Społeczeństwo

Sylwia Spurek: Bicia nie da się usprawiedliwić

Sylwia Spurek, zastępczyni rzecznika praw obywatelskich
tv.rp.pl
Ofiary przemocy z tzw. normalnych domów wstydzą się wzywać policję – mówi Sylwia Spurek, zastępczyni RPO.

Rzeczpospolita: Rozpoczyna się akcja „16 dni przeciwdziałania przemocy ze względu na płeć". Dlaczego w tym czasie mówi się głównie o kobietach, skoro ofiarami bywają też mężczyźni i dzieci?

Sylwia Spurek, zastępczyni rzecznika praw obywatelskich: Chcemy pokazać, że konkretne formy przemocy, jak seksualna i w rodzinie, dotykają przeważnie kobiety. Wskazują na to zarówno policyjne statystyki, jak i wiele badań. Kobiety są w 90 proc. ofiarami przestępstw o charakterze seksualnym. Z kolei jeśli chodzi o przemoc domową, to w 60 proc. ofiarami są kobiety, w 30 proc. – dzieci.

Kilka dni temu odbył się pogrzeb 3,5-letniego Tomka z Grudziądza, zakatowanego przez ojczyma. Chociaż te sprawy są głośnie, są to jednostkowe przypadki.

W ogóle nie powinno się to zdarzyć. Jeśli do tego dochodzi, to oznacza, że gdzieś zawiódł system i jest to bardzo poważnym problemem państwa. Przemoc wobec dzieci jest pochodną wysokiego przyzwolenia u nas na stosowanie kar cielesnych. Na szczęście w ostatnich latach to się zmienia i Polacy częściej reagują na przemoc wobec najmłodszych.     

Szkoda, że zbyt rzadko na bicie dziecka reagują matki.

Społeczeństwo zawsze surowo je ocenia. Niewielu zwraca jednak na to uwagę, że często ona jest także ofiarą przemocy ze strony męża lub konkubenta i boi się zareagować.

Agencja Praw Podstawowych UE policzyła, że przemocy doświadczyło 19 proc. kobiet, czyli ok. 4 mln Polek.

Sami badacze publikując te dane zaznaczyli, że liczba ta w Polsce może być zaniżona. Porównując wyniki w różnych krajach można zauważyć, ofiarami przemocy częściej są np. Szwedki. Ale to wcale nie oznacza, że u nas kobiety traktowane są lepiej, a raczej to, że zdecydowanie rzadziej przypadki przemocy wobec kobiet są zgłaszane. Szwedki mają pewność, że pomoc otrzymają. W Polsce problemy ofiary często są bagatelizowane, a policja przyjeżdżająca na interwencję do bitej kobiety pyta ją, co takiego zrobiła, że dostała. Tak, jakby bicie kobiety, czy kogokolwiek, można było czymkolwiek usprawiedliwić.

Często się podkreśla, że przemoc występuje w rodzinach o wysokim statusie społecznym. Ale z danych policji za 2016 rok wynika, że niebieskie karty zakładane są najczęściej w Olsztynie, Kielcach i Białymstoku. Czyli w miejscach, gdzie jest bezrobocie i bieda.

Procedura „Niebieskiej Karty” uruchamiana jest często wówczas, gdy dochodzi do przemocy fizycznej i dzwoni się na policję. Ale już gdy do przemocy dochodzi w tzw. dobrych domach, tak łatwo nie wzywa się policji. Kobietom jest wstyd powiedzieć, że ten poważany przez wszystkich mąż je bije, gwałci lub wydziela pieniądze.

Ale o ile kobietom zamożnym i samodzielnym łatwiej jest odejść z domu, w którym jest przemoc, to te biedne często nie mają wyboru. Ostatnio poprawiła się sytuacja kobiet wielodzietnych, które dzięki 500 + zyskują pieniądze, dzięki którym mogą wyprowadzić się od bijącego je mężczyzny.

 

Mówi się o tym, że wsparcie finansowe na drugie i kolejne dziecko to przywracanie godności. To może być także przywracanie godności ofiarom przemocy w rodzinie, jeśli dzięki tym pieniądzom mogą uzyskać profesjonalną pomoc prawną, ale także wynająć dom, wyprowadzić się z dziećmi. 500 + daje im prawo do szczęścia.

Prawo do szczęścia powinno wynikać z tego, że prawodawstwo zabrania znęcania się nad rodziną.

Tyle, że nie zawsze jest ono przestrzegane. Nawet jeśli dojdzie do procesu, to wobec sprawcy orzeka się najczęściej do dwóch lat pozbawienia wolności i to w dodatku w zawieszeniu. Sąd rzadko wydaje zakaz zbliżania się do rodziny lub kieruje takiego mężczyznę na warsztaty korekcyjno-edukacyjne, które mają oduczyć go stosowania przemocy. Finał jest taki, że po pewnym czasie przemoc do takiego domu wraca.

To są jednak sprawy trudne. I trzeba się starać, by nie doszło do rozbicia rodziny.

Ale w ten sposób ignorujemy także problem dzieci w tych rodzinach. Jeśli wychowują się w domu, w których jest przemoc, to z jednej strony jej doświadczają i z tego powodu cierpią, ale też uczą się zachowań przemocowych. A w przyszłości często sami wejdą w  związki, w których będzie dochodziło do przemocy lub będą bić swoje dzieci.  

Ostatnio furorę robiła internetowa akcja #meToo – wpis na internetowych profilach kobiet, które doświadczyły przemocy seksualnej. Zaskakująca była skala tej akcji.

Ale mam wrażenie, że wzięły w niej udział przeważnie mieszkanki dużych miast, kobiety wykształcone, pracujące w korporacjach. Zabrakło mieszkanek małych miejscowości, w których o pracę jest trudno i które często muszą znosić szereg upokorzeń, żeby ją utrzymać.

Była też presja na umieszczanie tych wpisów. Bo jeśli koleżanki były molestowane, a ja nie, to znaczy, że jestem brzydka, nieatrakcyjna...

To mit, że brzydkich się nie molestuje. W przemocy seksualnej, w gwałcie nie chodzi o urodę, tylko o władzę i upokorzenie kobiety. Bycie ofiarą molestowania to trauma i krzywda, a nie coś nobilitującego. Doświadczamy niewybrednych komentarzy, zaczepek, nieakceptowanego przez nas dotykania, a najbardziej drastyczną formą przemocy seksualnej jest gwałt. Z dużym zdumieniem obserwuję, jak wiele osób bezpardonowo dotyka brzucha ciężarnej kobiety. Trudno jest się czuć komfortowo.

Wielu mężczyzn zareagowało na tę akcję żartami i pytaniami o to, czy komplementowanie kobiety to już jest molestowanie seksualne.

I sprowadzali dyskusję do absurdu. To wyśmiewanie i trywializowanie traumatycznych często sytuacji jest krzywdzące. Ale warto też podkreślić, że wielu mężczyzn zareagowało na tę akcję inaczej, bo uświadomili sobie, że być może oni też, zupełnie nieintencjonalnie, takich rzeczy się dopuszczali.

Może lepiej by było, gdyby kobiety reagowały na bieżąco, a nie nagle opowiadają o molestowaniu.

Nie zawsze jest miejsce i okoliczności na takie reakcje.  Poza tym kobiety, które takich zachowań doświadczyły, czują się często wobec tego bezradne i w konsekwencji nie robią nic. Choć takie zachowania sprawiają im przykrość.

Problem też w tym, że trudno znaleźć obiektywne kryteria określające molestowanie seksualne.

Molestowaniem jest każde zachowanie nieakceptowane przez osobę, wobec której jest ono skierowane. A jeśli ktoś ma problem z określeniem tego rodzaju zachowań, niech się zastanowi, czy chciałby, aby w taki sposób została potraktowana jego żona albo córka.

 

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL