Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Społeczeństwo

E-palacze nie chcš zmian

Użytkownicy e-papierosów twierdzš, że pomagajš one zerwać z nałogiem
123RF
Za używanie elektronicznych papierosów w miejscach publicznych będš kary – takie plany ma Ministerstwo Zdrowia.

Resort kończy właœnie prace nad nowelizacjš ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych. Uregulowane majš zostać m.in. przepisy dotyczšce e-papierosów. Projekt zakłada, że nie wolno będzie ich używać w miejscach publicznych, zabroniony będzie handel przez internet. Elektronicznych papierosów nie wolno będzie także reklamować.

Użytkownicy e-papierosów protestujš. Ich zdaniem Ministerstwo Zdrowia, zamiast dbać o zdrowie obywateli, narazi 1,5 mln użytkowników na jego utratę.

– Zesłanie nas do palarni, w których kłębić się będzie dym z papierosów konwencjonalnych, zmusi nas do wdychania rakotwórczych substancji, od których uciekaliœmy – argumentujš Robert Głowacz i Patryk Bełzak ze stowarzyszenia użytkowników e-papierosów Waper.

Nowelizacja ustawy, która wkrótce ma trafić pod obrady rzšdu, a póŸniej parlamentu, ma dostosować polskie przepisy do prawa europejskiego – tzw. dyrektywy tytoniowej. Została przygotowana jeszcze przez ekipę Ewy Kopacz.

Prof. Marian Zembala, minister zdrowia w rzšdzie PO, tłumaczy nam, że dostosowanie naszego prawa do dyrektyw UE było warunkiem zagwarantowania Polsce 12 mld zł unijnej dotacji na lata 2015–2020. Pienišdze te majš zostać wydane na służbę zdrowia.

– W sprawie sprzedaży przez internet, sprzedaży nieletnim oraz wszelkich – także internetowych – reklam nie mam wštpliwoœci, że e-papierosy powinny być traktowane tak samo jak papierosy konwencjonalne. Sš szkodliwe, zagrażajš życiu i zdrowiu – mówi prof. Zembala. – Nie rozumiem wielu posłów, którzy zachowywali się nieracjonalnie, popierajšc e-papierosy.

Użytkownicy elektronicznych papierosów zwracajš jednak uwagę na to, że projekt nowelizacji wykracza poza ramy dyrektywy tytoniowej. Zawiera wiele regulacji, które nie sš przez niš wymagane.

– Już na samym poczštku ustawy sš kardynalne błędy w definicjach – tłumaczš Robert Głowacz i Patryk Bełzak. – Nie ma czegoœ takiego jak „palenie elektronicznych papierosów", ponieważ nie występuje spalanie, tylko podgrzewanie płynu.

Dodajš też, że gdy ministrem zdrowia był prof. Zembala, w sprawie ustawy przeprowadzono konsultacje społeczne, ale zamiast obiecanego złagodzenia przepisów, nastšpiło ich zaostrzenie.

– Zakaz sprzedaży w internecie to w dzisiejszych czasach przeżytek i zaprzeczenie obywatelskiej wolnoœci. Sš instrumenty, które pozwalajš potwierdzić pełnoletnioœć kupujšcego – tłumaczš. – W polskich przepisach mamy zakaz sprzedaży papierosów młodocianym, a po ulicach chodzi pełno młodych palšcych tytoń. Takie prawo to czysta fikcja.

Nowe przepisy zakładajš, że e-papierosa nie będzie można np. stosować w miejscach publicznych – za nieprzestrzeganie zakazu przewidziana jest kara w wysokoœci 500 zł.

Głowacz i Bełzak tłumaczš, że zapis ten de facto zrównuje użytkowników e-papierosów z palaczami tych tradycyjnych, mimo że szkodliwoœć zdrowotna obu kategorii produktowych jest nieporównywalna.

– Papierosy elektroniczne nie zawierajš tytoniu, przez co nie wytwarzajš szkodliwego dymu tak jak zwykłe papierosy – argumentujš.

– Nie występuje w nich fizyczny proces spalania, a co za tym idzie, brak jest trucizn tworzonych w procesie spalania, np. amoniaku, cyjanków, formaldehydu, tlenku węgla. W strumieniu powietrza wydychanym przez e-palacza sš minimalne iloœci substancji, które mogę zaszkodzić osobie postronnej – potwierdza prof. Andrzej Sobczak z Instytutu Medycyny Pracy i Zdrowia Œrodowiskowego Œlšskiego Uniwersytetu Medycznego, który prowadził badania e-papierosów. – Często jest tak, że powietrze w wielu polskich miastach jest tysišc razy bardziej szkodliwe niż opary z e-papierosów.

Przygotowany przez poprzednie kierownictwo resortu zdrowia projekt mimo wielu zastrzeżeń wcišż jest procedowany. W przesłanej nam odpowiedzi ministerstwo tłumaczy koniecznoœć wprowadzenia restrykcyjnych przepisów konwencjš Œwiatowej Organizacji Zdrowia o ograniczeniu użycia tytoniu. Prawnicy zwracajš jednak uwagę, iż podstawš stanowienia prawa sš dyrektywy Unii Europejskiej, a nie wytyczne WHO. Okazuje się też, że ministerstwo nie przeprowadziło, a nawet nie zleciło badań, które potwierdziłyby stopień szkodliwoœci e-papierosów.

O takie badania zabiega od dawna prof. Jan Lubiński z Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego. Jak wyjaœnia, duże badania kliniczne mogłyby jednoznacznie potwierdzić, że użytkownicy e-papierosów znacznie rzadziej chorujš na nowotwory niż palacze konwencjonalni.

– Dotychczasowe wyrywkowe badania, dane brytyjskich agend rzšdowych oraz zdrowy rozsšdek mówiš, że tak jest – tłumaczy profesor. – Ale żeby być pewnym, potrzebujemy twardych danych naukowych. Dzisiaj przychylam się do tezy, że e-papierosy wydajš się raczej szansš niż zagrożeniem. Na pewno sš mniejszym złem.

– Jako lekarz mam wštpliwoœci, czy e-palacze powinni być zsyłani do palarni, w których kłębiš się opary dymu tytoniowego. Może trzeba pomyœleć o osobnych palarniach lub wypracowaniu kompromisu w sprawie miejsc, w których mogliby palić – mówi były minister zdrowia.

Prof. Zembala dodaje też, że rozumie użytkowników e-papierosów, którzy w ten sposób chcš się wyrwać z nałogu. – Trzeba im pomóc, ale ta pomoc nie może być bezkrytyczna. Nie mogš niš kierować zysk, reklama, lecz troska o zdrowie, o zapobieganie nowotworom – stwierdza.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL