Polacy chętnie kupują broń i sprzęt wojskowy od armii

aktualizacja: 09.02.2016, 09:10
Największą popularnością cieszą się kałasznikowy
Największą popularnością cieszą się kałasznikowy
Foto: Fotorzepa, Roman Bosiacki

Sprzedaż uzbrojenia i sprzętu wojskowego z demobilu bije rekordy.

REDAKCJA POLECA
23.07.2016
Hiszpania: Aresztowano polskiego szefa szajki handlującej bronią
15.03.2016
Grzybiarze, mundury zdjąć!
22.02.2016
Stany Zjednoczone największym eksporterem broni na świecie
08.02.2016
Kiedyś chciałem zdobyć czołg
Kariera.pl
Kiedy mam prawo do pierwszego urlopu?
kancelarierp.pl
Stwórz swoją umowę - szybko i profesjonalnie!

Rekordową ilość broni i amunicji wycofywanej z jednostek wojskowych, Straży Granicznej i policji sprzedała w ubiegłym roku Agencja Mienia Wojskowego (AMW). To prawie 67 tys. sztuk broni (o 7 tys. więcej niż rok wcześniej) oraz niemal milion sztuk różnego rodzaju amunicji. Najpopularniejsze są kałasznikowy (sprzedano ponad 25 tys.) i pistolety P-64 (ponad 13,3 tys.).

Zakupy z demobilu robią przedsiębiorcy i firmy, które zajmują się obrotem bronią, amunicją oraz wyrobami i technologią o przeznaczeniu wojskowym lub policyjnym. By wziąć udział w przetargach agencji, trzeba mieć koncesję. – Zainteresowaniem cieszy się cały asortyment – mówi Małgorzata Weber, rzeczniczka AMW. Odmawia jednak podania szczegółów, w tym np. ceny poszczególnych egzemplarzy i wartości kontraktów – są one niejawne z uwagi na tajemnicę przedsiębiorcy.

Co wiadomo o kupujących? – W większości są to firmy polskie, ale jest też kilka zagranicznych, m.in. z Czech, Austrii i USA. Zwykle na liście naszych klientów znajduje się ok. 25–30 firm rocznie – wyjaśnia Weber.

Agencja w ciągu ostatnich pięciu lat zarobiła na wyprzedaży ponad 316 mln zł, przy czym w ubiegłym roku padł rekord – 62,36 mln zł (dla porównania w 2010 r. było to 42,8 mln). 93 proc. zysku ze sprzedaży trafia do armii i innych służb mundurowych – do Funduszu Modernizacji Sił Zbrojnych i Funduszu Modernizacji Bezpieczeństwa Publicznego.

Agencja nie wie, co dokładnie się dalej dzieje z wojskowym sprzętem, nie sprzedaje go także osobom fizycznym (choć ustawa dopuszcza taką możliwość), bo woli hurtową sprzedaż na rzecz koncesjonowanych, a więc sprawdzonych podmiotów. Wiadomo jednak, że z drugiej ręki sprzęt kupują kolekcjonerzy broni i miłośnicy militariów. Na grupy paramilitarne panuje wręcz moda, a MON na serio zabrał się do wmontowywania ich w system obrony państwa.

Ogromne zainteresowanie Polaków bronią potwierdzają policyjne statystyki. Choć praktycznie nie zmienia się liczba pozwoleń na broń (ma je w Polsce blisko 200 tys. osób), w ostatnim roku niemal podwoiła się liczba wydanych zezwoleń na posiadanie broni w celach kolekcjonerskich – z 1520 w 2014 r. do prawie 3200. W posiadaniu Polaków jest niemal 13,5 tys. sztuk broni kolekcjonerskiej (w 2014 r. – ponad 8,3 tys.). Spadła natomiast aż o 10 tys. liczba zezwoleń na broń w celu ochrony osobistej, bo coraz trudniej je uzyskać. Trzeba m.in. wykazać uzasadnione obawy o życie.

W internecie kwitnie handel rzeczami z demobilu – od hełmów przez kamizelki kuloodporne aż po broń. Co ważne, rzeczy ruchome koncesjonowane, a więc sprzęt czy uzbrojenie, sprzedawane przez agencję nie są pozbawione cech bojowych. – Stąd wymóg posiadania koncesji – podkreśla rzeczniczka.

Handlujący na tym rynku niechętnie o tym mówią. – Jest dobra koniunktura na uzbrojenie nie tylko z polskiej armii. Polacy polubili broń, nawet jeśli ją trzymają tylko na ścianie – mówi nam jeden ze sprzedawców. Jak podkreśla, sprzedaje broń tylko osobom, które mają na nią zezwolenie wydane przez policję. – Nie robimy tego pokątnie, bo stracilibyśmy koncesję na handel i skup – tłumaczy. Czy broń z wojska lub policji trafia do szarej strefy? – Przestępcy i tak, jeśli chcą, dotrą do broni takiej lub innej. Żadne regulacje ich nie powstrzymają, bo dla nich przepisy nie istnieją – mówi nam właściciel jednej z największych firm handlujących nową bronią. Jak podkreśla, broń z demobilu nie jest dla niego konkurencją.

POLECAMY

KOMENTARZE