Prof. Michał Kleiber: W internecie warto być sceptycznym

aktualizacja: 13.04.2017, 21:18
Foto: Fotolia.com

Identyfikacja fałszywych wiadomości jest trudna ze względu na ich liczbę i coraz bardziej perfidnie przemyślaną naturę – pisze były prezes PAN.

REDAKCJA POLECA
14.03.2017
Batalia o wybór przewodniczącego Rady Europejskiej zagraża gospodarce
06.02.2017
Facebook uruchamia narzędzie walki z fake news przed wyborami we Francji
30.01.2017
Jakóbik: Prawda nas wyzwoli
Kariera.pl
Menedżer nie musi być wiecznie lojalny wobec dawnej firmy
kancelarierp.pl
Stwórz swoją umowę - szybko i profesjonalnie!

Papież Franciszek oficjalnie poparł kandydaturę Trumpa w amerykańskich wyborach. Stacjonujący na Litwie amerykańscy żołnierze zgwałcili 14-letnią dziewczynkę. Unia Europejska w swoim regulacyjnym zapale próbuje ustalać narodowość lepionych ze śniegu bałwanów. I tak dalej, bez końca.

Wszystkie te informacje są oczywiście fałszywe, stanowią jednak często fragmenty precyzyjnie zaplanowanych kampanii dezinformacyjnych. Mimo iż ich złośliwość i niewiarygodność wydaje się dla wielu z nas łatwa do rozpoznania, sprawa jest bardzo poważna – na Facebooku 20 najpopularniejszych fałszywych wiadomości odnotowało w ostatnich miesiącach znacznie więcej kliknięć od 20 najpopularniejszych wiadomości prawdziwych! I część internautów z pewnością w te konfabulacje wierzy. Nie dziwi więc, że w Brukseli powstał zespół pod nazwą East Stratcom z zadaniem śledzenia rozpowszechniającej się plagi internetowych fałszerstw. Słowo „east" w nazwie nie jest przypadkiem, bowiem spośród zidentyfikowanych na wstępie ponad 2,5 tys. zmyślonych informacji większość pochodziła z Rosji. Stany Zjednoczone badają rolę wpływu obcych służb na przebieg niedawnych wyborów prezydenckich, a Unia Europejska myśli, jak uchronić się przed tego typu działaniami w obliczu zbliżających się wyborów we Francji czy w Niemczech. Co zrobić, by wrogie manipulacje nie pogłębiły – istniejących i bez tego – unijnych kłopotów?

Identyfikacja fałszerstw jest trudna ze względu na ich liczbę i coraz bardziej perfidnie przemyślaną naturę. Eksperci w różnych krajach poważnie kwestionują możliwości zapobieżenia procederowi upowszechniania internetowych kłamstw – rozwój portali społecznościowych z ich potencjałem rozsiewania wszelkich informacji nie rokuje nadziei na efektywną kontrolę informacji. Niepokoi zarówno brak skutecznych metod sprawdzania zasadności podawanych wiadomości, jak i niedostatek ekspertów mogących pełnić kluczowe role przy wypracowywaniu właściwej do tego strategii. Oczywiście problem powiązany jest ze sprawą bezpieczeństwa elektronicznych danych, wiele bowiem fałszerstw powstaje na bazie skradzionych drobnych faktów ubranych w kłamliwą oprawę i złośliwą interpretację.

Niezależnie od działań wrogich służb proceder fałszowania wiadomości upowszechnia się wśród zwabionych możliwościami zarobku młodych internautów. Przytoczmy przykład pewnego gruzińskiego studenta informatyki, który przed amerykańskimi wyborami założył portal szkalujący Hillary Clinton. Niewielkie zainteresowanie złośliwymi wymysłami skłoniły twórcę portalu do zmiany kierunku swej strategii. Gruzin, pozostając wierny swym poglądom politycznym, zaczął zamieszczać pozytywne, choć zmyślone historie o Trumpie. Ta strategia okazała się znacznie lepsza, owocując licznymi ofertami reklamowymi i w końcu intratną ofertą kupna portalu. W obawie przed grożącą mu odpowiedzialnością karną indagowany przez media autor tego oszustwa oświadczył, iż uprawia po prostu infotainment (informacyjna zabawa) i nigdy nie sądził, że ktoś poważne potraktuje te żarty. Podobnych wydarzeń jest dziś cała masa i nikt nie wie, jak nad tym zapanować.

Wpływowe portale próbują nieco uspokajać użytkowników, deklarując walkę z szerzącym się fałszem, ułatwiając na przykład zgłaszanie nieprawdziwych wiadomości i dodawanie do ich treści odpowiednich ostrzeżeń. Trudno jednak uwierzyć w skuteczność takich działań – w końcu to internauta decyduje, co chce czytać, a zamieszczane posty nie podlegają żadnej cenzurze. Na razie jedynym remedium wydaje się racjonalny sceptycyzm użytkowników – czy to jednak wystarczy?

Autor jest profesorem nauk technicznych, byłym ministrem nauki i byłym prezesem Polskiej Akademii Nauk

POLECAMY

KOMENTARZE