Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Czas na humanistów

Jarosław Giziński
Fotorzepa, Waldemar Kompała
Analiza przygotowana na zlecenie Kongresu USA wskazuje, że zaniedbanie rozwoju nauk społecznych i humanistycznych przyniesie szkody dla dalszego rozwoju Stanów Zjednoczonych – pisze publicysta „Rz”.
Wnioski przedstawione w amerykańskim raporcie Amerykańskiej Akademii Sztuk i Nauk pt. „The Heart of the Matter” (Sedno rzeczy) dla Polaków mogš wydawać się zaskakujšce: o ile u nas krytykowany jest pęd do „bezproduktywnych” studiów humanistycznych, o tyle wybitni naukowcy i socjologowie z USA zwracajš uwagę na zbyt praktyczny i wręcz „technologiczny” model kształcenia – głównie wyższego, który upowszechnił się za Atlantykiem. We Francji duże sieci handlowe zaczęły zatrudniać absolwentów filozofii. Wnosili oni nieszablonowe, odległe od korporacyjnej rutyny myœlenie i lepiej od kolegów potrafili wyczuć postawy i reakcje klientów Ich zdaniem do harmonijnego rozwoju konieczne jest wychowanie społeczeństwa zdolnego do krytycznego i samodzielnego myœlenia, znajšcego i potrafišcego stosować w praktyce prawa i korzystać z demokracji. Tymczasem model kształcenia „professional” kładzie nacisk prawie wyłšcznie na praktyczne umiejętnoœci zawodowe. W rezultacie powstaje zadziwiajšca Europejczyków sytuacja, w której absolwent typowego college’u jest œwietnym specjalistš w wybranej przez siebie dziedzinie technicznej, nie musi zaœ mieć pojęcia o historii własnego kraju albo wiedzieć, jakie miasto jest stolicš Włoch (o Polsce nawet nie wspominajšc).

Skutki ignorancji

Autorzy raportu podkreœlajš, że dla stanu społeczeństwa szkodliwa jest sytuacja, w której 55 proc. absolwentów amerykańskich szkół œrednich nie zna nawet najbardziej podstawowych faktów z historii własnego kraju, a wydarzenia z historii powszechnej kojarzš głównie z uproszczonego do bólu, a często wręcz fałszywego obrazu przedstawianego w sfabularyzowanych produkcjach rodem z Hollywood. Wiele tłumaczy fakt, że zaledwie co trzeci amerykański nauczyciel historii studiował ten kierunek.
Wysoki poziom nauczania charakterystyczny dla niewielkiej grupy uniwersytetów należšcych do tzw. Ivy League nie przekłada się na większoœć szkół wyższych, gdy tymczasem podstawę wykształcenia wyższego typu licencjackiego zapewniajš community college, w których poziom kształcenia ogólnego jest stosunkowo słaby. College’e te sš ponadto głównš drogš awansu społecznego dla coraz liczniejszych imigrantów (zwłaszcza tych pochodzšcych z Ameryki Łacińskiej). Powoduje to, że ludzie uzyskujšcy wykształcenie zawodowe nie otrzymujš jednoczeœnie wiedzy pożšdanej dla nich jako obywateli Stanów Zjednoczonych podejmujšcych decyzje w procesie demokratycznym (np. bioršc udział w wyborach albo podejmujšc działalnoœć na poziomie społecznoœci lokalnej). W raporcie znalazło się też miejsce dla rozważań nad „konsekwencjami stanu edukacji dla bezpieczeństwa państwa”. Autorzy zwracajš uwagę, że w państwie odgrywajšcym tak istotnš rolę w œwiecie jak Stany Zjednoczone konieczne jest lepsze rozumienie innych narodów, poznawanie kultury innych kręgów cywilizacyjnych i nauczanie języków obcych. To zaœ również zadania edukacji humanistycznej. Powszechnie znane sš skutki ignorancji Amerykanów dotyczšcej ich orientacji w œwiecie (a raczej jej braku). Podczas akcji wojskowych w Iraku albo Afganistanie żołnierze niemajšcy bladego pojęcia o miejscach, w których się znaleŸli, doprowadzali do spięć albo wręcz wywoływali wrogoœć miejscowej ludnoœci. Wynikajšce z niewiedzy i arogancji kłopoty amerykańskich przedstawicieli biznesu także niejednokrotnie prowadziły do kłopotliwych sytuacji. Do osłabienia nauczania przedmiotów ogólnych i humanistycznych przyczynił się kryzys gospodarczy. Z powodu dziury w budżecie państwa i poszczególnych stanów władze różnego szczebla starajš się ograniczać wydatki „bezproduktywne”, do których często zaliczajš edukację humanistycznš bšdŸ dotowanie kultury. To prawda, że administracja Obamy przeznacza coraz większe kwoty na poprawienie wyników nauczania, które w międzynarodowych porównaniach dajš Ameryce zawstydzajšco niskie lokaty. Autorzy raportu stwierdzajš jednak, że poprawy oczekuje się głównie w dziedzinach œcisłych, a tymczasem bez wiedzy humanistycznej i lepszego zrozumienia œwiata trudno będzie utrzymać konkurencyjnoœć Ameryki i wysoki poziom œwiadomoœci społecznej jej obywateli.

Historycy do fabryk

Wnioski, do których dochodzš Amerykanie po ponadpółwiecznym forsowaniu „professional education”, sš co najmniej zastanawiajšce, zwłaszcza w czasach, gdy nasi niestrudzeni reformatorzy edukacji coraz bardziej zdecydowanie pchajš nasze dzieci na tory kształcenia zawodowego i specjalizacji właœciwie już pod koniec podstawówki. Argument jest jeden: tego wymaga rzekomo rynek pracy, który nie trawi wszystkich „logii” – filologii, psychologii, socjologii... Tyle że nie trawi już ani prawników, ani absolwentów zarzšdzania. Gwarancji spokojnej kariery nie daje już żaden dyplom. Za to wszyscy tršbiš o koniecznoœci zdobywania elastycznych umiejętnoœci, które podobno trzeba będzie stale uzupełniać, a może i zmieniać. „Współczeœni menedżerowie biznesu w coraz większym stopniu sš zainteresowani szeroko pojętš sprawnoœciš [absolwentów – red.], a nie tylko umiejętnoœciami technicznymi. Np. na polu finansów zwracajš uwagę na umiejętnoœć budowania zaufania, empatię i zdolnoœć do krytycznego myœlenia. Już nie chodzi o sprawne obsługiwanie Excela, ale o przekonanie klienta, że proponujemy najlepsze rozwišzania. W tym zaœ najlepsi sš humaniœci” – stwierdził Roger W. Ferguson Jr, były dyrektor funduszu emerytalnego TIAA-CREF, który także brał udział w przygotowaniu opracowania Akademii. To już nie tylko pusty slogan. We Francji absolwentów filozofii zaczęły zatrudniać zarzšdy dużych sieci handlowych, choć nie potrafili analizować planów marketingowych. Okazuje się jednak, że wnieœli nieszablonowe, odległe od korporacyjnej rutyny myœlenie i w znacznie lepszym stopniu od ich kolegów potrafili wyczuć postawy i reakcje klientów. W Wielkiej Brytanii absolwenci historii sztuki zapraszani byli do współpracy przy planach architektonicznych miast, w Niemczech można ich spotkać w biurach projektowych koncernów samochodowych. Oczywiœcie nie ma żadnej gwarancji, że zalecenia z raportu „The Heart of the Matter” nie zostanš przyjęte przez władze jako kolejne „biadolenie jajogłowych”. Administracja prezydenta Obamy bardzo przejęła się fatalnymi danymi na temat stanu edukacji, a zwłaszcza danymi na temat liczby uczniów niekończšcych szkół (w niektórych grupach społecznych to już prawie jedna trzecia) oraz coraz gorszymi porównaniami wyników nauczania w USA na tle œredniej państw OECD. Tyle że nacisk kładziony jest znów głównie na przedmioty œcisłe. Tymczasem, jak argumentujš członkowie Amerykańskiej Akademii Sztuk i Nauk, nawet najdoskonalsza znajomoœć fizyki nie zrobi z syna meksykańskich imigrantów kończšcego community college w pełni œwiadomego obywatela Stanów Zjednoczonych.

Nie powtarzać błędów

I tu chwila refleksji dla naszych geniuszy od edukacji. Czy œwiadomym obywatelem i patriotš będzie za kolejne 20 lat dzisiejszy gimnazjalista, którego naukę historii zakończymy w wieku bodaj 12 lat, a lista lektur (i tak poznawanych z bryków) skurczy się do kilkunastu jak najmniej męczšcych pozycji? Ideał przedwojennego gimnazjum realnego pewnie jest już nie do odzyskania, ale nie musimy popełniać wszystkich błędów tych, którzy eksperymentowali na własnej skórze na długo przed nami. Tym bardziej jeœli oni sami przyznajš, że w istocie się mylili.
Chyba że chodzi nam o zastšpienie edukacji kreujšcej œwiadomych obywateli i kontynuatorów własnej tradycji produkcjš niedrogiej, a sprawnej siły roboczej, w sam raz do montowni wielkich koncernów. One zaœ zachęcone nowymi ulgami łaskawie pozwolš nam skręcać kolejny model jakiegoœ samochodu albo telewizora. Oczywiœcie nadal nie będzie w nich ani jednego polskiego patentu, ale to już temat na całkiem inne rozważania.
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL