Społeczeństwo

Czujni wygrywają z pedofilem

123RF
Dwa zdarzenia z ostatnich dni pokazują, jak skutecznie chroni dzieci współdziałanie szkół, policji i rodziców.

We wsi Głosków pod Garwolinem nieznajomy mężczyzna zaczepiał kilka dni temu chłopców wracających ze szkoły. – Interesował się także dziećmi bawiącymi się po lekcjach. Chłopcy powiedzieli o tym rodzicom, a ci nam – opowiada Małgorzata Piętka, dyrektorka miejscowego zespołu szkół.

Od razu powiadomiła policję oraz ostrzegła nauczycieli i innych rodziców. – Wychowawcy i pedagog rozmawiają z dziećmi. Zależy nam, żeby były bezpieczne – podkreśla.

Czy to nie było działanie na wyrost? Piętka mówi, że choć taka sytuacja przydarzyła się jej po raz pierwszy, wątpliwości nie miała. – Nie mamy pewności, czy to był pedofil, ale żadnego sygnału od dzieci nie można lekceważyć – tłumaczy.

Podobne zgłoszenia policja w Garwolinie dostała ze szkół w innych okolicznych miejscowościach. – Mężczyzna proponował dzieciom podwiezienie. Szukamy go, wysyłamy tam więcej patroli – mówi asp. Marek Kapusta z Komendy Powiatowej Policji w Garwolinie. Chwali postawę dyrekcji zespołu szkół: – Lepiej dmuchać na zimne, niż potem rozpaczać.

Tym tropem poszedł też Marcin Kołodziejczyk, wójt gminy Garwolin. – Choć taka sytuacja miała miejsce nie na terenie naszej gminy, lecz sąsiedniej, gdy tylko się o tym dowiedzieliśmy, postanowiliśmy przekazać informację także naszym szkołom – mówi. Placówki wywiesiły kartki z informacją o potencjalnym zagrożeniu, a nauczycieli zobowiązano do porozmawiania na ten temat z uczniami.

Pod Garwolinem żadne dziecko nie zostało skrzywdzone. Udało się też tego ostatnio uniknąć na jednym z osiedli prawobrzeżnej Warszawy, Gocławiu, gdzie wiadomość o pojawieniu się mężczyzny nagabującego dzieci obiegła okolicę lotem błyskawicy.

Na profilu z lokalnymi informacjami w portalu społecznościowym na początku stycznia pojawiła się wiadomość, że pod jedną ze szkół kręci się mężczyzna, oferuje słodycze, pieniądze, podwiezienie do domu. Uczniowie szybko mieli pogadankę na ten temat, pod szkołą pojawiło się więcej patroli. Rodzice zaczęli odwozić i przywozić dzieci na lekcje, a mający tam zbiórki młodzi harcerze nie wracali sami do domu.

– To była świetna okazja, by porozmawiać z synami, jak powinni się zachować, gdy ktoś zaczepi ich na ulicy – opowiada pan Jakub, tata dwóch nastolatków. Dodaje, że informacja o zagrożeniu, wspólne działania szkoły, harcerzy, policji i straży miejskiej świetnie się sprawdziły. – Dzieciaki stały się czujne, pilnowały się – mówi.

Kilka dni później policja zatrzymała na Gocławiu 31-letniego pedofila.

Inna warszawska historia pokazuje jednak, że nie zawsze szkoły się tak angażują. W listopadzie 2015 r. mieszkanka dzielnicy Ochota napisała na Facebooku, że jej ośmioletnia córka została w bloku zaatakowana przez nieznanego mężczyznę. Próbował ją zaciągnąć do piwnicy, by pokazać jej „małe kotki". „Córka przebiegła pod jego rozłożonymi ramiona, po czym złapał ją jeszcze za nogę i próbował ciągnąć. Kopnęła go i pobiegła do domu. Na szczęście facet się spłoszył i uciekł" – relacjonowała kobieta.

Apelowała do innych rodziców, by mieli oczy i uszy otwarte. Zgłosiła też sprawę na policję i do szkoły. Według niej dyrekcja odmówiła jednak ogłoszenia informacji o pedofilu, żeby nie wzbudzać paniki.

Które zachowanie jest lepsze? – Trudno jednoznacznie ocenić tę sytuację. Z jednej strony rzeczywiście nie należy wzbudzać paniki, ale z drugiej powinno się porozmawiać w szkole z dziećmi oraz nauczycielami i rodzicami o istniejącym zagrożeniu – mówi Marta Skierkowska z Fundacji Dzieci Niczyje. – Jest to ważne zwłaszcza na prowincji, gdzie szkoła nie tylko pełni funkcję edukacyjną, ale jest także ośrodkiem o szczególnym znaczeniu dla lokalnej społeczności.

Zobacz także:

Afera podsłuchowa: Inwigilowały dwie grupy

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL