Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Dialog katolicko-żydowski na manowcach

Magdalena Czyż
materiały prasowe
W œrodowisku dialogu katolicko-żydowskiego ujawnia się myœlenie w kategoriach sprawców zła i ich ofiar. Po stronie katolickiej mamy nieustajšcš potrzebę bicia się w piersi, a po żydowskiej – potrzebę cišgłego lizania swoich ran – pisze publicystka.
Problem dialogu katolicko-żydowskiego w Polsce, ujawniony przypadkiem w wyniku konfliktu księdza Wojciecha Lemańskiego z arcybiskupem Henrykiem Hoserem, nie sprowadza się, jakby niektórzy chcieli, tylko i wyłšcznie do przewin Koœcioła katolickiego wobec Żydów. Trzeba tu też wskazać postawę społecznoœci żydowskiej. Najważniejsze jest jednak to, że odpowiedzialnoœć za tę sytuację ponosi w zasadniczym stopniu samo œrodowisko dialogowe. Jak twierdzi ksišdz Lemański, podglebiem jego konfliktu z arcybiskupem Hoserem jest to, że się zaangażował w szerzenie idei dialogu. Fakt ten œwiadczy o stanie, w jakim ów dialog się znajduje. To marazm, stagnacja, depresja. Widać tu również rzeczywisty stosunek hierarchii koœcielnej do idei dialogu. Oczywiœcie to uogólnienie w przypadku takich wyjštków jak arcybiskup Stanisław Gšdecki czy arcybiskup Henryk Muszyński jest niesprawiedliwe. Niemniej przyznać należy, że szczególnego entuzjazmu dla dialogu z wyznawcami judaizmu w polskim episkopacie nie widać. Podobnie rzecz wyglšda po stronie żydowskiej. Przyczyny takiego, a nie innego stosunku zarówno Żydów, jak i katolików do dialogu sš niezmiennie te same: wielowiekowy antyjudaizm w nauczaniu Koœcioła zniechęcajšcy Żydów do otwarcia się przed katolikami, płytka interpretacja Pisma Œwiętego będšca przypadłoœciš obu wspólnot, wreszcie to, co chyba najbardziej tu cišży, czyli stale nie do końca wyjaœniona historia najnowsza wzajemnych relacji polsko-żydowskich.
Powtarzana cišgle myœl o korzeniach antysemityzmu w antyjudaizmie Koœcioła staje się coraz cięższa do strawienia W rozmowach z katolickimi hierarchami zaangażowanymi w dialog argumentem majšcym wyjaœniać postawę Koœcioła jest abstrakcyjnoœć partnera, czyli Żydów. Nie było z kim dialogować – jednomyœlnie tłumaczyli się arcybiskup Muszyński, arcybiskup Gšdecki czy œp. arcybiskup Życiński. Faktem jest, że Żydów religijnych w Polsce ostała się garstka. A w okresie posoborowym – w latach 70. i 80. – nie było ich praktycznie wcale. Faktem jest również to, że pomimo tego braku zdarzały się zaproszenia rabinów z zagranicy (głównie z USA) na wykłady na KUL, ba, zdarzały się również szabatowe kolacje na tej uczelni. Œwiadczy to o tym, że można było jeœli nie dialogować, to przynajmniej zmieniać swój stosunek do wyznawców judaizmu i pomału się wobec nich otwierać. Brakowało jednak woli. Zaczęło się to zmieniać dopiero wskutek spotkań Jana Pawła II z przedstawicielami społecznoœci żydowskiej podczas jego pielgrzymek do Polski. Wtedy nastšpiło wzajemne otwarcie, ale nie na długo. Jak już wspomniałam, nie tylko strona katolicka przyczyniła się do dzisiejszej sytuacji. Ignorancja, a także niechęć do tego, żeby dostrzegać zmianę nastawienia, jaka nastšpiła w Koœciele, jest wœród społecznoœci żydowskiej powszechna. Chociaż i tu takie uogólnienie w odniesieniu do wyjštków, do których można zaliczyć Stanisława Krajewskiego czy Miriam Gonczarskš, jest bardzo krzywdzšce.

Ambiwalencja i obsesja

Stosunek Żydów polskich do Koœcioła jest co najwyżej ambiwalentny. Z jednej strony mamy tu œwiadomoœć tego, że to w Koœciele najczęœciej szukano ze skutkiem pozytywnym ratunku przed nazistami, z drugiej zaœ – występuje permanentne wykazywanie antysemityzmu w Koœciele przedwojennym. Niestety, dla większoœci Żydów polskich szklanka pozostaje cišgle do połowy pusta. Z sobie tylko wiadomych powodów cišgle wolš wspominać przedwojenny antysemityzm w Koœciele, niż cieszyć się z bšdŸ co bšdŸ rewolucyjnej zmiany soborowej, ustanowienia stosunków dyplomatycznych Izraela z Watykanem czy otwartej postawy ostatnich papieży. Co więcej, to myœlenie w kategoriach „my, ofiary – oni, sprawcy” jest nierzadkie w żydowskim œrodowisku zaangażowanym w dialog. I tak po stronie katolickiej mamy nieustajšcš potrzebę bicia się w piersi, a po żydowskiej – potrzebę cišgłego lizania swoich ran. To sprawia, że większoœć wspólnych dyskusji w œrodowisku dialogu zaczyna się od roztrzšsania win katolików wobec Żydów albo wręcz do tego sprowadza. Nie bez słusznoœci zresztš. Jednak bardzo ciężko jest z tego zaklętego kręgu wyjœć, by wspólnie zaczšć działać, bšdŸ co bšdŸ, już w innej rzeczywistoœci. Rzeczywistoœci po katolickiej deklaracji „Nostra aetate”, zmieniajšcej całkowicie stosunek Koœcioła do judaizmu, i po żydowskiej deklaracji „Dabru Emet”, która pokazuje tę zmianę i pod którš podpisali się najwybitniejsi myœliciele żydowscy. Brakuje również zdolnoœci oderwania się od obsesji antyjudaizmu. To cišg dalszy błędów wynikajšcych z koncentracji na historii, a prowadzšcych w konsekwencji do nieatrakcyjnoœci intelektualnej prowadzonego dialogu. Powtarzana, niczym mantra, i rozwijana na każdym sympozjum, seminarium czy wykładzie dotyczšcym dialogu, myœl o korzeniach antysemityzmu w antyjudaistycznym nauczaniu Koœcioła staje się coraz cięższa do strawienia.

Instrumentalne podejœcie

Jednak jednym z dwóch najpoważniejszych popełnianych błędów œrodowiska dialogowego jest skłonnoœć do hermetyzmu, jakš ono wykazuje, czyli zamykanie się wobec osób myœlšcych inaczej, a więc tych, które majš innš wizję dialogu lub co do jego sensu wysuwajš poważne zastrzeżenia. Tak jakby wštpliwoœci w tym zakresie były czymœ karygodnym i niedopuszczalnym, niemal grzechem. Tacy „grzesznicy”, bez względu na to, czy chodzi o katolików czy Żydów, sš potępiani i jednoznacznie odrzucani przez obie strony dialogu. I oczywiœcie zarzuca się im antysemityzm lub antypolonizm. Co więcej, wydaje się czymœ niezrozumiałym odrzucanie przez to œrodowisko ludzi niezaangażowanych religijnie po żadnej ze stron. Można w dużej częœci pojšć argumenty mówišce o tym, że tylko osoby wierzšce i praktykujšce swoje religie sš w stanie w pełni zrozumieć sens dialogu międzyreligijnego. Ale to wcale nie oznacza, że osoby niereligijne sš aż tak zubożałe duchowo, że niczego nie sš zdolne wnieœć. Praktyka pokazuje, że tak nie jest. Niemniej zdeklarowany ateista bšdŸ osoba poszukujšca jest w najlepszym przypadku w tym œrodowisku marginalizowana. Drugim błędem permanentnie popełnianym w tym kręgu jest postrzeganie dialogu katolicko-żydowskiego w kategoriach narzędzia do budowy wspólnego frontu przeciwko szerzšcej się sekularyzacji i laicyzacji w społeczeństwie. To jedna z typowych odpowiedzi na pytanie: po co ten dialog? Tak sprawę stawia biskup Mieczysław Cisło, przewodniczšcy Komisji Episkopatu do spraw Dialogu z Judaizmem, o tym wspominał arcybiskup Muszyński podczas ostatniego sympozjum z okazji żydowskiego œwięta Simchat Tora i o tym mówił wybitny rabin Irving Greenberg podczas niedawnego spotkania w warszawskim KIK. Tego typu myœlenie, przy całym szacunku dla wymienionych autorytetów, może mieć tylko i wyłšcznie katastrofalne skutki dla idei dialogu i również prowadzšcych go obu wspólnot. Podstawowš wartoœciš idei nie tylko dialogu międzyreligijnego, ale dialogu par excellence jest działanie na rzecz ludzi, a nie przeciw komukolwiek czy czemukolwiek.

Nadzieja we Franciszku

Œwiadczy to o tym, że brakuje pomysłu na dialog na naszym polskim podwórku. Za granicš zresztš rzecz wyglšda podobnie. Dlatego z wielkš nadziejš œrodowisko dialogowe patrzy na Franciszka. Nadzieja ta ma swoje podstawy. Można też œmiało przypuszczać, że w swojej wizji dialogu z wyznawcami judaizmu papież Franciszek idzie o krok dalej niż tylko wyrażanie potrzeby pojednania między wyznawcami obu religii. Przewodniczšcy rzymskiej gminy żydowskiej Riccardo Pacifici po spotkaniu nowego papieża z przedstawicielami włoskich œrodowisk żydowskich oœwiadczył, że tym, co uderzyło go najbardziej, był fakt, że „w każdej kwestii poruszonej przez papieża Franciszka dostrzec można temat sprawiedliwoœci społecznej”. To może oznaczać, że czas głoszenia tylko idei dialogu już mija na rzecz wspólnej pracy wyznawców obu religii w dziedzinie wszelkich inicjatyw społecznych. Wydaje się, że papież Franciszek od dawna jest tego œwiadom i to w stopniu, który zdecydowanie przerasta wielu innych hierarchów Koœcioła i liderów wspólnoty żydowskiej. Pozostaje nadzieja, że œrodowisko zaangażowane w dialog katolicko-żydowski w Polsce zdobędzie się wreszcie na odwagę wyjœcia poza błędny kršg bicia się w piersi i lizania ran i dostrzeże swoje możliwoœci wspólnej pracy na rzecz społeczeństwa, która będzie motywowana tradycjš religijnš obu wspólnot. Temu przecież właœnie te tradycje służš. Autorka jest publicystkš, członkiem Polskiej Rady Chrzeœcijan i Żydów
ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL