Wstydliwa prawda o wypadku premier Beaty Szydło

aktualizacja: 13.02.2017, 14:04
Do wypadku premier Beaty Szydło doszło w Oświęcimiu w miniony piątek. ...
Do wypadku premier Beaty Szydło doszło w Oświęcimiu w miniony piątek. Premier jechała z lotniska w Krakowie do domu.
Foto: PAP, Andrzej Grygiel

Zastępczy kierowca w limuzynie i znikający świadkowie. Co naprawdę wydarzyło się w Oświęcimiu?

REDAKCJA POLECA
14.02.2017
Adwokat Sebastiana K.: Policja dopuściła się manipulacji
13.02.2017
Nowe fakty w sprawie wypadku Beaty Szydło w Oświęcimiu
13.02.2017
Beata Kempa: Premier w ciągu kilku dni wyjdzie ze szpitala
13.02.2017
Jadwiga Wiśniewska: Chcielibyśmy głębokiej zmiany w BOR
13.02.2017
Kraków: Prokuratura przesłuchała 22 świadków wypadku z premier Szydło
13.02.2017
Nowoczesna zapowiada wniosek o odwołanie ministra Błaszczaka
13.02.2017
Limuzyna premier Szydło nieoznakowana
13.02.2017
Po wypadku Beaty Szydło: Potrzebna dobra zmiana
13.02.2017
Po serii wypadków BOR czekają duże zmiany
12.02.2017
Wypadek premier Szydło. "Wiadomościom" TVP zarzucają manipulacje
12.02.2017
RMF FM ujawnia treść zeznań 21-latka biorącego udział w wypadku z udziałem limuzyny Beaty Szydło
12.02.2017
Wypadek premier Beaty Szydło. Witek: gdyby obrażenia premier były poważniejsze, poinformowalibyśmy o tym
12.02.2017
Beata Mazurek: po wypadku z udziałem premier Beaty Szydło wylała się olbrzymia fala hejtu
12.02.2017
Tomasz Bodył po wypadku premier Beaty Szydło: Drogowa beczka prochu
12.02.2017
Po wypadku premier Beaty Szydło: Dobre chęci nie wystarczą
11.02.2017
Kierowca seicento przyznał się do spowodowania wypadku
11.02.2017
Krakowska prokuratura od poniedziałku zacznie czynności w śledztwie ws. wypadku premier
10.02.2017
Wypadek samochodu Beaty Szydło w Oświęcimiu. Premier jest potłuczona
kancelarierp.pl
Stwórz swoją umowę - szybko i profesjonalnie!

W oficjalnej wersji wydarzeń na temat wypadku Beaty Szydło, jaką podają BOR, policja i MSWiA, jest pełno niejasności. Kraksę miał spowodować 21-latek jadący seicento, który chciał skręcić w lewo z głównej drogi, a nie zauważył kolumny – trzech aut BOR. W środkowym, pancernym audi A8 jechała premier Szydło do domu pod Brzeszczami. Kierowca limuzyny, by ominąć fiata, odbił w bok i uderzył w drzewo. Zdaniem szefa policji sprawca trzy godziny po zdarzeniu na komisariacie przyznał się do winy, „a trzech świadków potwierdziło, że słyszało sygnały dźwiękowe" rządowej kolumny.

Sprawa sygnału dźwiękowego jest kluczowa. Przepisy są jednoznaczne. – Jeśli były tylko koguty bez dźwięku, to nie jest to kolumna uprzywilejowana i obowiązują ją standardowe zasady ruchu drogowego. To oznacza, że BOR-owcy jadący z premier nie mieli prawa wyprzedzać skręcającego fiata, i to na podwójnej ciągłej. I wina jest ich, a nie chłopaka – twierdzi wysoko postawiony policjant.

Tymczasem policja nie ma twardego dowodu w kwestii dźwięku. Przesłuchani funkcjonariusze BOR (11 osób) zapewniają, że dźwięk włączono. Postronni świadkowie nie są już tego pewni. Do niedzieli przesłuchano sześć osób, które były w rejonie wypadku. Trzy potwierdziły wersję BOR.

Policja jako jednego z kluczowych świadków wskazuje kierowcę, który tankował paliwo na pobliskiej stacji benzynowej, ale nie wie, czy za fiatem ktoś jechał. – Prawdopodobnie tak, ale na razie nie ustaliliśmy tego samochodu ani kierowcy – mówi Sebastian Gleń, rzecznik małopolskiej policji.

Z kolei Paweł Wodniak, redaktor naczelny portalu Fakty Oświęcim, obecny na miejscu tuż po zdarzeniu, twierdzi, że za seicento jechały co najmniej dwa samochody.

– Z przekazów osób, z którymi rozmawiałem, wynika, że nikt z kierowcami tych aut nie rozmawiał, odjechały, zanim na miejsce przyjechali policjanci, wygląda na to, że ktoś im na to pozwolił. Po wypadku pierwsi zabezpieczali teren funkcjonariusze BOR – wyjaśnia nam Wodniak.

Z jego ustaleń wynika, że kolumna poruszała się bez sygnałów dźwiękowych, jedynie „na błyskach". – Dźwięki miały być włączane na krótko, przy wjeździe na rondo – opowiada dziennikarz.

– To norma. Na prośbę pani premier chłopaki wyłączają dźwięk na tej trasie – potwierdza nam jeden z funkcjonariuszy BOR.

Ustalenie, czy włączono dźwięk, będzie trudne, bo wszyscy świadkowie, do których dotarł dziennikarz, podkreślają, że tym, co się dzieje, zainteresowali się dopiero po wypadku, gdy słychać było m.in. syreny karetek.

Dlaczego policja bez opinii biegłych z zakresu ruchu drogowego zdecydowała się postawić kierowcy seicento zarzuty spowodowania wypadku w trybie art. 308 § 2 (to specjalny tryb)?

– W trybie art. 308 k.p.k. osobie podejrzewanej policja może przedstawić zarzut. W ten sposób weryfikuje to, co mówi kierowca, zanim akta sprawy dostarczy prokuratorowi – mówi prok. Janusz Hnatko, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie.

A tryb zastosowano ze względu na osobę premier uczestniczącą w wypadku. – Chodziło o to, żeby zebrać na gorąco jak najwięcej informacji, w tym zabezpieczyć dowody z miejsca zdarzenia, ustalić i przesłuchać świadków, którzy zaraz po wypadku więcej pamiętają – przekonuje Sebastian Gleń.

Wysokiej rangi funkcjonariusz policji: – Bzdury. Chłopaka należało przesłuchać na miejscu, zrobić notatkę i sprawę oddać prokuraturze. Wygląda na to, że chodziło o to, by w świat poszła informacja, kto jest sprawcą, a kto ofiarą – ocenia.

Policja twierdzi, że postawiła zarzuty kierowcy fiata, ponieważ zgromadzony materiał „wysoce uprawdopodabniał", że jest on winny spowodowania wypadku. – Zarzut, jaki postawiła kierowcy fiata policja, dla prokuratora nie jest wiążący – twierdzi jednak prokurator.

Jak powiedział nam Borys Budka, poseł PO i były minister sprawiedliwości, który w sobotę rozmawiał z 21-letnim Sebastianem i jego matką, „chłopak nie przyznał się do winy", choć taką informację przekazała mediom policja.

– Jak i do tego, że miał słuchać muzyki w samochodzie, więc nie słyszał syren. O tym dowiedział się z telewizji – mówi Budka. W protokole brakuje jednak zeznań kierowcy.

To nie koniec wątpliwości. – Monitoring ze stacji Orlenu zabezpieczono w sobotę około 14, dopiero kilkanaście godzin po zdarzeniu – uważa Paweł Wodniak i dodaje, że po wypadku na miejsce zjechało się około 70 policjantów z Oświęcimia, Wadowic i komendy wojewódzkiej. – Tam był chaos, oni zadeptywali ślady – zaznacza.

Wątpliwości dotyczą też prędkości, z jaką jechała premier. Biegli we wstępnej opinii stwierdzili, że audi uderzyło w drzewo z prędkością 50–60 kilometrów na godzinę. Dlaczego pancerna limuzyna ma więc poważnie zniszczony przód? – Bo uderzyła w stałą przeszkodę – twierdzą śledczy.

Ale tu pojawia się kolejna niejasność. Jak ustaliła „Rzeczpospolita", premier Beata Szydło w piątkowy wieczór przyleciała z Warszawy do Krakowa wojskowym samolotem, gdzie przesiadła się do samochodu. O której godzinie? Nie wiadomo. Jej podania odmówili nam ppłk Marek Pietrzak z Dowództwa Generalnego Rodzajów Sił Zbrojnych oraz Rafał Bochenek, rzecznik rządu. Wiadomo jednak, że kierowca audi pani premier rozpoczął służbę o godz. 18 (mówił o tym szef MSWiA Mariusz Błaszczak), a wypadek zdarzył się o godz. 18.37. Z Balic do Oświęcimia jest 55 kilometrów. To oznacza, że kolumna jechała ponad 100 km na godzinę.

Choć MSWiA zapewnia, że kierowca premier Szydło „odbył szkolenie na tym modelu samochodu", okazuje się, że i tu resort nie powiedział całej prawdy – nie miał praktycznie żadnego doświadczenia w prowadzeniu takiego pancernego auta. Jak ustaliliśmy, przez pięć lat prezydentury Bronisława Komorowskiego jeździł wyłącznie pojazdami ochronnymi, a wcześniej ochraniał obiekty rządowe. Trzech głównych kierowców pani premier miało tego dnia wolne.

Rząd ukrywa też całą prawdę o zdrowiu pani premier. Jak się dowiedzieliśmy, Beata Szydło ma pękniętą kość strzałkową w nodze. Szef ochrony Piotr G. – złamanie otwarte nogi i miednicy.

 

 

POLECAMY

KOMENTARZE