PGE oczekuje gwarancji

aktualizacja: 11.10.2013, 02:08
Foto: Bloomberg

Według szefa największej w kraju firmy energetycznej rynek nie daje impulsów do długofalowych inwestycji. Lekarstwem mają być wieloletnie kontrakty.

Polska Grupa Energetyczna, przed którą rząd postawił za zadanie realizację największych w kraju inwestycji w nowe bloki wytwórcze, postuluje wprowadzenie narzędzi, które ograniczą ryzyko po jej stronie. Sama budowa dwóch bloków w Elektrowni Opole to dla PGE wydatek 9,4 mld zł netto.
– Obecna konstrukcja rynku energii nie generuje impulsu inwestycyjnego dla nowych mocy wytwórczych o długim okresie zwrotu – mówi „Rz" prezes PGE Krzysztof Kilian.
Zwraca uwagę, że tzw. rynek mocy (czyli płacenie za utrzymywanie mocy wytwórczych w gotowości do pracy), o którego wprowadzeniu mówi się ostatnio w Polsce, także nie rozwiąże problemu.

Rynek, ale jaki?

– Rynek mocy również nie generuje impulsu inwestycyjnego. W przypadku przeinwestowania i nadwyżki mocy ta moc będzie tania, a więc wynagrodzenie za nią nie pokryje całkowitego kosztu inwestycji. Prawdziwym rozwiązaniem wydaje się jakiś rodzaj kontraktu długoterminowego z gwarantowaną ceną, który jest de facto polisą ubezpieczeniową dla inwestora, umożliwiającą podjęcie decyzji o nowej inwestycji, a dla Państwa pewnością, że potrzebne moce zostaną zbudowane – wyjaśnia Krzysztof Kilian.
Henryk Majchrzak, prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych, w wypowiedzi opublikowanej przez Centrum Strategii Energetycznych Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową ocenił, że cały rynek jako system jest dobrze zorganizowany. Jego zdaniem, uwalniając rynek energii elektrycznej, powinniśmy zaakceptować wszystkie konsekwencje, czyli przede wszystkim konkurencję i ryzyko inwestycyjne i żaden wytwórca nie może oczekiwać uprzywilejowanej pozycji w stosunku do innych ani gwarancji.
Jednak według prezesa PGE rynek energetyczny nie funkcjonuje teraz właściwie.
– Został zorganizowany wyłącznie w oparciu o krańcowe koszty wytwarzania – czyli jako tzw. rynek jednotowarowy – jest dobrym pomysłem na efektywne zarządzanie sektorem energetycznym, ale tylko w przypadku, gdy nie występują zakłócenia ograniczające efektywność tego rynku, tylko w perspektywie krótkoterminowej i tylko w przypadku występowania nadpodaży mocy – uważa tymczasem Krzysztof Kilian.
Jako zakłócenia wskazuje m.in. regulację cen i wprowadzanie na rynek dużych ilości dotowanych odnawialnych źródeł energii, przede wszystkim wiatrowych i słonecznych, których charakterystyczną cechą są niskie koszty zmienne.
Postulowane przez PGE wprowadzenie kontraktów gwarantujących, że inwestycja wyjdzie przynajmniej na zero, poparli dotychczas prezesi przynajmniej kilku innych spółek. Taki zamysł pojawił się np. w przypadku budowy bloków jądrowych. Projekt mają wspierać Tauron, KGHM i Enea.

Inwestorzy liczą każdy grosz

Również analitycy są za zapewnianiem notowanym na giełdzie energetycznym spółkom, że nie stracą na potrzebnych państwu projektach.
– Jeśli nowe inwestycje mają zostać zrealizowane bez szkody dla wycen spółek, to będą wymagały zapewnienia przez rząd stabilnych przepływów finansowych. Idealnym rozwiązaniem dla nowych inwestycji wydaje się wprowadzenie przez państwo jakiejś formy kontraktów na odbiór energii po cenie zapewniającej opłacalność projektów. Z punktu widzenia inwestorów jest to rozwiązanie jak najbardziej oczekiwane, ciekaw byłbym jedynie reakcji Unii Europejskiej na taki charakter wsparcia – ocenia Paweł Puchalski, szef działu analiz DM BZ WBK.
I w tym właśnie tkwi problem. Dotychczasowe dyskusje dotyczą kontraktów, które oznaczałyby płatności dla energetyki tylko przy cenach energii poniżej progu opłacalności inwestycji (obecnie minimum, przy którym nowe bloki się opłacają, to ok. 230 zł/MWh, czyli 50 zł powyżej ceny rynkowej).
Pieniądze na te płatności byłyby zbierane od nabywców w energii, jako jeden ze składników rachunków za prąd. Tym samym pieniądze nie pochodziłyby od rządu, ale od konsumentów. Czy to wystarczy, by nie narazić kraju na zarzut o udzielanie pomocy publicznej firmom z sektora energetycznego?
Urząd Regulacji Energetyki oczekuje, że na to pytanie odpowie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. UOKiK raz już brał udział w rozwiązywaniu problemu kontraktów długoterminowych w polskiej energetyce, tzw. KDT-ów. Były one zawierane w latach 90. między elektrowniami a PSE. Po tym, jak Polska przystąpiła do UE, Bruksela wymusiła ich rozwiązanie. By elektrownie odzyskały zainwestowane pieniądze, spółkom zapewniono wyrównania.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki j.piszczatowska@rp.pl
NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

POLECAMY

KOMENTARZE