Mieszkańcy Moskwy protestują przeciw wyburzaniu budunków mieszkalnych

aktualizacja: 16.05.2017, 19:13
Foto: AFP

Tysiące ludzi wyszły na ulice, by protestować przeciw polepszaniu warunków swego życia. Tylko dlatego, że robią to urzędnicy, którym nikt nie ufa.

REDAKCJA POLECA
03.05.2017
Niemiecka prasa o wizycie Angeli Merkel w Moskwie: Putin pozostał Putinem
25.04.2017
Rosja pokaże, że walczy z korupcją
15.04.2017
Minister spraw zagranicznych Mołdawii Andrei Galbur: Głosuj na mnie, twoje jabłka pojadą do Rosji
kancelarierp.pl
Stwórz swoją umowę - szybko i profesjonalnie!
kariera
5 idealnych zdrowych przekąsek w biurze

Największy od co najmniej sześciu lat wiec w rosyjskiej stolicy zebrał przeciwników burzenia „chruszczowek" – budynków mieszkalnych, postawionych ponad 60 lat temu za czasu rządów Nikity Chruszczowa.

Budowano je pospiesznie i – jak to w ZSRR – niechlujnie. Ale w czasach Chruszczowa stanowiły dla swoich mieszkańców symbol awansu materialnego. Przeprowadzali się do nich ludzie z „komunałek": dużych mieszkań, do których po 1918 roku z kolei przesiedlono najbiedniejszych oraz aktywistów nowego reżimu. W wielopokojowych mieszkaniach jedna rodzina dostawała jeden pokój, a łazienka i kuchnia były wspólne.

Tak mieszkało całe pokolenie w ZSRR, w którym do czasów Chruszczowa prawie nie stawiano nowych budynków mieszkalnych. Dlatego „chruszczowki" były cywilizacyjnym skokiem. Ale już w chwili budowy okres ich eksploatacji określono na 20 lat. Niezależnie od norm technologicznych, zgodnie z partyjną doktryną czasów Chruszczowa po tym okresie miał nadejść wreszcie okres komunizmu. A wtedy wszyscy dostaliby „według potrzeb".

Ale nie dostali i z roku na rok kilkanaście tysięcy budynków w rosyjskiej stolicy stawało się coraz większym problemem. Mer stolicy postanowił obecnie połączyć konieczne z przyjemnym i za pomocą programu wyburzeń „chruszczowek" i przesiedlenia mieszkańców do lepszych domów zyskać wreszcie w Moskwie przychylność dla władz miasta, a przede wszystkim dla Kremla. Stolica bowiem (tak jak i Petersburg) tradycyjnie zachowuje dystans wobec Putina, a za rok w Rosji odbędą się wybory prezydenckie.

Do wyburzenia przeznaczono 4,5 tys. budynków znajdujących się w najgorszym stanie. Ale ich mieszkańcy gwałtownie zaprotestowali. Moskwa niechętnie odnosi się do rządzącego obecnie Rosją sojuszu urzędników i biznesmenów, a teraz właśnie oni mieli ją uszczęśliwić. Na ulice wyszło około 20 tysięcy osób – również w obronie swych praw własności naruszanych przez urzędowych uszczęśliwiaczy. Wystraszone władze (za rok wybory) zgodziły się na manifestację, ale pod warunkiem jej „apolityczności" – odcięcia się od opozycji. W rezultacie takich umów z władzami na wezwanie organizatorów policja usunęła z wiecu Aleksieja Nawalnego. W zamian uzyskano czasowe wstrzymanie programu wyburzeń. ©?

POLECAMY

KOMENTARZE