Wybory we Francji

Wybory we Francji: Powrót polskiego hydraulika

Marine Le Pen w rozmowie z pracownikami Whirlpoola obiecała, że jeśli zostanie prezydentem, nie dopuści do likwidowania miejsc pracy we Francji przez przenoszenie ich do Polski
AFP
Polska znów w niewdzięcznej roli kraju, który odbiera pracę Francuzom. Zyskuje na tym Le Pen.

Sprawa jest dla Emmanuela Macrona wyjątkowo delikatna. Nie tylko dotyczy jego rodzinnego Amiens. Także może łatwo zostać wykorzystana przez skrajnie prawicową rywalkę w drugiej turze wyborów prezydenckich jako dowód, że rzekomo promowana przez jej oponenta „dzika globalizacja" niszczy miejsca pracy. W styczniu amerykański koncern Whirlpool ogłosił, że do końca 2018 r. zlikwiduje swoją fabrykę w Pikardii i przeniesie produkcję suszarek do Łodzi. Pracę ma stracić ostatnich 290 pracowników, którzy przetrwali serię restrukturyzacji.

Lider En Marche! dotrzymał co prawda danego w czasie debaty telewizyjnej słowa i pojechał w środę do Amiens, ale odwlekał spotkanie z załogą. Rano ograniczył się do rozmów z przywódcami lokalnych związków zawodowych w siedzibie Izby Handlowej w centrum miasta.

W tym czasie, niezapowiedziana, na parkingu przed zakładami Whirlpoola, gdzie trwała pikieta strajkujących, pojawiła się Marine Le Pen.

– Jestem tu, gdzie powinnam być, wśród ofiar polityki, którą proponuje pan Macron – rzuciła, gdy tłum skandował „Marine Presidente!". – On spotyka się z dwiema, trzema osobami w dobrze chronionych salonach. Reprezentujemy dwie zupełnie różne wizje – dodała.

Macron, do tej pory liberał, który jako menedżer w banku Rotschilda zarobił 3 mln euro na pośrednictwie w zakupie przez Nestle oddziału odżywek dziecięcych Pfizera, w Amiens zamienił się w zwolennika protekcjonizmu. – Ta sytuacja jest nie do zaakceptowania. Nie pogodzę się z tym, że te zakłady są przenoszone. Musimy więc znaleźć dla nich jakiegoś nowego inwestora – rzucił Macron.

„Polski hydrualik", symbol pracowników z nowych krajów Unii, którzy mieli odbierać w ramach „samozatrudnienia" pracę Francuzom, wydatnie przyczynił się do porażki referendum w sprawie europejskiej konstytucji w 2005 r. Czy i tym razem wizerunek naszego kraju zostanie wykorzystany przez zwolenników zniszczenia Unii, czyli obóz Le Pen?

– W takich momentach pojawia się Polska, bo jest największym z nowych krajów Unii i Francuzi mniej więcej wiedzą, o kogo chodzi. Przed poszerzeniem Wspólnoty francuscy politycy nie wyjaśnili naszemu społeczeństwo, po co to poszerzenie zostało przeprowadzone. Zaś francuscy przedsiębiorcy nigdy nie zrozumieli, że gdy do Unii przyjmuje się kraje o kilka razy niższych kosztach pracy, to trzeba przenieść tam najprostszą część produkcji, jak to zrobili Niemcy. Dziś owocem tego podwójnego zaniechania jest wizja Polski jako państwa, które zagraża dobrobytowi Francji – mówi „Rz" Pierre Verluise, wydawca portalu o polityce międzynarodowej Diploweb.

Związkowcy z zakładów w Amiens Patrice Sinoquet i Francois Gorlia pojechali wraz z dziennikarzami znanej audycji telewizyjnej „Envoyé Spécial", aby zobaczyć, jak wyglądają warunki pracy w zakładach Whirlpoola w Łodzi. Choć nie udało im się wejść do środka, opisują w lokalnym piśmie „Courrier Picard", jak spawacz z 12-letnim doświadczeniem zarabia miesięcznie 447 euro, 2,79 euro na godzinę.

– To trzy razy mniej niż we Francji. Dziś rozumiemy, dlaczego szefowie postanowili przenieść produkcję – mówi Sinoquet. Jego zdaniem, jeśli pracownicy w Polsce są chorzy, odbiera im się płatny urlop.

– Ale Polacy są też pełni obaw o przyszłość. Wiedzą, że kosztują znacznie więcej niż Ukraińcy, którzy są bardzo liczni w Polsce. Za trzy–cztery lata mogą więc znaleźć się w naszej sytuacji – mówi Gorlia.

Bardziej niż z winy konkurencji nowych krajów Unii produkcja we Francji zanika z powodu najwyższych w zjednoczonej Europie obciążeń przedsiębiorstw, z których trzeba m.in. opłacać armię 6 mln urzędników. Innym problemem są sztywne regulacje rynku pracy, które ograniczają czas zatrudnienia do 35 godzin tygodniowo i uniemożliwiają zwolnienia zbędnych pracowników. To chce zmienić Macron, ale w kampanii wyborczej z tym programem może zostać zepchnięty do defensywy.

– Zwracam się do wyborców Jeana-Luca Mélenchona: czy wy, którzy głosowaliście na „Francję niepokorną" (hasło wyborcze kandydata radykalnej lewicy, który zdobył w pierwszej turze 19 proc. głosów – red.) rzeczywiście chcecie głosować na Francję całkowicie podporządkowaną? – pytała we wtorek w telewizji TF1 Le Pen. A w środę w całym kraju pojawiły się plakaty z podobiznami obu polityków, hasłem „wspólna przyszłość" i wypunktowanymi wspólnymi celami skrajnej prawicy i lewicy: wyjście z Unii i NATO, walka z „uberyzacją" społeczeństwa, wstrzymanie reformy rynku pracy, skasowanie dyrektywy o pracownikach delegowanych. W ramach tej ostatniej z żadnego kraju nie przyjeżdża pracować do Francji tyle osób co z Polski.

 

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL