Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Sarmacki bantustan

Filip Memches
Fotorzepa, Magda Starowieyska MS Magda Starowieyska
W minionš niedzielę wydarzyła się podobno rzecz straszna. W Warszawie odbył się kongres Ruchu Narodowego, a więc istny spęd potworów, których powinna się bać cała cywilizowana Polska. I w ogóle cały cywilizowany œwiat.
Tak się jednak nie dzieje. Czyżby panowała jakaœ gigantyczna znieczulica społeczna? Czyżby naród doœwiadczony przez koszmar Auschwitz zapadł na historycznš amnezję? Rozdzierajš swoje szaty publicyœci mediów, które stojš na straży polskiej demokracji. Od niemal ćwierć wieku próbujš bowiem wtłoczyć do zakutych polskich łbów rozmaite prawdy wiary w to, co politycznie jest najœwiętsze, i nic z tego im nie wychodzi. Widmo jakiegoœ nowego, bliżej nieskonkretyzowanego, ale przecież zawsze groŸnego, faszyzmu nie robi na przeciętnym Kowalskim specjalnego wrażenia. A miało być już tak dobrze. Przecież w roku 2011, gdy znane były rezultaty ówczesnych wyborów parlamentarnych, najwyższy kapłan polskiej demokracji obwieœcił triumfalnie wszem wobec, że ci, co głosowali na PiS, powinni się leczyć na głowę. Wtedy wygrała Polska fajna – Polska Marka Kondrata i Kuby Wojewódzkiego, osób beztroskich, uœmiechniętych, zadowolonych. Partia Jarosława Kaczyńskiego, Radio Maryja oraz cała zgraja smoleńskich i moherowych frustratów miały zejœć do głębokiego podziemia. Oprócz partii rzšdzšcej sukces odniósł Janusz Palikot, prawdziwy arbiter elegancji, miłoœnik filozofii, literatury i dobrych win, plasujšc się ze swojš formacjš na trzecim miejscu i wprowadzajšc jš tym samym do Sejmu. Oj, były powody do radoœci.
Teraz, po blisko dwóch latach, okazuje się, że robi się coraz gorzej. Nie doœć, że PiS cieszy się coraz większym poparciem społecznym, nie doœć, że media ojca Rydzyka nie zostały zakneblowane, to jeszcze do głosu dochodzi jakiœ Ruch Narodowy. A już się wydawało, że wraz z klęskš wyborczš Ligi Polskich Rodzin w roku 2007 wszelki nacjonalizm został całkowicie zmarginalizowany. Cóż, to nie tak miało być, przyjaciele. Stopa bezrobocia i deficyt budżetowy rosnš, produkcja spada. Kiedy się sytuacja ekonomiczna pogarsza, to i ludzie odczuwajš to na własnej skórze. Wtedy gospodarka zaczyna być postrzegana jako funkcja polityki, a polityka jako brutalne zderzenie interesów dzielšcych poszczególne grupy społeczne czy poszczególne państwa. Skoro tak, to już się nie da opowiadać bajek o zawartej na gruzach komunizmu powszechnej zgodzie między pojedynczymi ludŸmi i całymi narodami. Chyba że prezydent będzie je opowiadał swoim wnukom na dobranoc. Oczywiœcie, nie czarujmy się, Ruch Narodowy na razie nie jest inicjatywš, która mogłaby zamieszać w polskiej polityce. Obecnoœć na jego kongresie celebryty Ziemkiewicza (nie obraŸ się, Rafał, to nie obelga, to stwierdzenie faktu) wiosny nie czyni. Mamy więc do czynienia ze zjawiskiem hałaœliwym, w dodatku atrakcyjnym dla mediów (pokazywanie politycznych ludożerców - niezależnie od tego, czy naprawdę nimi sš, czy nie sš – zawsze jest na topie), ale jednak niszowym. Naród polski nie jest bowiem nacjonalistycznš subkulturš młodzieżowš (warto tu zwrócić uwagę na œredniš wieku osób zaangażowanych w Ruch Narodowy), lecz zróżnicowanš wewnętrznie zbiorowoœciš, która jednak w rezultacie drugiej wojny œwiatowej została wykorzeniona: jej elitę dotknęła zagłada, a tereny będšce matecznikiem historycznie kształtowanej przez wiele wieków wspólnotowej tożsamoœci zostały utracone. Wobec tego Ruch Narodowy nie może być postrzegany jako kontynuacja międzywojennej endecji ani nawišzanie do niej, bo - wedle pewnego heglowsko-marksistowskiego schematu - historia powtarza się jako farsa. Dawni endecy należeli jednak do polskiego intelektualnego establishmentu. Chcieli Polskę modernizować. Tymczasem Ruch Narodowy kanalizuje głównie gniew wynikajšcy z plebejskiego resentymentu. Resentyment ten wywołuje w dużym stopniu nieznoœna dystynkcja okršgłostołowego salonu, który odrzucajšc komunizm, odrzucił zarazem takie kategorie jak dobro wspólne, pozostawiajšc znacznš częœć społeczeństwa na pastwę bezlitosnych mechanizmów postkomunistycznej transformacji. Jeœli zatem gdzieœ mielibyœmy szukać spadkobierców endecji, to moglibyœmy ich raczej znaleŸć wœród polityków mainstreamu, ale tych występujšcych z innym przesłaniem niż przesłanie "Gazety Wyborczej", "Polityki" czy "Newsweeka". WeŸmy chociażby szefa MSW Bartłomieja Sienkiewicza. Na pierwszy rzut oka trudno dopatrzyć się endeckoœci w kimœ, kto za motyw przewodni swojego urzędowania uznał walkę z rasizmem. Pomińmy też tu całš groteskowoœć tej sytuacji – białostockie incydenty przemocy motywowanej rasizmem to jednak w skali tego, co się dzieje w Polsce, problem marginalny. A jednak Sienkiewicz, który dotšd nie brał chyba udziału w lewicowo-liberalnych rytuałach bojowania z faszyzmem, występuje z pozycji umiarkowanego konserwatysty, postulujšcego wzmocnienie władzy państwowej. Możemy to interpretować jako akt modernizacyjny, który ma podnieœć Polskę na wyższy poziom rozwoju cywilizacyjnego, bo na razie jest ona bantustanem. A w bantustanie najlepiej się czujš jednostki silne – i chodzi tu zarówno o siłę fizycznš, jak i siłę pienišdza (w sam raz coœ dla potomków Sarmatów). Wystarczyłoby więc zrezygnować z antyrasistowskiej retoryki i otrzymalibyœmy neoendeckš wizję modernizacji Polski. Co jednak z tego, skoro Platforma Obywatelska i tak do realizacji takiej wizji nie jest zdolna?
ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL