Społeczeństwo

Uzależnienie od gier jest chorobą

pexels.com
Mężczyźni częściej grają strategicznie i przepuszczają majątek, kobiety wolą grać na telefonie. Obie płcie potrafią jednak wpaść w ciąg, WHO chce wpisać uzależnienie od gier na listę chorób.

Od 2018 r. lista chorób psychicznych się wydłuży. Światowa Organizacja Zdrowia chce, by trafiło na nią także uzależnienie od gier komputerowych i wideo. Specjaliści twierdzą, że jest to obecnie jeden z największych problemów, z jakimi borykają się osoby, które używają technologii w nieodpowiedni sposób.

Szacuje się, że w Polsce jest niemal 16 mln graczy, a uzależniony może być nawet co szósty z nich. To aż 2,5 mln osób.

Jak tłumaczy prof. Bartosz Łoza, kierownik Kliniki Psychiatrii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, uzależnienie od gier może przybierać dwie formy. Jedna obliczona jest na zmniejszenie napięcia, (tak jak masturbacja), a druga przybiera formę hazardu. – Przywożono mi do szpitala osoby, które chciały popełnić samobójstwo, bo przegrały wszystko, grając w internecie. Dlaczego branża prawie nie protestowała, gdy zdelegalizowano jednorękich bandytów? Bo przenieśli się do internetu, gdzie mogą działać praktycznie bez kontroli – tłumaczy prof. Łoza.

Ekspert dodaje, że wśród pacjentów uzależnionych od gier najwięcej jest mężczyzn, i to w każdym wieku. – Częściej wybierają gry strategiczne na szerszym ekranie. Bywa, że pół dnia grają w bitcoina, a drugie pół zabijają kosmitów. Panie częściej grają na smartfonach w proste gry typu „Angry Birds". Od tego też się można uzależnić – ostrzega prof. Łoza.

Uzależnienie od gier jest coraz bardziej widoczne u młodych ludzi. Ma z tym problem ośmiu na dziesięciu pacjentów prof. Mariusza Jędrzejki, pedagoga i terapeuty uzależnień.

Podobnie jest w Mazowieckim Centrum Neuropsychiatrii w Zagórzu. – Trafia do nas coraz więcej pacjentów z uzależnieniami, zwłaszcza od dopalaczy. Ale pojawiają się też tacy, którzy są uzależnieni od gier, smartfonów czy mediów społecznościowych – mówi Michał Stelmański, prezes placówki.

Skąd się to bierze? – Z mojej praktyki wynika jednak, że to zwykle konsekwencja innych problemów: zaburzeń osobowości, w relacjach z innymi czy też w skrajnych przypadkach poważniejszych chorób, np. schizofrenii. Kiedy przychodzi do mnie pacjent z rodzicami, pierwszym problemem, jaki przedstawiają, jest uzależnienie od komputera czy gier. Potem jednak często się okazuje, że stoi za tym coś więcej – mówi prof. Agata Szulc, prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

I dodaje, że to uzależnienie może przybrać ostrą formę, np. rezygnację z jedzenia, snu, mycia się czy korzystania z toalety. – Taki stan może przypominać ciąg alkoholowy – mówi obrazowo prof. Szulc.

Ale choć sprawa jest poważna, Mariusz Jędrzejko ma wątpliwości, czy należy to zaburzenie umieścić na liście chorób. – Myślę, że to efekt tego, że brakuje nam narzędzi, by z tym zaburzeniem walczyć. Uznanie za chorobę psychiczną ułatwi na przykład finansowanie leczenia osób, które mają z tym problem – tłumaczy Jędrzejko.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL