Tenis

Awansujemy szybko

Łukasz Kubot w parze z Mateuszem Kowalczykiem zdobyli jedyny punkt dla Polski w przegranym meczu ze Słowacją. Tym samym spadliśmy do II grupy euro-afrykańskiej
Fotorzepa
Mariusz Fyrstenberg o niepowodzeniu reprezentacji Polski w Pucharze Davisa i życiu po życiu tenisisty zawodowego.

Rz: Po porażce ze Słowacją w Pucharze Davisa spadliśmy do tenisowej III ligi. Dlaczego?

Mariusz Fyrstenberg: Nie będę narzekał na trudne losowanie, choć takie było. Słowacy to porządna drużyna. Pech polegał na tym, że nasz najlepszy singlista Jurek Janowicz zmaga się od dawna z kontuzjami i w minionym tygodniu, w tym samym czasie, co mecz w Bratysławie, miał w Szczecinie jedną z ostatnich szans, by odbić się w rankingu w dobrą stronę. W pewien sposób rozumiem, że nie zagrał dla reprezentacji. Druga sprawa – panie mogą grać w tenisa na wysokim poziomie w młodszym wieku. U panów, jeśli nie nazywają się Federer lub Nadal, proces dojrzewania trwa dłużej. Hubert Hurkacz i Kamil Majchrzak muszą mieć czas na okrzepnięcie w reprezentacji. Znam to, przechodziłem przez to: w Pucharze Davisa grasz dla kraju, jest o wiele większa presja, to miejsce, w którym tenisista staje się mężczyzną.

I sądzi pan, że jak wróci Janowicz, jego młodsi koledzy dojrzeją, to będzie lepiej?

Przypominam, że nasz debel będzie długo mocny, bo Marcin Matkowski i Łukasz Kubot nie kończą karier, jeszcze przez lata będą grali na wysokim poziomie – przy okazji gratulacje dla Mateusza Kowalczyka za udany debiut. Problem oczywiście jest w singlu. Z liderem Janowiczem w formie i dwójką zdolnych chłopaków, których możliwości oceniam na pierwszą setkę rankingu – nadal możemy wejść do Grupy Światowej. Spadek do grupy II euro-afrykańskiej nie odpowiada naszym umiejętnościom. Wyjdziemy szybko z tej grupy, nawet w składzie z Bratysławy. Ale żeby tak się stało, potrzebujemy Jurka grającego na poziomie co najmniej pierwszej pięćdziesiątki na świecie.

Optymista z pana...

Jestem optymistą, bo porównuję wiek naszej drużyny z innymi i wychodzi, że wciąż jesteśmy młodsi. Nie martwię się, bo rywale w grupie nie są silni i mamy rewelacyjny debel. Pamiętam czasy, sprzed 15 lat, gdy graliśmy w III grupie euro-afrykańskiej, z Malediwami czy Mauritiusem, i wtedy marzyliśmy choć o jednym takim zawodniku jak Majchrzak lub Hurkacz.

Nie korci pana zostać kiedyś kapitanem reprezentacji w Pucharze Davisa?

Oczywiście, że myślę o tym, żeby być blisko chłopaków, ale teraz jest na to za wcześnie. Mam jeszcze duży wstręt do podróży i życia w hotelach. Pewnie to minie, ale na razie chciałbym od tego odpocząć. Ale Puchar Davisa to jedna z moich naturalnych dróg.

Podobają się panu zmiany w rozgrywkach daviscupowych?

Skrócenie meczów singlowych do dwóch wygranych setów to dobra zmiana. Jeśli któraś z gwiazd odmawiała startu, to głównie z powodu groźby rozgrywania pięciosetówek. Ten powód znika. Nie dziwię się, że nie przeszedł pomysł z rozgrywkami drużynowymi w jednym miejscu. Jednak tenis to także biznes, telewizje i sponsorzy wolą, by wydarzeń było więcej niż mniej. Jestem rozczarowany, że nie zatwierdzono zmiany polegającej na obowiązku rozgrywania ostatniego meczu, nawet gdy wynik całego spotkania jest już rozstrzygnięty. Trzeba przecież myśleć także o widzach, którzy zapłacili za bilety. Dla rezerwowego, zwykle jakiegoś młodego tenisisty, to też jest pewna korzyść, nawet takie spotkanie o nic, ale przy pełnych trybunach.

Koniec pańskiej kariery sportowej to początek czego?

Na pewno zostanę przy tenisie. Mam już kilka obiecujących projektów. Najpierw technologiczny – już za miesiąc startujemy z aplikacją, nazywa się Matcher, łączy kluby tenisowe, ludzi chętnych do gry i trenerów. Dzięki niej zyska każda ze stron, bo likwidujemy liczne przeszkody, także obawy początkujących w tenisie, podpowiemy, z kim, kiedy, gdzie i za ile można zagrać w każdym regionie kraju. Choć to może hobbystyczna sprawa, to bardzo mnie cieszy ten pomysł, bo zapełniamy lukę na rynku. Na pewno będę dalej wspierał z BNP Paribas akcję „Dzieciaki do rakiet", mam nadzieję na długą współpracę.

To teraz, a za rok, dwa, trzy?

Chciałbym za pewien czas pracować w akademii tenisowej, ale bardziej zarządzając nią, niż biegając z rakietą po korcie. Sądzę, że za półtora roku, może dwa lata, powstanie takie miejsce w Warszawie, w którym mógłbym się odnaleźć w takiej roli. Mogę też ujawnić na zachętę, ale zachowując szczegóły w tajemnicy, że prawdopodobnie w przyszłym roku pojawi się w Polsce nowy turniej tenisowy z kalendarza ATP. Więcej powiem za kilka tygodni, gdy będzie wiadomo, czy wszystko się uda. ©?

—rozmawiał Krzysztof Rawa

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL