Mieszkańcy Moskwy protestują przeciw wyburzaniu budunków mieszkalnych

aktualizacja: 16.05.2017, 19:13
Foto: AFP

Tysiące ludzi wyszły na ulice, by protestować przeciw polepszaniu warunków swego życia. Tylko dlatego, że robią to urzędnicy, którym nikt nie ufa.

REDAKCJA POLECA

Największy od co najmniej sześciu lat wiec w rosyjskiej stolicy zebrał przeciwników burzenia „chruszczowek" – budynków mieszkalnych, postawionych ponad 60 lat temu za czasu rządów Nikity Chruszczowa.

Budowano je pospiesznie i – jak to w ZSRR – niechlujnie. Ale w czasach Chruszczowa stanowiły dla swoich mieszkańców symbol awansu materialnego. Przeprowadzali się do nich ludzie z „komunałek": dużych mieszkań, do których po 1918 roku z kolei przesiedlono najbiedniejszych oraz aktywistów nowego reżimu. W wielopokojowych mieszkaniach jedna rodzina dostawała jeden pokój, a łazienka i kuchnia były wspólne.

Tak mieszkało całe pokolenie w ZSRR, w którym do czasów Chruszczowa prawie nie stawiano nowych budynków mieszkalnych. Dlatego „chruszczowki" były cywilizacyjnym skokiem. Ale już w chwili budowy okres ich eksploatacji określono na 20 lat. Niezależnie od norm technologicznych, zgodnie z partyjną doktryną czasów Chruszczowa po tym okresie miał nadejść wreszcie okres komunizmu. A wtedy wszyscy dostaliby „według potrzeb".

Ale nie dostali i z roku na rok kilkanaście tysięcy budynków w rosyjskiej stolicy stawało się coraz większym problemem. Mer stolicy postanowił obecnie połączyć konieczne z przyjemnym i za pomocą programu wyburzeń „chruszczowek" i przesiedlenia mieszkańców do lepszych domów zyskać wreszcie w Moskwie przychylność dla władz miasta, a przede wszystkim dla Kremla. Stolica bowiem (tak jak i Petersburg) tradycyjnie zachowuje dystans wobec Putina, a za rok w Rosji odbędą się wybory prezydenckie.

Do wyburzenia przeznaczono 4,5 tys. budynków znajdujących się w najgorszym stanie. Ale ich mieszkańcy gwałtownie zaprotestowali. Moskwa niechętnie odnosi się do rządzącego obecnie Rosją sojuszu urzędników i biznesmenów, a teraz właśnie oni mieli ją uszczęśliwić. Na ulice wyszło około 20 tysięcy osób – również w obronie swych praw własności naruszanych przez urzędowych uszczęśliwiaczy. Wystraszone władze (za rok wybory) zgodziły się na manifestację, ale pod warunkiem jej „apolityczności" – odcięcia się od opozycji. W rezultacie takich umów z władzami na wezwanie organizatorów policja usunęła z wiecu Aleksieja Nawalnego. W zamian uzyskano czasowe wstrzymanie programu wyburzeń. ©?

POLECAMY

KOMENTARZE