od poprzedników w kwestiach angielskich przecież nie jest. Takie to nasze futbolowe życie po Wembley'73: cišgłe wzniecanie nadziei na zwycięstwo wbrew logice i statystyce, jeœli zaœ nie na zwycięstwo to choćby na godny remis na wrażej ziemi. A jeœli nie na remis, to chociaż na ładnš bramkę, która nawet jeœli niewiele znaczy, to można dać ułudę, że jednak Polak Anglikowi kiedyœ dokopie. Jak zaœ bramki nie będzie, to przynajmniej niech na naszej piłkarskiej krzywdzie nie narodzi się nowy kat, bo trójca Scholes, Shearer i Lineker to już naprawdę w tej opowieœci wystarczy.
ródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL