Sędziowie i sądy

Irlandzki sąd uderza w reputację polskich sędziów - komentuje Tomasz Pietryga

AdobeStock
Spór o polską praworządność z fazy politycznej wszedł w fazę prawną. Czy zagraniczne jurysdykcje zaczną wkrótce oceniać na ile polscy sędziowie dają rękojmię wydawania niezawisłych wyroków?

Decyzja irlandzkiego sądu o wstrzymaniu realizacji wniosku ekstradycyjnego Polaka do kraju to przede wszystkim wielki sukces polskiej opozycji. Borys Budka i jego koledzy od dłuższego czasu starali się przekonywać zagraniczną opinię publiczną, że niezależność sądownictwa jest zagrożona.

Schodząc na grunt codziennej pracy orzeczniczej sądów, które wydają każdego roku miliony wyroków, takie groźby można było traktować dotąd bardziej w kategoriach retoryki politycznej niż rzeczywistego zagrożenia, które potwierdzałyby tezę, że sądy pracują dziś pod polityczne dyktando, a sędziowie stracili „przymiot niezawisłości".

Dotąd żadne instytucje ani krajowe, takie jak Rzecznik Praw Obywatelskich, ani unijne, jak Komisja Europejska nie odnotowały indywidualnego przypadku, kiedy sędzia wydawał wyrok pod wpływem czy pod dyktando konkretnego polityka lub ministra, uginając się pod jego presją.

Irlandzki sąd dość szczegółowo wyłuszczył powody wstrzymania ekstradycji Polaka. Jednym z nich jest sprawowanie przez jedną osobę funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości, który ma wpływ na obsadzę prezesów sądów. Szkoda tylko, że sąd w Dublinie nie wiedział, że poza 5 letnim epizodem funkcja PG i MS spoczywała w Polsce zawsze w ręku jednej osoby. Taki model jest zresztą popularny w wielu krajach UE.

Zobacz także:

ENA to zaufanie, nie ma zaufania nie ma też ENA

Sąd wstrzymuje ekstradycję. Obawa o stan polskich sądów

Co grozi Polsce po decyzji irlandzkiej sędzi

Warchoł: dubliński sąd prezentuje podwójne standardy

Irlandzka sędzia nie zablokuje Temidy przez granicę 

 

Zastosowana przez sąd w Irlandii argumentacja, co jest chyba najbardziej bolesne - uderza w reputację polskich sędziów. Sugerowana podatność na wpływy polityczne czy sugestie wszechmogących prezesów sądów sytuuje ich morale i niezawisłość bardzo nisko, gdzieś na poziomie krajów kaukaskich. Jeżeli przyjmiemy, że niezawisłość jest cechą indywidualną, opartą na sumieniu, etyce, wewnętrznej odporności na wpływy zewnętrzne, trudno będzie liniowemu sędziemu zaakceptować argumentację kolegów z Irlandii.

Być może na taki obrót sprawy wojujący sędziowscy aktywiści zaczną zacierać ręce, bo jest to ekstra paliwo do kolejnej batalii z rządem, ale dla ogółu sędziów nie jest to sytuacja komfortowa. Bo z takiej oceny może wynikać, że stan ducha kadry sędziowskiej jest zły, a podatność na polityczne wpływy duża. Żaden sędzia nie może tego przyjąć.

Oczywiście ogromne zasługi dla całej sytuacji ma PiS, który od dłuższego czasu stara się kreować wizerunek sędziego „złodzieja" i „osoby niekompetentnej", bazując na incydentalnych przypadkach. Utrwalaja tym samym narrację o zapaści moralnej polskiej Temidy, która ma być tłem do forsowania agresywnych, idących po bandzie reform.

Teraz wątpliwości irlandzkiego sądu oceni Trybunał Sprawiedliwości UE w Luksemburgu, który odpowie na tzw. pytanie prejudycjalne. Znacznie tej odpowiedzi może być ogromne, bo może być prawnym drogowskazem dla sądów w całej UE w innych sprawach.

W ten oto sposób spór o polską praworządność wszedł w nową fazę. Dotąd toczył się w ramach politycznego sporu między UE a rządem w Warszawie, teraz stał się sporem prawnym. Innymi słowy standardy polskiego sądownictwa będą oceniane przez jurysdykcje innych państw.

Jeżeli Luksemburg nie podzieli obaw sądu w Dublinie, na pewno cała sytuacja wzmocni polskie władze w sporze z Komisją Europejską i opozycją wewnętrzną.

Ocena negatywna wywoła odwrotny skutek i może mieć siłę bomby atomowej. Da nie tylko paliwo opozycji i Brukseli w sporze politycznym z PiS, ale stworzy możliwość nieakceptowania polskiego ustawodawstwa i niezależności polskich sądów nie tylko w sprawach o ekstradycje, ale wszystkich innych (gdzie przystankiem pośrednim będą sprawy spadkowe, rozwodowe czy majątkowe). Bo zawsze jedna ze stron powołując się na uzasadnienie Trybunału w Luksemburgu będzie mogła wskazać, że polskie sądy nie są zbyt wiarygodne aby rozstrzygać w takich sprawach, a sędziowie nie dają rękojmi niezawisłości.

W ten sposób skutki nieodpowiedzialnych reform zainicjowanych przez Zbigniewa Ziobro mogą zacząć dotykać zwykłych obywateli.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL