Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Piotr Zgorzelski: Prezydent jak z II RP

Prezydent Andrzej Duda
Fotorzepa, Jerzy Dudek
Jeœli wzorem przedwojennych poprzedników Andrzej Duda powoła komisję ekspertów, którzy pomogš mu w dziele reformowania sšdów, może na stałe zapisać się na kartach historii – pisze polityk PSL.

Sšdy wymagajš zmian i reform. Fakt ten nie budzi wštpliwoœci u nikogo, kto miał lub ma do czynienia z wymiarem sprawiedliwoœci. Jednakże, czy tak naprawdę to sšdy sš winne skomplikowanym i często niejasnym przepisom?

Zanim jednak do tego dojdziemy, warto zadać sobie kilka pytań. Czy problemem głowy państwa jest uwikłanie w konflikt, którego jedynym beneficjentem może być partia rzšdzšca? WyobraŸmy sobie takš oto specjalnš Komisję Kodyfikacyjnš. W jej skład wchodzi dziesięciu wybitnych polskich profesorów praw oraz trzech sędziów Sšdu Najwyższego. Skład komisji jest szeroko konsultowany, a bezdyskusyjny na niego wpływ ma oczywiœcie Kancelaria Prezydenta. Przykładowo prezydent mógłby wystšpić z proœbš do rad odpowiednich wydziałów największych polskich uczelni o wskazanie owych dziesięciu kandydatów do komisji. Niemożliwe? A jednak, kiedy w 1932 r. wchodził w życie kodeks karny Makarewicza, jego wprowadzenie było możliwe dzięki powołaniu wiele lat wczeœniej właœnie takiego ciała.

Nowatorskie podejœcie

Komisja Kodyfikacyjna powołana została w 1919 r. Naczelnik państwa Józef Piłsudski powołał do niej 44 osoby, które następnie zostały zatwierdzone przez Sejm Ustawodawczy. W okresie prac Komisji przewinęło się przez jej skład 69 prawników. Głównym zadaniem, jakie przed nimi postawiono, było stworzenie jednolitego prawa karnego obowišzujšcego na terytorium nowego odrodzonego państwa. Zadanie to było niezwykle pilne. W podzielonej pomiędzy trzech zaborców Polsce do 1918 r. obowišzywały bowiem różne kodeksy prawa karnego.

Pracom komisji przewodzili Juliusz Makarewicz, wieloletni profesor prawa karnego Uniwersytetu Lwowskiego, senator RP, i Wacław Makowski – prawnik, marszałek i wicemarszałek Sejmu, wicemarszałek Senatu. Były to niezwykłe postacie w okresie dwudziestolecia międzywojennego. Ludzie o nieskazitelnej opinii, wybitni naukowcy. Nawet w obliczu wojny i przeœladowań pozostawali Polakami. Tak oto Juliusza Makarewicza wspominał po latach jeden z jego studentów. „Opowiedział mi po drodze, że po rewizji zabrano mu polskš maszynę do pisania. Po powrocie z obozu zażšdał jej zwrotu i dopiero po wielokrotnych interwencjach zwrócono mu jš, ale z rosyjskimi czcionkami. Wobec tego oddał jš do przerobienia na czcionki polskie, a teraz idzie do komendy NKWD z rachunkiem i żšdaniem zwrotu pieniędzy. Trudno w to uwierzyć, ale naprawdę tak było. Tacy byli kiedyœ profesorowie".

W 1932 r. w drodze rozporzšdzenia prezydent Ignacy Moœcicki zdecydował o wejœciu w życie kodeksu. Wraz z nowym zbiorem praw zostało ogłoszone odrębne prawo o wykroczeniach. Komisja kodyfikacyjna zrealizowała swe zadanie. Kodeks karny był nowoczesny, napisany jasnym i precyzyjnym prawniczym językiem. W myœl jego postanowień czyn był uznany za przestępstwo, jeœli wyczerpywał przesłanki zawarte w kodeksie. Podstawš odpowiedzialnoœci karnej była wina.

Twórcy kodeksu zastosowali w nim trzy ogólne zasady: subiektywizmu (odpowiedzialnoœć karna zależna od stosunku sprawcy do czynu i od jego poczytalnoœci); humanitaryzmu (polegajšcš na stosowaniu represji tylko w granicach niezbędnych dla uzyskania przewidzianych celów kary, np. kara œmierci uznana została za œrodek wyjštkowy i przewidziana tylko w pięciu przypadkach); œrodków zabezpieczajšcych (jako sposób ochrony społeczeństwa przed przestępcami, co oznacza, że œrodki zabezpieczajšce były przewidziane wobec osób chorych psychicznie, alkoholików, narkomanów, recydywistów, przestępców zawodowych, przestępców wykazujšcych wstręt do pracy).

Warto w tym miejscu dodać, iż przewidywano np. zawieszenie wykonania kary, warunkowe zwolnienie i zatarcie skazania. Było to niezwykle nowatorskie podejœcie. O tym, jak owocne były prace Komisji Kodyfikacyjnej, niech œwiadczy fakt, iż ów kodeks, który był jej sztandarowym dziełem, obowišzywał ze zmianami aż do 1970 r.

Gdybyœmy chcieli iœć tym historycznym tropem, to kilka lat wczeœniej, w 1928 r., wydano rozporzšdzenie prezydenta RP o postępowaniu administracyjnym. Także wtedy projekt konsultowano. Przygotowała go specjalna komisja przy Prezydium Rady Ministrów, ale z uwagi na to, że było to w formie dokumentu prezydenta, to właœnie on go zatwierdzał i wprowadzał końcowe poprawki. Dzięki ówczesnej głowie państwa oraz takiemu podejœciu do ustawodawstwa, Polska należała do nielicznych państw, które już w okresie międzywojennym skodyfikowały całš procedurę administracyjnš.

Składały się na niš:

rozporzšdzenie Prezydenta RP z 22 marca 1928 roku o postępowaniu administracyjnym;

rozporzšdzenie Prezydenta RP z 22 marca 1928 roku o postępowaniu przymusowym w administracji;

rozporzšdzenie Prezydenta RP z 22 marca 1928 roku o postępowaniu karno-administracyjnym.

I jeszcze jeden przykład, Kodeks Zobowišzań z 1933 r. Wszedł on w życie również jako rozporzšdzenie prezydenta. Prace nad nim prowadziła Komisja Kodyfikacyjna od połowy lat 20., a brali w nich udział najbardziej doœwiadczeni i renomowani prawnicy i eksperci tamtych czasów – wybitny sędziowie Sšdu Najwyższego. Głównymi autorami projektu kodeksu byli Roman Longchamps de Bérier, prawnik, ostatni rektor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, i Ernest Till, prawnik, profesor Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie, członek Polskiej Akademii Umiejętnoœci, ponadto twórca lwowskiej szkoły prawa prywatnego, z której wywodził się między innymi Roman Longchamps de Bérier.

Ernest Till nie doczekał rozporzšdzenia prezydenta Moœcickiego sankcjonujšcego Kodeks Zobowišzań. Zmarł 21 marca 1926 r. Z kolei Roman Longchamps de Bérier kilka dni po wkroczeniu do Lwowa wojsk niemieckich, w nocy z 3 na 4 lipca 1941 r., został wraz z trzema dorosłymi synami aresztowany przez hitlerowców i tej samej nocy, po brutalnym przesłuchaniu w bursie Abrahamowiczów, zamordowany na Wzgórzach Wuleckich we Lwowie. Wraz z ojcem, hitlerowcy zamordowali wspomnianych trzech synów: Bronisława i Zygmunta, absolwentów Politechniki Lwowskiej, oraz Kazimierza, absolwentem liceum. Z masakry ocalała żona Aniela oraz najmłodszy, 13-letni syn Jan.

Wyrwać się z roli partyjnego nominata

To już historia. Ale historia może być doskonałš nauczycielkš życia. Prezydent Andrzej Duda mógłby, przygotowujšc własne projekty ustaw, iœć tš drogš, którš wyznaczyli jego wielcy poprzednicy. Skorzystać z mšdroœci życiowej i historycznej pamięci narodu. Powołać niewielkie, ale sprawne ciało doradcze, które będzie swoim autorytetem, wiedzš i doœwiadczeniem pomagać prezydentowi w realizacji jego misji strażnika konstytucji.

Sšdy wymagajš zmian, bo zmieniajš się czasy. Mamy XXI wiek, jesteœmy blisko poczštku jego trzeciej dekady. Jako nauczyciel z wieloletnim doœwiadczeniem podobnie odczuwam potrzebę zmian w szkołach. Zmian wymaga cały system edukacji, chociaż nie tyle likwidacji gimnazjów, bo to tak naprawdę zmiana struktury, czego efektem będzie pogorszenie jakoœci nauczania i przesunięcie dobrej edukacji ze wsi do miast. Tak jakby komuœ zależało na tym, by chłopi w XXI wieku byli gorzej wyedukowani niż jeszcze kilkanaœcie lat temu.

Wracajšc do sšdów, oczywiste jest, że należy je zmienić, ale tylko mšdrze i odpowiedzialnie. Mšdrze, to znaczy tak, by zmienić to, co naprawdę przeszkadza; odpowiedzialnie to tak, by nie ucierpieli ludzie. W przypadku zmian, które zaproponował Zbigniew Ziobro, efekty byłyby opłakane.

Pomny historycznych doœwiadczeń, prezydent Andrzej Duda powinien zostać gospodarzem procesu legislacyjnego. Od poczštku do końca go prowadzić, monitorować i ostatecznie przedstawić jako swój projekt, poparty jego wiedzš, ale także wiedzš ekspertów i praktyków. Sšdy, wbrew narracji Jarosława Kaczyńskiego, nie sš same w sobie złe. Sš uwikłane w sieć nałożonych na siebie przepisów i procedur. Tyle że ich zmiana (podobnie zresztš jak zmiana programu edukacyjnego w szkołach i dyskusje o jakoœci nauczania, o roli nauczyciela, jego godnoœci i szacunku, jaki powinien mieć w społeczeństwie) wydaje się ponad siły ugrupowania rzšdzšcego. Dlaczego tak się dzieje? W moim odczuciu dlatego, że ławka jest za krótka i brakuje tam odważnych wizjonerów, ludzi, którzy wyszliby poza płytkš propagandowš retorykę o dwóch zwalczajšcych się obozach. Sšdy więc można i trzeba zmieniać. Ale zmieniajmy je naprawdę. Zmiany, które zawetował prezydent – niestety nie w całoœci – to po prostu poddanie sšdów władzy Zbigniewa Ziobry. A to oznacza, że nikt już nie będzie pewny wyroku, szczególnie w sporach z władzš.

Andrzej Duda stoi dzisiaj przed dziejowš szansš. Wyrwanie się z roli nominata partyjnego i stanie się prawdziwym mężem stanu wymaga odwagi i może być bolesne. Odwaga cywilna i odpowiedzialnoœć cechuje największych polityków. To właœnie dlatego umiarkowany, œwietnie wykształcony Władysław Kosiniak-Kamysz tak przycišga uwagę wyborców, stajšc się liderem zaufania społecznego. Ludowcy, majšc za sobš 120 lat pod tym samym szyldem, nie uciekajš od odpowiedzialnoœci, ale też majš w swojej organizacji pamięć historycznš i pamiętajš, że kiedyœ w polskim parlamencie lała się krew, a nieodpowiedzialne decyzje jednego człowieka doprowadziły do œmierci setek Polaków i bratobójczych walk. Coœ, co niektórzy nazywajš uległoœciš i skłonnoœciš do koalicji, to tak naprawdę odpowiedzialnoœć za losy kraju. Odpowiedzialnoœć, która nakazuje nam mówić, że pokój, dobro i życie ludzkie stojš ponad wszystkim. Dlatego tak mnie osobiœcie smuci agresywna retoryka stosowana przez œrodowisko, które chce zamachu na niezależnoœć Sšdu Najwyższego. To sš zwycięstwa pozorne, które nie majš znaczenia w perspektywie rozwoju narodu.

Polska zasługuje na mšdre rzšdy, na rzšdy, które odpowiedzialnie poprowadzš nasz kraj przez mielizny i zagrożenia tego nieustannie przyspieszajšcego nurtu œwiatowego rozwoju. Pamiętajmy, że nie jesteœmy już samotnš wyspš. Wręcz przeciwnie, w tym wyœcigu mamy mnóstwo konkurentów. Stawkš jest nasze członkostwo w Unii Europejskiej, a stawkš najwyższš jest też życie, zdrowie i dobrobyt mieszkańców wsi i miast.

Na dobrym torze

Erik von Kuehnelt-Leddihn następujšco zdefiniował kiedyœ różnicę pomiędzy politykiem a mężem stanu. „Ogromna różnica między politykiem a mężem stanu polega na tym, że dla polityka ważny jest ponowny wybór lub sukces wyborczy jego partii, zaœ dla męża stanu dobro jego kraju i przyszłych pokoleń".

Dziœ wydaje się, że Andrzej Duda wkroczył na ten drugi tor. Prezydent podjšł się zadania, które może jednak – ale nie musi – przerosnšć jego siły. Będzie walczył nie z opozycjš, ale własnym œrodowiskiem, które już wydało na niego swojego rodzaju wyrok. Pytanie, czy polityczne szantaże i naciski, którym może być poddany, złamiš go czy wzmocniš? Jeœli jego apel o ponadpolitycznš współpracę jest prawdziwy, jeœli wzorem swych poprzedników powoła specjalnš komisję złożonš z ekspertów, którzy pomogš mu w dziele reformowania sšdów, jeœli otworzy się na różne œrodowiska, to może odnieœć sukces, wytrwać na tym dobrym torze i na stałe zapisać się na kartach historii. Jeœli zaœ jego deklaracja jest pozorowana, szybko powróci na tory typowego partyjnego polityka.

Ja i moje œrodowisko polityczne wierzymy, że prezydent, tworzšc przestrzeń do opamiętania i dyskusji, autentycznie chce zmienić wymiar sprawiedliwoœci i przywrócić go obywatelom. Życzymy Andrzejowi Dudzie, aby wytrwał w tym, co tak spektakularnie ogłosił całej Polsce. Zawsze służymy radš i wsparciem zarówno w wymiarze politycznym, jak i eksperckim, bo jak mawiał nasz ideowy przywódca Wincenty Witos: „Nie ma sprawy ważniejszej niż Polska".

Autor jest posłem PSL, samorzšdowcem, ukończył historię na Uniwersytecie Łódzkim

Tytuł i œródtytuły od redakcji

 

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL