Bochniarz: Czas na odważne decyzje

aktualizacja: 11.04.2017, 20:55
Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

W marcu świętowaliśmy 60-lecie podpisania traktatów rzymskich. To niezwykły okres w Europie: względnego spokoju i pokoju, najszybszego wzrostu gospodarczego, rewolucji Solidarności w Polsce, zburzenia muru berlińskiego, zakończenia zimnej wojny, wprowadzenia euro. Unia Europejska stała się dobrym miejscem do życia.

Pozytywny bilans 60 lat, a w przypadku Polski 13 lat członkostwa w Unii, nie przysłania problemów. Wyzwań jest dużo. Ale tym bardziej to nie czas, aby użalać się nad sobą, tylko walczyć o siebie. Teraz ważna jest debata publiczna na temat przyszłości Wspólnoty i miejsca Polski w Europie oraz wejścia do strefy euro. I apeluję do wszystkich środowisk politycznych i gospodarczych, do partnerów społecznych, do rządu o prawdziwą, uczciwą, opartą na argumentach merytorycznych debatę.

Jestem zdecydowaną zwolenniczką przynależności Polski do strefy euro i z powodów gospodarczych, i z powodów politycznych. UE wielu – de facto dwóch – prędkości staje się faktem. I nie ma co się temu przeciwstawiać, skoro 19 członków UE już jest w strefie euro, a Węgry i Czechy zadeklarowały jego przyjęcie. Polska pozostanie jedynym krajem Grupy Wyszehradzkiej bez takiej deklaracji. Gotowy jest plan wzmocnienia strefy, niezbędny dla prawidłowego funkcjonowania wspólnej waluty: unia bankowa, wspólne zarządzanie gospodarcze, wspólny budżet. I z tego powstanie naturalne twarde jądro UE!

A Polska tylko gada albo protestuje. W grudniu 2012 r. Konfederacja Lewiatan opublikowała list otwarty do ówczesnego premiera Donalda Tuska, z apelem o wyznaczenie drogi Polski do strefy euro. Minęło pięć lat, sytuacja w Polsce w sprawie euro w ogóle się nie zmieniła. Nie ma już nawet pełnomocnika rządu ds. euro, nie ma aktualnych analiz skutków czy scenariuszy dojścia. Nie ma konstytucyjnej możliwości przyjęcia nowej waluty. Obecny rząd stawia warunki zaporowe: możemy rozważać euro po osiągnięciu 85 proc. PKB Niemiec, a to wedle ostrożnych wyliczeń może nastąpić ok. 2070 roku.

Tymczasem bez przyjęcia euro polska gospodarka, obywatele, przedsiębiorcy stracą. Biznes tworzy ponad 72 proc. PKB, udział handlu zagranicznego w PKB stale rośnie: z poziomu 65 proc. w 2004 r. do 85 proc. w 2016 r., a ponad 80 proc. tych operacji rozliczane jest właśnie w euro. To kluczowy argument. Zabezpieczyłoby to transakcje, pozwoliło na uniknięcie ryzyk kursowych, zapewniło stabilniejszy rozwój polskich firm. Przyjęcie euro to także zwiększenie atrakcyjności inwestycyjnej Polski oraz zwiększenie konkurencyjności gospodarki, a w konsekwencji obniżenie stopy bezrobocia i wzrost inwestycji.

Musimy zacząć działać, a nie tylko udawać. Nie straszyć euro, tylko rzetelnie analizować skutki jego przyjęcia, dążyć do szybkiego spełnienia kryteriów. To wymaga debaty, planu i dążenia do konsensusu oraz wskazania celów polskiej polityki zagranicznej i gospodarczej na kolejne pięć–siedem lat, bo Polska poza mocno zintegrowaną Europą, na marginesie Wspólnoty, będzie osamotniona. ©?

Autorka jest prezydentem Konfederacji Lewiatan, przewodniczącą Rady Dialogu Społecznego

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE