Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Warmia i Mazury

Sylwetka Piotra Koczana, byłego mistrza Polski w w siatkówce

Piotr Koczan
Gazeta Olsztyńska/Beata Szymańska
Był mistrzem Polski w siatkówce z AZS-em Olsztyn, srebrnym medalistš mistrzostw Europy z reprezentacjš i ojcem siatkówki plażowej na Warmii i Mazurach. Zmarł w wieku 62 lat.

Kiedy w 1977 r. jako wychowanek wchodził do pierwszego zespołu AZS Olsztyn, drużyna od siedmiu lat nie schodziła z podium mistrzostw Polski. Mało tego, dwukrotnie zdobyła tytuł. Miał prawo czuć się lekko onieœmielony, bo przebierał się w jednej szatni m.in. obok mistrzów olimpijskich z Montrealu, czyli Mirosława Rybaczewskiego i Zbigniewa Lubiejewskiego.

Kilka miesięcy póŸniej ta sama drużyna odniesie jeden z największych sukcesów w historii klubu – sięgnie po srebrne medale Pucharu Europy Zdobywców Pucharów, ustępujšc w turnieju finałowym jedynie Rudej Hvezdzie Praga. W takich okolicznoœciach poważnš karierę rozpoczynał Piotr Koczan, jeden z najważniejszych zawodników w historii olsztyńskiej siatkówki.

Od Dorosza do Wagnera

– Już wtedy dużo umiał. Bardzo utalentowany, z dokładnym rozegraniem, do tego sprawny w obronie, kiedy było trzeba, dawał sobie nawet radę w ataku – wspomina w rozmowie z „Rzeczpospolitš" Stanisław Iwaniak, który w sezonie 1977/1978 był kapitanem akademików. Podobnie jak Piotr Koczan, rozgrywajšcy.

I dodaje: – AZS był wtedy jednš z najlepszych drużyn nie tylko w kraju, ale i w Europie, dlatego trener Leszek Dorosz nie miał w zwyczaju robić prezentów. Skoro drużyna wygrywała, to bardzo ciężko było wskoczyć do składu zawodnikowi spoza szóstki. W ogóle pamiętajmy, że kiedyœ nie było raczej transferów między zespołami, dlatego jak ktoœ grał w klubie, to przez lata. Dzisiaj taki Bartosz Kurek grał już chyba w oœmiu zespołach. Wtedy nie było takiej migracji i każdy musiał po prostu czekać na swojš kolej. Piotr również.

W premierowym sezonie Koczan nie grał jeszcze za wiele, ale miał udział w zdobyciu trzeciego tytułu mistrza Polski dla Olsztyna. Z czasem, kiedy częœć utytułowanych zawodników kończyła kariery lub tak jak chociażby Iwaniak wyjeżdżała za granicę, jego rola w drużynie rosła. W końcu wskoczył do pierwszej szóstki. W barwach drużyny z Kortowa zdobył póŸniej jeszcze srebrny (1980) i bršzowe (1982, 1983, 1985) medale mistrzostw Polski. W 1982 r. sięgnšł również po Puchar Polski.

Dobra postawa w lidze stworzyła mu szansę debiutu w reprezentacji. Był przedstawicielem młodej generacji, która zaczynała wchodzić do kadry po wielkich sukcesach reprezentacji Huberta Wagnera w latach 70. Wagner, który w 1983 r. ponownie objšł stery drużyny narodowej, powołał Koczana na mistrzostwa Europy rozgrywane w tym samym roku. Turniej w NRD zakończył się srebrnym medalem Polaków, ale miał to być jedynie przystanek w drodze do igrzysk w Los Angeles (1984). Z powodu politycznego bojkotu reprezentacja Polski do Stanów Zjednoczonych jednak nie pojechała, a Piotr Koczan stracił szansę, aby zostać olimpijczykiem. Z orzełkiem na piersi zagrał łšcznie 59 razy.

Plażówka pod kasynami Trumpa

Za ocean jednak w końcu wyjechał, chociaż dopiero pod koniec lat 80., czyli już po zakończeniu kariery. Co ciekawe, po latach wspominał, że drogę do Stanów Zjednoczonych w pewnym sensie utorowała mu siatkówka.

Aby to wyjaœnić, należy cofnšć się do roku 1983, kiedy razem z kadrš Wagnera poleciał tam na tournée. Drużyna odwiedziła wtedy m.in. New London, miasteczko w stanie Connecticut. Siatkarze spotkali się tam z burmistrzem, który – ku zaskoczeniu sportowców – wręczył im pamištkowe certyfikaty honorowych obywateli miasta. Piotr Koczan pamištkę schował i kilka lat póŸniej, kiedy po otrzymaniu zaproszenia od kolegi udał się do ambasady po wizję, przypomniał sobie o glejcie. Dokument ułatwił mu ponoć wyjazd.

– Trochę zwiedzaliœmy, potem kolega poszedł do pracy i przez pewien czas pomagałem mu przy wykończeniówkach. Ale w weekendy grałem. Wiadomo, jak to wœród Polonii, wieœć się szybko niesie. Ludzie dowiedzieli się, że przyjechałem. Po zimowej grze w hali namówili mnie na udział w turniejach plażowych. Pojechaliœmy na wschodnie wybrzeże, gdzie takie imprezy były organizowane. Trochę się przeraziłem, ile tam było boisk! Znajdowały się niedaleko kasyn należšcych do Donalda Trumpa. Turnieje trwały po kilka dni i rozgrywane były w kilku kategoriach. Od tego się zaczęło – opowiadał Koczan autorowi tego artykułu w 2015 r.*

Plażówka pochłonęła go i na poczštku lat 90. próbował przeszczepić jš do Olsztyna. Łatwo nie było, bo dla wielu ta odmiana siatkówki bardziej niż ze sportem kojarzyła się z zabawš na piasku, kiedy komuœ nad jeziorem znudzi się grillowanie. Starsi trenerzy pukali się w głowę, mówišc, że to się tutaj nie przyjmie. Poczštkowo problemów było co niemiara. Oczywiœcie głównie ze sprzętem, bo Koczan z USA przywiózł tylko jednš piłkę do gry na plaży – białš Wilsona. PóŸniej to na niej wzorował się, szukajšc w Olsztynie kolejnych, co w tamtych czasach wcale nie było takie łatwe.

– Korzystałem z naszych Polsportów, szukałem sprzętu po szkołach, w AZS-. Jak znalazłem zniszczone piłki, to wyrywałem z nich balony, wentyle, zszywałem piłki na nowo i takim sprzętem graliœmy. Musiałem bawić się w szwaczkę, bo jak miałem turniej na dziesięciu boiskach, to trzeba było mieć tyle piłek. Musiałem przygotować też drewniane słupki, żeby siatki dobrze się trzymały – mówił Piotr Koczan. – Poczštkowo nie zawsze można było znaleŸć nawet odpowiedniš liczbę chłopaków do gry. PóŸniej jednak tłumaczyłem zasady, wyjaœniałem, jak trzeba się ustawiać, jak odbijać piłkę. To było takie abecadło. Koledzy, którzy wczeœniej już grali w siatkę i mieli dobrš technikę, przekazywali to dalej. Ci ludzie byli prekursorami plażówki w Olsztynie.

– Byłem pełen podziwu. To były ciężkie czasy, a on starał się załatwiać nawet jakieœ drobne nagrody dla zwycięzców, chociaż plażówkę mało kto wtedy u nas znał. Zajmowało mu to bardzo dużo czasu – dodaje Iwaniak.

Piotr Koczan był na tyle zdeterminowany, że zainicjował nawet cykl turniejów plażowych Koczan Beach Volleyball. Wœród odbijajšcych piłkę byli tam wtedy póŸniejsi reprezentanci Polski w hali. Ale były gracz AZS nie działał w plażówce tylko lokalnie. W latach 2002–2004 był również trenerem reprezentacji.

Stare Jabłonki

Przede wszystkim był jednš z osób, dzięki której Stare Jabłonki stały się stolicš polskiej plażówki i miejscem znanym kibicom tego sportu z całego œwiata. Tamtejszy hotel Anders od 2004 r. był organizatorem najpierw zawodów cyklu World Tour, następnie prestiżowych Grand Slamów, a w 2013 r. nawet mistrzostw œwiata. Do podolsztyńskiej wsi przyjeżdżały najlepsze pary. Jak to się zaczęło?

– Zadzwonił do mnie Andrzej Dowgiałło (właœciciel Grupy Anders – red.), żeby coœ wymyœlić na polu namiotowym. No a co ja innego mogłem powiedzieć? Tylko boiska do plażówki. Pamiętam, że pewnego razu były organizowane tam finały mistrzostw województwa, a pan Andrzej miał w sobotę jechać do pracy. Nie pojechał. Do niedzieli nie schodził z tych boisk. Po zakończeniu pojawiło się pytanie, co dalej. Poszliœmy za ciosem, były eliminacje do mistrzostw Polski, finał pucharu. PóŸniej finał mistrzostw Polski i mistrzostwa Europy do lat 23 i pierwszy World Tour. Andrzej porwał ludzi pięknš sceneriš, pomysłem, organizacjš. Ja opowiedziałem mu tylko, czym jest siatkówka plażowa – podkreœlał Koczan.

Kiedy w 2015 r. Grand Slam przeniesiono ze Starych Jabłonek do Olsztyna, tam naturalnie też odpowiadał za przygotowanie boisk. Nad jeziorem Ukiel przesiadywał od rana do wieczora, doglšdajšc ich budowy i kontrolujšc, czy wszystko odbywa się według rygorystycznych wymogów stawianych przez międzynarodowš federację.

Zmarł 27 listopada w wieku 62 lat. Stanisław Iwaniak: – Piotr odniósł wiele sukcesów w hali, ale gdyby organizować upamiętniajšcy go memoriał, to tylko na piasku.

* Cytaty z wypowiedzi Piotra Koczana pochodzš z „Gazety Olsztyńskiej"

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL