Gmina Powidz w woj. wielkopolskim jako pierwsza podjęła uchwałę w sprawie obniżenia stawek z tytułu wycinki drzew i krzewów. W ślad za nią idą inne mniejsze samorządy.
Większość dużych miast, jak Wrocław, Warszawa czy Kraków, chce jednak utrzymać maksymalne stawki za wycinkę. Wyłamuje się tylko Gdańsk.
Wysokie stawki
Od 1 stycznia 2017 r. obowiązują nowe zasady wycinki. Nie są korzystne dla prowadzących działalność gospodarczą. Znowelizowana ustawa o ochronie przyrody wprowadziła bowiem bardzo wysokie opłaty za usunięcie drzewa. Aby obliczyć wysokość opłaty, obwód pnia na wysokości 130 cm mnoży się przez 500. Gatunek drzewa nie ma znaczenia.
– Do 31 grudnia stawki były bardziej zróżnicowane, m.in. ze względu na gatunek drzewa i miejsce, w którym rosło – tłumaczy Rafał Dębowski, adwokat. – Za rzadkie, szlachetne gatunki płaciło się więc znacznie więcej niż za pospolite – dodaje.
Wprowadzenie jednej stawki spowodowało więc, że opłaty poszły ostro w górę. Przykładowo teraz inwestor za wycięcie klonu zwyczajnego o obwodzie pnia 161 cm płaci aż 80 500 zł, a w ubiegłym roku kosztowało to tylko 9070 zł. Za wycięcie więc kilku drzew pod inwestycję trzeba zapłacić kilka milionów. Deweloperzy uważają, że może to podnieść koszty inwestycji, w tym ceny mieszkań.
– Gdzie tu logika – zastanawia się mec. Dębowski. – Z jednej strony ustawodawca pozwolił na wycinkę bez zezwolenia na prywatnych posesjach, a z drugiej blokuje uczciwym przedsiębiorcom inwestycje – mówi.
Nowe przepisy przewidują jednak, że rady gmin mogą uchwalić swoją stawkę, niższą od wynikającej z ustawy o ochronie przyrody. Zależy to jednak od ich dobrej woli.
Pierwsze uchwały
Uchwałę podjęli już radni z Powidza. Zdecydowali się obniżyć stawkę. Za wycięcie drzewa o obwodzie pnia 161 cm inwestor zapłaci 9660 zł.
Zaawansowane są też prace nad uchwałą w Gryfinie. W tym mieście stawki będą zależeć od gatunku drzew i obwodu pnia (na wysokości 130 cm) i tylko w niektórych przypadkach wyniosą tyle, ile wynosi maksymalna stawka z ustawy.
Nad swoimi uchwałami pracują też Białystok i Gdańsk.
– Chcemy dbać o przyrodę, nie możemy też zapominać o inwestorach – mówi Dariusz Wołodźko z Urzędu Miasta w Gdańsku. – Radni mają rozpocząć prace nad uchwałą ustalającą stawki w granicach zdrowego rozsądku pod koniec kwietnia.
Inaczej na problem patrzy stolica.
– Obowiązujące od stycznia przepisy są zbyt liberalne, co widać gołym okiem. Wszędzie na prywatnych nieruchomościach dochodzi do masowych wycinek – mówi Bartosz Milczarczyk z warszawskiego ratusza. – Nie chcemy więc obniżać stawek za wycinkę związaną z działalnością gospodarczą.
Podobnie uważa się w podwarszawskim Legionowie.