Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o polityce

Talaga: Polska Zosiš Samosiš narodów

USA nie majš szczególnych interesów w Polsce. To Polska usiłuje im wmówić, iż jest inaczej. Na zdjęciu: amerykańscy żołnierze w Żaganiu, styczeń 2017 r.
AFP
Jesteœmy uzależnieni od sojuszy, tymczasem wcišż pokutuje w nas romantyczne podejœcie do polityki międzynarodowej.

W polityce największym błędem jest pomylenie życzeń z możliwoœciami. W wypadku polityki bezpieczeństwa taka pomyłka może się skończyć unicestwieniem państwa. Morał stšd prosty – nigdy nie wolno jej popełnić, nawet w imię najwyższych ideałów.

Romantycy nawoływali, by „mierzyć siły na zamiary, nie zamiar podług sił". Wzniosły cel miał być wartoœciš samš w sobie, wystarczajšcš, by poœwięcić dlań życie swoje i innych. Romantycy mieli niemały wpływ na ówczesnš opinię publicznš i dlatego zamiast niepodległoœci dorobiliœmy się krwawo tłumionych powstań. Polska odrodziła się, gdy zrobiliœmy odwrotnie, niż radzili – dostosowaliœmy zamiary do posiadanych sił, wykorzystujšc sprzyjajšce okolicznoœci.

Nie inaczej dzieje się obecnie. Polska dostała bonus od losu w postaci geopolitycznej układanki, w której chwilowa słaboœć Moskwy pozwoliła nam dołšczyć do struktur zachodnich i uniknšć przekleństwa poprzedniej niepodległoœci, czyli samodzielnego trwania pomiędzy Rosjš (Zwišzkiem Sowieckim) a Niemcami. Do tej pory, pomimo wszystkich błędów, a nawet niegodziwoœci towarzyszšcych transformacji, dobrze wykorzystaliœmy dany nam czas. Wszyscy. W tym odsšdzajšce się dziœ od czci i wiary PiS i PO, ich akolici wszelkiej maœci, a nawet postkomuniœci z SLD.

Polska jest członkiem NATO oraz UE, mamy stabilnš gospodarkę i ponad dwie dekady wzrostu gospodarczego, co jest fenomenem w skali globalnej. Pięciu na siedmiu naszych sšsiadów to państwa przyjazne, zakotwiczone w tych samych strukturach międzynarodowych (poza Ukrainš). Stało się tak dzięki sprzyjajšcym okolicznoœciom oraz skutecznej, bo realistycznej polityce międzynarodowej i bezpieczeństwa, która osłoniła przemiany.

Œwiat zabulgotał

Wszystko to może jednak prysnšć, œwiat bowiem zaczšł się ponownie przepoczwarzać. Okolicznoœci przestajš nam sprzyjać. Dwa wielkie państwa nuklearne Chiny i Rosja rzuciły wyzwanie Zachodowi, domagajšc się rewizji œwiatowego porzšdku. Ta druga nie zawahała się nawet przed użyciem siły zbrojnej i aneksjš terytorium innego, uznawanego przez siebie państwa. Zaczyna się wyłaniać nowy system międzynarodowy, którego kształtu jeszcze nie znamy. Nie wiadomo też, czy narodzi się w miarę pokojowo, jak ład po upadku komunizmu, czy też wskutek wielkiej wojny, jak w 1918 i 1945 r. Obecnie taki konflikt jest nie tylko wyobrażalny, ale prawdopodobny na styku Chiny – Stany Zjednoczone z osiš na Morzu Południowochińskim, Wschodniochińskim, Cieœninie Tajwańskiej i Półwyspie Koreańskim oraz Rosja – NATO z osiš na Bałtyku i w Polsce. Nie trzeba wielkiej wyobraŸni, by uzmysłowić sobie, co takie starcie oznaczałoby dla państwa frontowego, jakim jesteœmy.

Wielka wojna może, ale wcale nie musi wybuchnšć, niemniej polityka międzynarodowa i bezpieczeństwa nie jest już tym samym co w cišgu ubiegłego 20-lecia. Potrzeba w niej więcej realizmu oraz przewidywania. Polska musi tak manewrować po burzliwych wodach międzynarodowych, by przetrwać, zapewnić bezpieczeństwo swoim obywatelom i wywalczyć warunki do dalszego rozwoju.

Na nieszczęœcie w Rzeczypospolitej wcišż pokutuje romantyczne podejœcie do polityki, jakby mało nam było historycznych nieszczęœć spowodowanych fantazjowaniem. Jego owocem sš nierealistyczne, choć piękne cele. Jaki Polak nie czułby dumy z kwitnšcej Rzeczypospolitej – lidera Międzymorza zjednoczonego wspólnymi ideami i projektami energetycznymi oraz zbrojeniowymi? Przede wszystkim jednak samodzielnej, niezależnej politycznie pod względem bezpieczeństwa od innych państw? Do spełnienia tej miłej wizji potrzeba jednak œrodków i sił, których Polska nie ma.

Mšdry liczy na siebie

Wielkš mšdroœciš tak w życiu osobistym, jak i politycznym jest liczenie na siebie, a nie na innych. W razie kryzysu sojusznicy majšcy nawet dobrš wolę nie zawsze będš w stanie pomóc. Mogš też wystawić nas na zniszczenie, nie z nienawiœci, ale by bronić siebie. Tak postšpiła Wielka Brytania w 1939 r., popychajšc Niemcy do wojny z Polskš zamiast z Francjš, co dało Albionowi dodatkowy rok na zbudowanie sił powietrznych zdolnych, jak się okazało podczas bitwy o Anglię, do odparcia ataku niemieckiego.

Polityka Chamberlaina ocaliła Brytanię, ale Polakom pokazała, że sojusze sš niewiele warte, co słusznie punktuje prawicowy polityk i publicysta Marian Piłka w artykule „Geopolityczna pułapka" opublikowanym w „Rzeczpospolitej". Wysuwa stšd wniosek, że powinniœmy zachować ostrożnoœć w stosunku do Stanów Zjednoczonych i nie dać się wykorzystać do realizacji ich interesów. Lepsza od niepewnego sojuszu jest pełna podmiotowoœć w polityce zagranicznej i bezpieczeństwa, choć bez wychodzenia z NATO. Ten ważny i nieodosobniony głos pokazuje modny na prawicy trend myœlenia – geopolityczny „zosiosamosizm", od Zosi Samosi z wierszyka Tuwima.

Pełna samodzielnoœć byłaby postulatem godnym poparcia, gdyby była możliwa. Niestety, nie jest. Nie tylko zresztš w przypadku Polski. Na dobrš sprawę samodzielnš politykę bezpieczeństwa prowadzš tylko USA, Chiny i Rosja. Nawet Izrael jest uzależniony od amerykańskiej pomocy finansowej i transferu technologii wojskowych. Inny pretendent do samodzielnoœci – Turcja – może sobie na niš pozwolić tylko w mocno lokalnym wymiarze. W wypadku konfliktu na dużš skalę nie przetrwa bez pomocy NATO, dlatego lojalnie wypełnia zobowišzania sojusznicze i pomimo groŸnych pomruków prezydenta Erdogana ani na jotę nie osłabia współpracy militarnej z USA. Nawet taka potęga przemysłowa jak Niemcy nie posiada potencjału samodzielnej obrony i jest uzależniona od amerykańskiego parasola militarnego: nuklearnego i konwencjonalnego.

Mit pełnej samodzielnoœci jest groŸny, bo osadzony w optyce romantyzmu. O mocy państwa decydujš nie podniosłe wizje, ale liczba ludnoœci, wielkoœć PKB oraz zaawansowanie technologiczne gospodarki. Polska we wszystkich tych kategoriach wypada blado. Przytoczmy tylko najbardziej oczywiste liczby. Według danych Banku Œwiatowego w 2016 r. PKB Polski wynosił 473 mld dol., Niemiec – 3494 mld dol., a Rosji 1267 mld dol. Był więc siedem razy mniejszy od niemieckiego i ponad dwa i pół razy od rosyjskiego. Ludnoœć Polski to 38 mln, Niemiec – 80 mln, Rosji – 140 mln. Wydatki obronne Polski to ok. 9–10 mld dol. rocznie, Rosji – ok. 50–65 mld dol. (w pełni wiarygodne dane nie sš dostępne), Niemiec – ok. 40 mld dol. Gdyby Niemcy, zgodnie z naciskami USA, zwiększyły wydatki obronne z obecnego 1,2 proc. do 2 proc. PKB, sięgnęłyby one 70 mld dol. Gdyby z jakichœ niepojętych względów rosły dalej do obecnego poziomu rosyjskiego, czyli 5,4 proc. PKB, byłoby to 188 mld dol.!

USA nas nie potrzebujš

Ta wyliczanka może się wydawać zbędnš „gdybologiš", ale ma na celu jedynie unaocznienie różnicy potencjałów. Jakakolwiek forma samodzielnego trwania pomiędzy Niemcami i Rosjš jest skazana na katastrofę, którš już raz przerabialiœmy. Nie mydlmy sobie oczu Uniš Europejskš, prawem międzynarodowym czy powišzaniami gospodarczymi. To pożyteczne narzędzia na czas pokoju, w ostatecznym rozrachunku, w razie zapaœci, pozostanie wybór – sojusz z Berlinem albo Moskwš, ewentualnie zagłada państwowoœci. Wobec natury państwa rosyjskiego, które nie potrafi przyjšć cywilizowanych norm, drugi wariant byłby narodowš zdradš. Zatem – Berlin.

Kłopot w tym, że Niemcy sš gospodarczym i politycznym gigantem, ale militarnym karłem. Nie mogš i nie będš mogły w przyszłoœci udzielić nam wystarczajšcej pomocy wojskowej. Stšd starania Polski o względy USA, najpotężniejszego państwa globu z PKB i budżetem obronnym przerastajšcym wielokrotnie łšczne PKB i wydatki militarne Rosji oraz Niemiec.

Marian Piłka i inni zwolennicy pełnej niezależnoœci obawiajš się, by Polska nie realizowała interesów amerykańskich zamiast swoich. Taka optyka jest zresztš spójna z propagandš rosyjskš dowodzšcš, że Polska wysługuje się USA. Piłka postuluje nawet współpracę z Rosjš oraz przyłšczenie się do chińskiego projektu Nowego Jedwabnego Szlaku. Stany Zjednoczone nie majš jednak szczególnych interesów w Polsce. To Polska usiłuje im wmówić, iż jest inaczej. Nie jesteœmy ani atrakcyjnym partnerem handlowym, ani prawdziwym sojusznikiem militarnym. Jak zresztš możemy nim być przy różnicy budżetów wojskowych 1 do 60 na korzyœć USA? Jesteœmy klientem.

W długoterminowej strategii amerykańskiej Europa stanowi dla USA bufor bezpieczeństwa w zachodniej Eurazji, jego zwornikiem i kluczowym elementem zaœ sš i długo jeszcze będš Niemcy. To prawdziwy sojusznik USA (obok Wielkiej Brytanii), kraj absolutnie kluczowy dla amerykańskich interesów na Starym Kontynencie. Z punktu widzenia Waszyngtonu Polska mogłaby nawet znaleŸć się w rosyjskiej strefie wpływów, gdyby nie była w NATO. Skoro jednak jest, należy jš osłaniać w imię zachowania spójnoœci i wiarygodnoœci sojuszu, na czym akurat Amerykanom bardzo zależy. Upraszczajšc – to my chcemy Amerykanów, a nie oni nas.

Sojusz z USA nie wyklucza zresztš jak najbliższych relacji z Niemcami, przeciwnie – wzmocniłyby one polskš wiarogodnoœć wobec Stanów Zjednoczonych. W naszym położeniu elementarna strategia każe mieć za plecami najpotężniejszy kraj Europy i najpotężniejszy kraj œwiata równoczeœnie. I tak właœnie jest. Wszelkie majstrowanie przy tym układzie w imię jakiegoœ pojednania z Rosjš i mętnych interesów z Chinami godzi w bezpieczeństwo Polski.

Inna sprawa, do czego wykorzystamy te sojusze. Jeœli do bezczynnoœci pod obcym parasolem militarnym, możemy skończyć jak w 1939 r. Jeœli jednak do budowy potężnej, powszechnej, narodowej siły zbrojnej, która nie pokona wprawdzie głównego wroga Polski, gdyby doszło do wojny, ale będzie zdolna zadać mu bolesne stary – nasze państwo przetrwa kolejne dziesięciolecia. Majšc takie zdolnoœci, będziemy odstraszali agresora, a kiedy uderzy – stawimy długotrwały opór, który da nam czas na przymuszenie sojuszników do interwencji. Bez naszego oporu mogš nie zdšżyć nam pomóc, nawet gdyby chcieli. Oto samodzielnoœć na miarę naszych możliwoœci, inna jest groŸnš utopiš.

Autor jest dyrektorem ds. strategii Warsaw Enterprise Institute, doradcš firm zbrojeniowych

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL