Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Wynagrodzenia

Luka w płacach wcišż jest potężna

Bloomberg
Polak zarabia netto przeciętnie 640 euro mniej niż Niemiec wykonujšcy tę samš pracę i to już po uwzględnieniu siły nabywczej pienišdza.

Luka w płacach między wschodem a zachodem Europy wydaje się czymœ oczywistym i miałaby wynikać z różnych kosztów życia (niższych w naszym regionie) i różnej produktywnoœci (też niższej w naszym regionie). Eksperci ETUI, instytutu badawczego afiliowanego przy europejskiej centrali zwišzków zawodowych, potwierdzili istotnš lukę, ale zauważyli zaskakujšce prawidłowoœci. Różnica w płacach jest znaczšca, nawet gdy wzišć pod uwagę siłę nabywczš pienišdza. A roœnie dodatkowo, gdy dane skorygować o wiele istotnych czynników, jak struktura gospodarki, wykształcenie pracowników itp. Innym słowy Polak zarabia œrednio 639 euro mniej niż Niemiec, a w przypadku dokładnie takiej samej pracy luka wynosi 669 euro.

Badanie przeprowadzono w 11 państwach naszego regionu: Polsce, Litwie, Łotwie, Estonii, Czechach, Słowacji, Węgrzech, Słowenii, Chorwacji, Bułgarii i Rumunii. Najmniejsza jest luka płacowa na Litwie, największa – w Rumunii.

Inżynier najbardziej poszkodowany

To jednak wynik œredni, bo sš różnice między sektorami wewnštrz krajowej gospodarki. W Polsce, podobnie jak w innych krajach Europy Œrodkowo-Wschodniej, relatywnie mniej poszkodowani sš pracownicy mniej wykwalifikowani, pracujšcy w takich sektorach, jak hotele, restauracje czy sprzedaż. Natomiast luka płacowa jest większa dla pracowników wykwalifikowanych, jak np. inżynierowie.

– W krajach zachodnich dużo większa jest rozpiętoœć płac, więc gorzej wykwalifikowani pracownicy zarabiajš dużo mniej niż lepiej wykwalifikowani – tłumaczy w rozmowie z „Rzeczpospolitš" Agnieszka Piasna, współautorka badania. Według niej pewne znaczenie może mieć ponadgraniczna mobilnoœć pracowników, ale w tym raporcie tego nie badano. Mobilnoœć rozumiana w tym sensie, że do Niemiec przyjeżdżajš mniej wykwalifikowani pracownicy z Polski czy Ukrainy, i oni dodatkowo obniżajš tam płace w tej kategorii zawodów.

Zdaniem ekspertki generalnie na znaczšcš lukę płacowš wpływa brak uzwišzkowienia w Europie Œrodkowo-Wschodniej. – Bardzo mało jest tam porozumień sektorowych czy na poziomie zakładu pracy – zauważa. Rzeczywiœcie, gdy spojrzeć na dane z Europejskiego Badania Warunków Pracy, sporzšdzanego co pięć lat przez unijnš agencję Eurofound, widać różnice w reprezentacji pracowniczej między starymi i nowymi państwami UE. W tej drugiej grupie tylko w Słowenii więcej niż połowa pracowników ma w swoim zakładzie jakšœ formę reprezentacji - zwišzek zawodowy, czy radę pracowniczš. Pozostałe kraje naszego regionu majš wskaŸnik poniżej 50 proc., przy czym Polska ma najniższy – tylko 27 proc. Z drugiej strony cała Europa Zachodnia, z wyjštkiem Portugalii, znalazła się powyżej 50 proc. (co jest unijnš œredniš), a najwyższy wskaŸnik jest w krajach nordyckich: Szwecji, Finlandii i Danii.

Eksperci ETUI nie zgadzajš się z tezš, że podwyższenie płac zniszczyłoby konkurencyjnoœć polskiej gospodarki. – Niemcy dalej sš konkurencyjne, ale nie niskimi płacami, tylko wartoœciš dodanš. Udowodniony jest wpływ wyższych płac na innowacyjnoœć, bo pracodawcom opłaca się inwestować w pracowników. Co gorsza w Polsce ten model niskiej płacy obejmuje wszystkie sektory – uważa Piasna. Zwraca też uwagę, że płace nie wyrównajš się w sposób naturalny. – Jak widać, po 27 latach transformacji płace się nie wyrównały. Potrzebna jest interwencja, a w szczególnoœci wzrost reprezentacji pracowniczej – uważa ekspertka.

Koniec prostych rezerw

Komisja Europejska w ostatnich ocenach polskiej gospodarki zwracała uwagę, że wyczerpujš się proste rezerwy wzrostu poprzez konkurencyjnoœć opartš na niskich płacach. W jednym z raportów na temat Polski wskazywała także na zgubny wpływ rozpowszechnionych kontraktów czasowych. Sš dane potwierdzajšce, że firmy używajšce ich częœciej (a w Polsce ten wskaŸnik jest najwyższy w UE) mniej inwestujš w badania i rozwój.

Badanie ETUI dobrze wpisuję się w politykę Komisji Europejskiej. Jej przewodniczšcy Jean-Claude Juncker obiecał realizację haseł społecznych. Na razie chodzi o tę samš płacę za tę samš pracę w tym samym miejscu, czyli faktycznie o pracowników delegowanych. KE zaproponowała, a państwa członkowskie prawdopodobnie przyjmš, nowelizację dyrektywy podnoszšcš wynagrodzenie dla takich pracowników.

Opinie

Stanisław Gomułka, główny ekonomista BCC

Wzrost płac w Polsce znacznie przyspieszył w tym roku i możliwe, że na koniec roku sięgnie 6–8 proc. Przy inflacji rzędu 2 proc. oznacza to realny wzrost wynagrodzeń o 4–6 proc. Czy to już może zaszkodzić gospodarce i firmom? Mamy tu dwa scenariusze. Pierwszy scenariusz, pozytywny, w którym przedsiębiorstwa utrzymujš swojš rentownoœć dzięki niesłabnšcemu popytowi, a inflacja roœnie tylko umiarkowanie. I drugi, negatywny – gdy dochodzi do spirali płacowo-inflacyjnej, czego efektem byłoby gwałtowne schłodzenie gospodarki, a nawet recesja. Taki scenariusz to ostrzeżenie, że jedyny sposób na gonienie Europy Zachodniej pod względem poziomu płac to gonienie Europy pod względem wzrostu produktywnoœci pracy.

Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu

W I kw. tego roku nominalne godzinowe koszty pracy w Polsce wzrosły o 2,8 proc., w II zaœ kwartale już o 8,3 proc. To już bardzo dynamiczny wzrost, co gorsza niewspółmierny do wzrostu wydajnoœci. Musi to w oczywisty sposób doprowadzić doprowadzić do utraty naszej dotychczasowej przewagi konkurencyjnej, czyli niskich kosztów pracy. Pytanie tylko kiedy? Kiedyœ uważano, że zajmie to dekady, teraz okazuje się, że ta nasza konkurencyjnoœć płacowa szybko się wyczerpuje i podmywa konkurencyjnoœć gospodarki. Receptš na to jest znaczšcy wzrost wydajnoœci, ale to już zmiana o charakterze strukturalnym. Mało kto się tym jednak zajmuje. Rzšd cieszy się tylko z dynamiki płac, wzrostowi produktywnoœci nie poœwięca wiele uwagi.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL