Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Opinie

Hajda na hejtera!

Niektórym wydaje się, że środkiem zaradczym na zanieczyszczenie basenu kąpielowego jest jego likwidacja - pisze Jacek Kędzierski o najnowszym orzeczeniu NSA w sprawie ujawniania danych osób, które dokonały obraźliwych wpisów w internecie
Kim jest "hejter" i komu przylepia się tę etykietkę nie miałem pojęcia. Sam zyskałem określenie "hejter", kiedy na pewnym portalu społecznościowym zaprezentowałem pogląd zaledwie przeciwny od prezentowanego tam przez poprzednika. Jego poplecznicy przylepili mi łatkę "hejtera". To mnie zmusiło do ustalenia co to takiego "hejteryzm". Zajrzałem więc do encyklopedii elektronicznej i ustaliłem, że: "Hater lub hejter (czyt. [hejter]) – internauta, który na każdym kroku wyraża swoje niezadowolenie, nienawiść w stosunku do wszystkich i do wszystkiego. "Hater" przegląda blogi czy fora internetowe i zamieszcza negatywne komentarze na temat osób lub rzeczy, niezależnie czy w rzeczywistości komentowana osoba czy rzecz jest pozytywna czy nie. "Hejter" wszczyna kłótnie, obrzuca innych obelgami, próbuje wszystkich rozzłościć swoimi komentarzami i wpisami, "minusuje" filmy lub inne materiały umieszczone przez kogoś innego.  Zazwyczaj nienawiść "hejtera" wynika z jego niepowodzeń życiowych lub wprost ze złośliwości lub zazdrości z czyichś dokonań. Nierzadko "hater" jest na tyle zdeterminowany by umieścić negatywny komentarz, że zakłada wiele kont w serwisie, by jak najbardziej zaszkodzić autorowi treści lub innym internautom."
Oczywiści, moje "zachowanie w sieci" a w szczególności na owym portalu nic z uprawianiem "heteryzmu" nie miało wspólnego. Przypadek mój podaję, by zobrazować jak bardzo rozległe jest to określenie. Istnienie "hejteryzmu" zawdzięczamy stanowi psychicznemu sprawcy z jednej strony, z drugiej zaś po prostu temu, że istnieje internet i możliwość nieograniczonego umieszczania wpisów "nieskrępowanej niczym treści". Jeden z amerykańskich sędziów, specjalizujący się w orzekaniu w sprawach "wirtualnych" porównał internet do basenu kąpielowego, do którego ktoś wprowadził nieco uryny...  Wprowadzić było łatwo, usunąć znacznie trudniej, a najtrudniej ustalić sprawcę. Niektórym wydaje się, że środkiem zaradczym na zanieczyszczenie basenu kąpielowego jest jego likwidacja. Najnowsze orzeczenie Naczelnego Sądu Administracyjnego (sygn. akt: I OSK 1666/12) wydaje się być poszukiwaniem metod usuwania z "wirtualu" owych zanieczyszczeń. NSA orzekł, że nie tylko sąd czy prokuratura ma prawo żądać danych osób, które dokonały obraźliwych wpisów w internecie. Każda firma czy osoba fizyczna ma prawo żądać od serwisu internetowego adresów e-mail i numerów IP powiązanych z obraźliwymi wpisami. Wyrok niweczy zasadę "anonimowości w sieci", do tej pory powszechnie postrzeganą jako zasada "wirtualu". Osobiście uważam, że nie tędy droga. Rozwiązaniem jest ustalenie zasady, że za treść wpisów na portalu internetowym ponosi jego właściciel. Na nim powinien spoczywać obowiązek dbania, by pojawiające się na nim treści pozbawione były zanieczyszczeń. Na prawidłowo prowadzonym portalu obraźliwe wpisy nie mają prawa się pojawiać. To orzeczenie NSA niesie ze sobą wiele zagrożeń. Na pierwszy plan wysuwa się zamach na wolność słowa w internecie i sądowe cenzurowanie zamieszczanych tam wypowiedzi. Jest znakiem czasu, że pierwszą personą w prasie łódzkiej, która wygłasza peany na temat "antyhejterowego" orzeczenia jest nie kto inny jak lokalny polityk  PO i senator z ramienia tej partii. On po prostu nie chce, aby na jego temat w rzeczywistości wirtualnej pojawiały się nieprzychylne mu komentarze i orzeczenie NSA powitał z radością, aczkolwiek mam wątpliwości, czy do końca zrozumiał jego treść. Pachnie zatem cenzurą "wirtualu" i to cenzurą z powodów politycznych, wykorzystywaną do tego, aby tępić przeciwników politycznych. W związku z tym pojawia się kolejne zagrożenie. Nastąpi wysyp spraw o "hejteryzm"  w następstwie stanu psychicznego przeciwnego do osób, które go uprawiają. Co mam na myśli? Znacie Państwo zapewne  piosenkę W. Młynarskiego o pewnym urzędniku pocztowym. "Mała poczta w małym mieście i na poczcie mała przerwa. Kasjer szybkę przymknął wreszcie, plik banknotów liczyć przestał. Rozrzucone dokumenty, w szklance po herbacie — denko... A on czujny, a on spięty, obserwuje swe okienko. Wtem otworzył. W przód się rzuca i zaprychał, i zatupał, i zakrzyknął co sił w płucach: "Kto powiedział "Kasjer dupa"?!" On właśnie popadł w stan psychiczny przeciwny do  stanu, w którym "hejter" się znajduje. I tak trwało to podejrzewanie wszystkich i wszędzie o małomiasteczkowe sianie nienawiści, o "heteryzm". "Kasjer krzyczał tak z pół roku, po okresie zaś półrocznym, z urzędowym błyskiem w oku, wezwał go naczelnik poczty i powiada zły okropnie: "Co pan się kompromituje? Nikt się aż do tego stopnia panem nie interesuje, żeby w takim mieście małym, wołać wśród tych much, w upale, wołać - choćby dla kawału: "Kasjer... prawda... i tak dalej"." Niestety, NSA wydając swoje orzeczenie nie poszedł w ślady owego naczelnika poczty, a raczej okazał się spolegliwy wobec kasjera. CV Jacek Kędzierski - adwokat z Łodzi
Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL