Rzecz o polityce

Kwiatkowski pyta: Co dalej, lewico?

Jeśli Włodzimierz Czarzasty nie wprowadzi SLD do Sejmu, szanse na odbudowę lewicy w Polsce się zmniejszą
Fotorzepa, Magda Starowieyska
Sojusz Lewicy Demokratycznej nie powinien odcinać się od przeszłości.

Podobno nie ma głupich pytań, są tylko głupie odpowiedzi. Dlatego nie boję się zadać tego z pozoru głupiego pytania: Co dalej, lewico?Jest ono ważne w połowie kadencji obecnego parlamentu.

Każde wybory są ważne, te będą szczególne z trzech dodatkowych powodów. Od dwóch lat trwa demontaż państwa powstałego z walnym udziałem lewicy, którego symbolami są: Okrągły Stół, Konstytucja RP i Unia Europejska. Od dwóch lat lewica pozbawiona jest parlamentarnej reprezentacji, a udziału we władzy od lat 12. Jeśli i tym razem nie uda się dostać do Sejmu, szanse na odbudowę silnej pozycji, jaką lewica cieszyła się w Polsce przez dziesięciolecia, zmaleją dramatycznie, a jej odbudowa może odsunąć się w odległą przyszłość. Pozostanie PiS u władzy może oznaczać nie tylko państwo, w którym nie będzie miejsca dla lewicowych wartości i ludzi je wyznających, ale także groźbę, że Polska zostanie zmarginalizowana, pozbawiona sojuszników i przyjaciół, szans i środków na rozwój, których tak bardzo nadal potrzebuje.

Kolejne wybory odbędą się według planu i pomysłów, nadziei i obaw prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. To on ustali reguły gry i narzuci tematy kampanii. Pozostali – nie tylko lewica, ale też cała opozycja, będą musiała się do nich dostosować. Dziś nic nie wskazuje na to, by można było przebić się ze swoim programem i swoją narracją. Nie mamy na to ani sił, ani środków i w dodatku niewiele pomysłów. Co do zasady kampanie te będą dla lewicy i całej opozycji reaktywne, co znacznie zmniejsza szansę zwycięstwa.

Trudny punkt startu oczywiście nie oznacza, że powinniśmy obrażać się na rzeczywistość. Spróbujmy najpierw wyróżnić główne przekazy obozu rządzącego. Gdyby je krótko nazywać, to zamiast Prawo i Sprawiedliwość wypadałoby użyć nazwy Kasa i Rasa. Wszystko to w sosie godnościowo-tożsamościowym.

Od tych tematów nie uciekniemy. Nie warto zresztą, bo z jednej strony to się nie uda. Z innej – nie ma po co, bo jest to okazja do silnego zaznaczenia naszej odrębności.

PiS narzucił jako oś podziału problem w Polsce dotychczas nieobecny: podziały rasowe. Wykorzystano naturalny strach przed obcym, żeby jak oszust zagrać z Polakami sprawą uchodźców, imigrantów i terrorystów.

I cel osiągnął. Polacy nie chcą obcych i są za to gotowi zapłacić wysoką cenę i w kraju, i w Unii Europejskiej.

Jak w tej sprawie powinni postępować politycy lewicy: czy iść za głosem wyborców, czy raczej za głosem sumienia?

Wyborców lewicy można znaleźć wśród czterech ugrupowań: PO, SLD, Nowoczesnej i Razem. Jest gorzkim paradoksem, że partie, które walczą w imieniu lewicy i mają lewicowe programy, jak SLD czy Razem – znajdują się poza parlamentem. A partie mające swoje parlamentarne reprezentacje, czyli PO i Nowoczesna, postulaty lewicowe prezentują w stopniu ograniczonym (jak N) czy w ogóle – jak PO. To oznacza, że głosy lewicowych wyborców pracują na rzecz konkurencyjnych wobec lewicy partii i programów, czasem wprost wymierzonych w poglądy i interesy wyborców lewicy (obecność religii w życiu publicznym, emerytury mundurowe, polityka kulturalna).

Istotnym kryterium podziału na lewicy jest stosunek do PRL. Dotychczasowa taktyka lewicy historycznej polegała de facto na uciekaniu od dziedzictwa PRL.

Akcentowano zdobycze socjalne, przepraszano za błędy i wypaczenia, ale generalnie „wybieraliśmy przyszłość". I staraliśmy się, co zarzucali nam zarówno krytycy, jak i zwolennicy, uciekać od przeszłości. Stawiam tezę, że dziś powinniśmy tę postawę odrzucić. Tego chcą ludzie; po latach tendencyjnej, nachalnej propagandy ponad 40 proc. ankietowanych akceptuje konieczność wprowadzenia stanu wojennego w 1981 r. – najbardziej brutalnego z symbolicznych wydarzeń PRL, których sięga pamięć żyjących dziś pokoleń. I co ciekawe: po dorobek PRL sięga pokolenie młodej inteligencji, które odnajduje nowy, pozytywny sens tej wydawałoby się zamierzchłej historii.

Jeśli polska lewica chce zbudować atrakcyjną, przekonującą i uczciwą narrację, to nadarza się ku temu niebywała okazja: 100-lecie odzyskania niepodległości. Nie da się przecież tych stu lat opowiedzieć, pomijając 45 lat PRL. Da się natomiast postawić i obronić tezę o stuleciu, w którym dzięki różnym, często zwalczającym się odłamom lewicy Polska odzyskała niepodległość i dokonała się rewolucja społeczna, bez której powstanie nowoczesnego państwa i społeczeństwa nie byłoby możliwe. Dopiero potem – także dzięki lewicy – wyszliśmy z PRL w sposób pokojowy i dołączyliśmy do wspólnoty demokratycznych państw Zachodu.

Tę tezę uważam za fundamentalnie ważną dla lewicowej polityki. To jest nasza tożsamość. Najpierw musimy zrozumieć, kim jesteśmy i dlaczego warto zaufać naszym politykom – parlamentarzystom i samorządowcom, a potem ubiegać się o głosy.

Na pytanie „co dalej" odpowiadałem ponad rok temu, podczas nadzwyczaj udanego Kongresu Lewicy. Jeśli naszym oponentom udało się zjednoczyć prawicę, zapewnić przychylność wsi i wsparcie Kościoła i Solidarności – nasza odpowiedź wydawała się oczywista: zjednoczyć lewicę, reprezentować miasto, postawić na kulturę i organizacje pozarządowe, zintensyfikować współpracę z OPZZ. Ta propozycja pozostaje aktualna, choć wymaga uzupełnienia. Musimy walczyć także o tych, których PiS wziął jako zakładników w wojnie polsko-polskiej – mieszkańców wsi i ludzi wierzących.

Dlatego odpowiedź na pytanie „co dalej, lewico" zawiera:

– akcentowanie PRL-owskiej tożsamości lewicy, odkłamanie prawicowej narracji o 45 latach pod sowiecką okupacją;

– walkę o porozumienie na lewicy i wspólny start w wyborach;

– opracowanie specjalnego programu dla mieszkańców miast, który uwzględnia ich potrzeby i doświadczenia;

– otwarcie na ludzi kultury i uznanie jej kluczowej roli nie tylko w społeczeństwie, ale i gospodarce;

– nawiązanie bliskiej współpracy z OPZZ i organizacjami pozarządowymi;

– program wiejski dla mieszkańców wsi, nie tylko rolników;

– nowa formuła godząca ludzi wierzących i tożsamość lewicy w Polsce.

Lewica powinna konsekwentnie podkreślać proeuropejski kurs, walcząc nie tylko o Polskę w Europie, ale i o europejską Polskę. Osie tej polityki powinny być dwie: pierwsza to obrona niezależności sądów jako warunek europejskiego charakteru państwa, a druga to nadanie nowej dynamiki projektowi wprowadzenia do Polski euro.

Kolejna sprawa spośród priorytetów to ochrona zdrowia, pole kompromitacji obecnej ekipy i niezwykle trudny do zreformowania obszar usług społecznych. Jestem przekonany, że powinien to być mocny punkt w lewicowej ofercie. Jakościowa zmiana jest możliwa, tylko jeśli będą dodatkowe pieniądze na służbę zdrowia. Po rządach PiS ich znalezienie może być wyjątkowo trudne. Rozwiązaniem jest być może przeznaczenie oszczędności z obsługi długu publicznego (w 2016 r. to 32 mld zł), jakie powstaną po przystąpieniu do strefy euro, na radykalne polepszenie dostępu do służby zdrowia.

I wreszcie ostatnia propozycja, jaką musimy akcentować i stosować. Chodzi o metodę uprawiania polityki. Polska jest dziś pokłócona. Zażegnanie wojny polsko-polskiej jest, przy zachowaniu swojego zdania i tożsamości, podstawowym warunkiem realizacji programu, zresztą nie tylko lewicy. Potrzebna jest współpraca z innymi partiami, ze wszystkimi Polakami, którzy tego chcą.

To nie oznacza amnezji. Ci, którzy złamali prawo, zniszczyli konstytucję, powinni za to odpowiedzieć, ale tak, by wymierzanie sprawiedliwości nie zahamowało możliwości rozwoju.

Autor jest byłym prezesem TVP, w przeszłości związany z SLD, Stowarzyszeniem Ordynacja i Twoim Ruchem

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL