Ślubny efekt Biedronia

aktualizacja: 13.01.2015, 07:21
Robert Biedroń udzielił w sobotę pierwszego ślubu: Magdalenie Sasiuk i...
Robert Biedroń udzielił w sobotę pierwszego ślubu: Magdalenie Sasiuk i Łukaszowi Komorowskiemu
Foto: Rzeczpospolita, Marcin Kamiński

Miasta spodziewają się więcej wniosków od narzeczonych, by ślubu udzielił im sam prezydent.

REDAKCJA POLECA
17.06.2015
Biedroń nie chce cyrku w Słupsku
kariera
Jak przekonać szefa do awansu?

Informacja o kolejce nowożeńców, którzy chcą złożyć przysięgę małżeńską w Słupsku przed prezydentem tego miasta Robertem Biedroniem, obiegła media w zeszłym tygodniu. W sobotę Biedroń udzielił pierwszego ślubu Magdalenie Sasiuk i Łukaszowi Komorowskiemu. – Byłem zdenerwowany, szczęśliwy i wzruszony, ale jest jeszcze coś, czego się wstydzę. Byłem też zazdrosny – mówił po uroczystości.

Nazwisko Biedronia przyciąga do Słupska nowożeńców z innych miast. Terminy są już zajęte do maja, bo USC dla prezydenckich ślubów przeznacza tylko jedną sobotę w miesiącu. Już się mówi o tym, że Słupsk może zostać polskim Las Vegas z powodu popularności swego prezydenta.

– Spodziewamy się, że u nas próśb o ślub udzielony przez prezydenta też może być teraz więcej – mówi Antoni Pawlak, rzecznik Gdańska. I od razu zastrzega: – Jeśli ich liczba znacząco wzrośnie, prezydent zacznie odmawiać. Od udzielania ślubów jest przede wszystkim Urząd Stanu Cywilnego.

Monika Chylaszek, rzeczniczka Krakowa, mówi, że już odczuwają efekt Biedronia. – W ubiegłym tygodniu, gdy prezydent Słupska zaczął opowiadać w mediach o dużym zainteresowaniu udzielanymi przez niego ślubami, mieliśmy podobne pierwsze zapytania – opowiada. Podkreśla, że prezydent Jacek Majchrowski będzie odmawiał, bo jest osobą bardzo zajętą. Wcześniej godził się tylko w przypadku najbliższych współpracowników.

Podobnie mówi Kamila Busłowska z ratusza w Białymstoku, która tłumaczy, że prezydent ma dużo swoich obowiązków, a sprawy związane z udzielaniem ślubów cywilnych należą do kompetencji kierownika i zastępcy urzędu stanu cywilnego.

Anna Dyksińska z Sopotu przypomina zaś ewentualnym chętnym, że prezydent ma napięty kalendarz. – Sądzę, że pary zdeterminowane, by wziąć ślub, większą wagę będą przywiązywać do daty aniżeli do osoby udzielającej – dodaje urzędniczka.

A rzecznik Łodzi Marcin Masłowski mówi, że „skoro przez cztery lata było tylko kilka próśb o prezydencki ślub, to nie sądzi, by nagle przerodziło się to w setki czy tysiące".

Do tej pory śluby udzielane przez włodarzy miast rzeczywiście były rzadkością. Jak sprawdziliśmy, prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc udzielił ich dotąd pięciu, prezydent Kielc Wojciech Lubawski – trzech, a prezydent Lublina Krzysztof Żak – jednego. Na początku poprzedniej kadencji. – To był wyjątek – tłumaczy rzeczniczka Lublina Beata Krzyżanowska.

Prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz w dwu poprzednich kadencjach  przysięgę małżeńską przyjęła od pięciu par, z czego dwa przypadki dotyczyły jej najbliższych współpracowników.

W Krakowie mówią nam o kilku zaledwie ślubach i to też udzielonych przez Jacka Majchrowskiego współpracownikom.

W Łodzi Hanna Zdanowska w poprzedniej kadencji udzieliła kilkunastu ślubów, prezydent Gdańska Piotr Adamowicz – dokładnie 18. – Zwykle pary, które chciały złożyć przed nim przysięgę, tłumaczyły to związkiem z Gdańskiem, tym, że tu mieszkają, pracują, płacą  podatki i głosują – wylicza rzecznik ratusza Antoni Pawlak.

W Sopocie prezydent Jacek Karnowski przyjął przysięgę od trzech par.

Są jednak miasta jak Gorzów, Białystok, Wadowice czy Starachowice, gdzie nie było dotąd zwyczaju, by przysięgi małżeńskiej wysłuchiwał prezydent czy burmistrz.  – Jeśli jakaś para będzie chciała złożyć przysięgę małżeńską przed prezydentem, on takiego ślubu udzieli – zapewnia Iwona Ogrodowska, rzeczniczka Starachowic. A  Ewa Całus, wiceburmistrz Wadowic, dodaje, że jeśli do nich wpłynie taka prośba, to „urząd ją rozważy".

POLECAMY

KOMENTARZE